154 Kiedy, gdzie i tak naprawdę dlaczego, zaczęła się tzw. Druga Wojna Światowa?


Wikimedia Commons / Egzekucja chińskiego jeńca w Nankinie

Czy doszukiwanie się, gdzie, kto i kiedy zabił najwięcej ludzi, np. podczas jednego dnia, ma w ogóle jakiś sens? Czy mordowanie ludzi w Chinach w 1937r przez armię japońską, ma jakiś związek z mordowaniem Polek i Polaków przez armię niemiecką lub radziecką w 1939? A co z Hiszpanią i jej wojną domową? A co z Libią, Etiopią czy Abisynią „pacyfikowaną” (uwielbiam to słowo w tym nieprawdziwie uspokajającym znaczeniu) przez „bohaterską armię włoską”? A może to wszystko to była jedna wielka pełzająca wojna przeciw całej ludzkości, w której „ktoś” szczuł jednych „nazistowskich socjalistów ” na innych „socjalistycznych komunistów” i jednych nacjonalistów na drugich? Dziwnie to wszytko wygląda, dlatego wywalę na ten temat, to co samo jakoś zgromadziło mi się, żeby mi to już nie leżało dłużej na wątrobie.

Nie oceniam, gdzie zaczęła się tzw. Druga Wojna Światowa, ani gdzie straty w ludziach były większe itp. Z tego co wydarzyło się i o czym można tego i owego dowiedzieć się, staram się tylko po zrozumieniu czegoś z tego nieładu, wyciągnąć jakieś własne wnioski…

Ominąłem rocznicę Powstania Warszawskiego, bo będąc na urlopie jakoś nie chciało mi się o tym pisać, także teraz wszystko co przygotowałem na tematy wojenny, opublikuję jak najszybciej, bo czuję, że muszę już z siebie zrzucić ten ciężar, by móc zająć się czymś innym..

Podobno to jeden dzień w Nankinie w 1937r był najkrwawszym dniem tzw. 20 wieku, a nie ani Rzeź Wołyńska, ani Powstanie Warszawskie, ani Oblężenie Leningradu, czy Stalingradu. Nie ważne, czy ta wojna jednych socjalistów przeciw drugim socjalistom, opłacana przez bankierów i kapitalistów, wybuchła gdzieś na jakichś torach, czy moście w Mandżurii w 1936r, czy było to zajęcie Alzacji i Lotaryngii, Austrii, czy Czech. Czy było to dopiero 1 Września 1939 r  w Polsce, w bombardowanym znienacka Wieluniu o 4.40 rano, czy na Westerplatte trochę później równie niespodziewanie ostrzelanym przez niemiecki pancernik Schleswig-Holstein…

https://pl.wikipedia.org/wiki/II_wojna_%C5%9Bwiatowa

Atak na Polskę

Osobny artykuł: Kampania wrześniowa.

1 września 1939, Niemcy wkraczają do Polski (propagandowe zdjęcie pozowane)

Wojna wybuchła 1 września 1939 po ataku III Rzeszy Niemieckiej w porozumieniu z ZSRR. Pierwszy etap wojny, nazywany wojną obronną Polski lub tradycyjnie w piśmiennictwie kampanią wrześniową, rozpoczął o godzinie 4:40 nalot na Wieluń, przeprowadzony przez eskadrę 4 Floty Powietrznej feldmarszałka Wolframa von Richthofena, a zaraz po nim ostrzał Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte przez pancernik Schleswig-Holstein i agresja wzdłuż całej granicy niemiecko-polskiej zgodnie z dyrektywami „Fall Weiss[4]. (…)

Uważam, że bardzo ważne jest żeby zrozumieć, po co to wszystko było potrzebne i komu… A po co? Ano po to, żeby nie przechodzić przez tę samą grozę ponownie… czego nikomu nie życzę…

Na temat Rzezi Nankinu można przeczytać np. w Fokus Historia Extra w artykule  „Zgwałcone miasto” pana Kazimierza Pytko.

http://historia.focus.pl/magazyn-focus/focus-historia-ekstra/2015/4

~andrew2111 2015-08-22 (23:38)
Człowiek jest gorszy od zwierząt bo żadne zwierze nie zabija dla zabawy, tylko w obronie lub dla zdobycia pokarmu. Zatem jesteśmy najinteligentniejszym gatunkiem na ziemi ale nasza moralność i jest gorsza od zwierzęcej.

~Pietia 2015-08-22 (23:16)
Co jest gorsze Ścięcie głowy przez wroga, czy Zabranie wszystkiego – nie będąc dłużnikiem – przez komornika we własnym kraju!

~Jowita 121 2015-08-22 (22:51)
To jakaś paranoja – sądzę, że 45% globu powinno być obsiane szpitalami psychiatrycznymi, skoro ludzie nie dostrzegają w drugim – po prostu człowieka. Ci co wydają decyzje – są doprawdy najbardziej nienormalni spośród nienormalnych. Nic dodać , nic ująć – jedynie wymieniona kwintesencja. Popieprzone rządzące dupki i tyle.

~Rumski 2015-08-22 (22:05)
co to czy jakaś rocznica ? a może pokarzecie zdjęcia z Powstania Warszawskiego gdzie kałmucy, ss-mani, i inni niemieccy bandyci mordują, gwałcą, palą żywcem ludzi przy przyzwoleniu zachodu (dziś podobno to nasi przyjaciele ale wtedy też mieli takie miano póki nas nie sprzedali mendy z tym ciągle pijanym pajacem. Jest to nam bliższe niż działania w Azji (z szacunkiem dla tych co zginęli i ucierpieli).

~Alik 2015-08-22 (22:04)
Kiedyś rozmawiałem z Chinką na czacie i wszedłem na temat Japonii, to napisała że wszyscy tam nienawidzą Japończyków właśnie przez Nankin. Dla nich to jak bandy UPA dla Polaków.

http://historia.wp.pl/title,Rzez-w-Nankinie-japonska-zbrodnia-w-Chinach,wid,17791171,wiadomosc.html?ticaid=115736&_ticrsn=3

Rzeź w Nankinie – japońska zbrodnia w Chinach

Japońscy żołnierze zakłuwali jeńców bagnetami, zasypywali żywcem, topili w rzece lub ścinali samurajskimi mieczami. Zbiorowe gwałty zarówno na nastolatkach, jak i staruszkach, popełniano mimo obecności europejskich dziennikarzy i duchownych. Do dziś zachowało się wiele makabrycznych zdjęć jednej z najstraszniejszych masakr XX wieku. Zagłada starej chińskiej metropolii nadal wstrząsa mimo upływu prawie ośmiu dekad.

W 1937 r. Nankin jest stolicą republiki rządzonej przez Kuomintang, ale trawionej wojną domową z komunistami. Na początku lat 30. Japonia zajmuje Mandżurię i tworzy tam kontrolowane przez siebie państwo z cesarzem Pu Yi na tronie. Następnie Japończycy prowokują konflikt z Chinami. Armia cesarska po krwawych walkach zajmuje Szanghaj. Dochodzi do okrucieństw wobec jeńców i cywili.

Kolejnym celem jest Nankin. W grudniu zaczyna się oblężenie. Chińczycy dostają ultimatum, aby miasto poddało się w ciągu 24 godzin. Japoński głównodowodzący gen. Iwane Matsui zapowiada, że będzie surowy i bezwzględny dla stawiających opór, ale łaskawy dla poddających się. Po kilku dniach część chińskiego wojska ucieka, część poddaje się Japończykom, ufając, że po krótkim pobycie w obozach jenieckich zostaną zwolnieni. Niektórzy bronią się w ruinach miasta, zastawiając pułapki na Japończyków. Po klęsce żołnierze próbują się wmieszać w cywili albo ukryć w Międzynarodowych Strefach Bezpieczeństwa przy ambasadach państw zachodnich.

Rzeź na rozkaz księcia

Zdecydowanej większości żołnierzy i mieszkańców nie dane jednak będzie przeżyć. Matsui rozchorowuje się bowiem (ma atak gruźlicy) i zastępuje go książę Asaka Yasuhiko, wuj cesarza Hirohito. Pod jego zwierzchnictwem armia nie ma oporów co do mordowania jeńców i cywili. Masakra rozpoczyna się przed świtem 13 grudnia i trwa sześć tygodni. Bezkarni i pijani żołnierze polują na kobiety, aby je gwałcić albo zabijać.

Kobiety są gwałcone w biały dzień, publicznie, nawet w kościołach. Pierwszego dnia masakry ośmioletnia Xia Shu Qin traci dziadków, rodziców i trzy siostry. Przeżywa tylko dlatego, że z młodszą siostrą przez 10 dni nie wychodzą spod kuchennego stołu. „Ostatniej nocy zgwałcono ponad tysiąc kobiet, w tym około stu uczennic Ginling Girls’ College. Nie słyszy się o niczym innym, jak tylko o gwałtach. Jeśli mężowie lub bracia gwałconych interweniują w ich obronie, to są zabijani” – notuje 17 grudnia w swoim dzienniku John Rabe, niemiecki świadek masakry. Japońscy żołnierze zamieniają Chinki w seksualne niewolnice, a samo miasto przypomina jeden wielki koszmarny dom publiczny.

Mężczyźni stają się ofiarami jako podejrzani, że są ukrywającymi się żołnierzami Kuomintangu. Rozstrzelanie bądź powieszenie to akty łaski. Regułą jest rozpruwanie bagnetem, ścinanie mieczem, topienie w rzece, palenie w zamkniętych budynkach albo zakopywanie żywcem. Niektórym jeńcom Japończycy wydłubują oczy, obcinają uszy lub dłonie, wyrywają języki. Nawet trupy nie zaznają spokoju – zwłoki leżą tygodniami na ulicach rozjeżdżane przez wojskowe ciężarówki wywożące zrabowane łupy i dobra kultury.

Szacunki co do liczby ofiar są rozbieżne – od 50 tys. do nawet 400 tys. Naoczny świadek John Rabe twierdzi, że liczba zabitych to 50-60 tys. Akta powojennego trybunału w Tokio wymieniają 260 tys. ofiar. Historycy są ostrożniejsi. Immanuel C.Y. Hsü z Uniwersytetu Kalifornijskiego w swojej klasycznej już monografii „The Rise of Modern China” wspomina o niezliczonych gwałtach, ale liczbę zamordowanych cywili ocenia na 100 tys. Francuski historyk Jean-Louis Margolin sądzi zaś, że większość ofiar to chińscy jeńcy (nawet 60 tys.), cywile zaś – i to głównie mężczyźni – to kolejne 30 tys.

Nie mniej wątpliwości budzi też liczba zgwałconych – najczęściej mowa o 20 tys., choć niektóre źródła wspominają nawet o 80 tys. kobiet.

Kto odpowiada za masakrę? Czy zgodę na mordy i gwałty dał podstarzały, służący w wojsku od ponad 30 lat gen. Iwane Matsui? To on zdając dowództwo, nakazał „zdobyć Nankin i złamać wolę walki rządu chińskiego”. Niektórzy historycy sugerują, że generał biorąc na siebie odpowiedzialność, osłaniał jedynie księcia Asakę Yasuhiko. Generał Douglas MacArthur i tak zresztą wyłączył księcia (podobnie jak innych członków rodziny cesarza Hirohito) z grona oskarżonych o zbrodnie wojenne.

Generała Matsui nie ma jednak w Nankinie przez dwa najgorsze tygodnie masakry zaraz po zajęciu miasta (choć wstaje na chwilę z łóżka, aby odbyć triumfalny wjazd do Nankinu 17 grudnia). Gdy wraca po rekonwalescencji, nakazuje zaprzestać mordowania i gwałcenia oraz zarządza pochówek zalegających na ulicach trupów. Dwaj inni podejrzani – generałowie Nakajima Kesago i Yanagawa Heisuke – giną jeszcze w 1945 r. i w ogóle nie stają przed trybunałem tokijskim. Ostatecznie więc to Matsui trafia na stryczek w więzieniu Sugamo.

Nieoczekiwana pomoc od członka NSDAP

Zbrodni nie udaje się ukryć przed światem. Nankin to stolica pełna zagranicznych gości, dziennikarzy i misjonarzy, wielu z nich to Europejczycy. Wieść o masakrze trafia szybko na czołówki gazet na całym świecie, wywołuje szok i liczne głosy oburzenia. Cudzoziemcy będący w Nankinie ochraniają też Chińczyków przed masakrami.

W całej tej krwawej opowieści jest miejsce dla porządnego Niemca. I nie chodzi o widocznych na wielu zdjęciach z Nankinu chłopców z wyszytymi na piersiach czerwonymi swastykami. To są członkowie chińskiej organizacji podobnej do Czerwonego Krzyża, która akurat ten buddyjski symbol sobie upodobała.

Jednym z najbardziej znanych obrońców kobiet i jeńców był wspomniany John Rabe, pochodzący z Hamburga, ale mieszkający przez trzy dekady w Chinach przedstawiciel koncernu Siemens AG, a także członek NSDAP. W utworzonej przez niego strefie bezpieczeństwa znajduje schronienie około 200 tys. osób. Rabe w lutym 1938 r. jedzie do Niemiec, aby interweniować u samego Hitlera. W latach 30. Niemcy ściśle współpracują bowiem z Chińczykami – instruktorzy szkolą lokalną armię, a przemysł dostarcza broń i mundury.

Pod koniec 1936 r. Japonia podpisuje jednak pakt antykominternowski i zostaje sojusznikiem Niemiec. Kończy się tym samym współpraca narodowych socjalistów z Czang Kaj-szekiem. Rabe szybko się o tym przekonuje – Hitler nie chce go widzieć, za to na rozmowę zaprasza go gestapo. Rabe nie wraca już do Chin, wojnę spędza za urzędniczym biurkiem w siedzibie Siemensa oraz na misji handlowej w Afganistanie. Po wojnie jest przesłuchiwany przez NKWD oraz służby brytyjskie. Po zwolnieniu jako objęty denazyfikacją nie może znaleźć pracy. Umiera w 1950 r.

Inni cudzoziemcy zaangażowani w pomoc Chińczykom i nagłaśnianie japońskich zbrodni to Amerykanie: lekarz Robert Wilson, chirurg w nankińskim szpitalu, oraz misjonarze John Magee i Minnie Vautrin, która w szkolnym kampusie, zamienionym w strefę bezpieczeństwa, przechowuje kilka tysięcy kobiet. Japończycy przeprowadzają tam jednak selekcję kobiet i zabierają niektóre z nich jako prostytutki do wojskowych domów publicznych. Vautrin, zszokowana masakrą w Nankinie, trzy lata później odkręca gaz i popełnia samobójstwo.

Prawda w japońskich podręcznikach

Do końca lat 70. władze komunistycznych Chin niespecjalnie eksponują masakrę między innymi dlatego, żeby nie przypominać, że w 1937 r. to nie komunistyczny rząd pada ofiarą agresji. W Nankinie nie walczą bowiem „czerwoni”, ale armia nacjonalistycznego Kuomintangu, później wypartego przez komunistów na Tajwan.

Ponadto chińscy komuniści sami mają na sumieniu wiele masakr z czasów wojny domowej z Kuomintangiem. Wszystko zmieniło się 30 lat temu. Chińczycy otwierają Muzeum Masakry w Nankinie i zaczynają nagłaśniać zbrodnie sprzed lat. Powstają dziesiątki książek na ten temat, starannie celebruje się kolejne rocznice. Chiny coraz to naciskają, aby prawda o Nankinie trafiła do japońskich podręczników szkolnych.

Politykę historyczną najlepiej widać jednak w kinematografii. „Flowers of War”, superprodukcję kosztującą 94 mln dol., poświęca masakrze Zhang Yimou, reżyser arcydzieła „Zawieście czerwone latarnie” oraz ceremonii otwarcia igrzysk w Pekinie.

Film opowiada o Amerykaninie udającym księdza (w tej roli Christian Bale), który ukrywa w miejscowym kościele przed gwałtami Japończyków niewinne nieletnie uczennice oraz… zawodowe prostytutki. Inny obraz o masakrze to „Miasto życia i śmierci” (angielski tytuł: „Nanjing! Nanjing!”). Przedstawia on historię strefy bezpieczeństwa stworzonej przez Rabego.

Przez dwie godziny oglądamy nakręcone na czarno-białej taśmie brutalne realia japońskiej okupacji. Jedyny sprawiedliwy Japończyk, sierż. Masao Kadokawa, ma co prawda wyrzuty sumienia, ale nie przeszkadza mu to wyłudzić od jednej z Amerykanek drogocenny różaniec oraz wykorzystać seksualnie Chinkę, w której się podkochuje. Dopiero w końcowej scenie uwalnia dwóch cywili, a sam popełnia samobójstwo.

O ile Chiny maksymalnie eksploatują temat Nankinu, o tyle Japończycy są wyraźnie w defensywie. Oficjalnie rząd Japonii przyznaje, że masakra w latach 1937-1938 to fakt historyczny. Próbuje się jednak negować liczbę ofiar, sprowadzając ją do zaledwie kilku tysięcy, choć to japońskie dokumenty wojskowe z tamtych lat podają, że pochowanych ofiar kilkutygodniowego terroru było prawie 230 tys. (i to bez uwzględnienia trupów spalonych na zbiorczych stosach albo pochowanych przez Chińczyków). Czasem coś niepoprawnego politycznie wymsknie się też urzędnikom niższego szczebla bądź naukowcom.

W 2009 r. japoński Sąd Najwyższy każe prof. Shūdō Higashinakano z Asia University zapłacić ocalałej z masakry Xia Shu Qin 4 mln jenów zadośćuczynienia za to, że ten kwestionuje opowieść o wymordowaniu w Nankinie prawie całej jej rodziny. W 2012 r. Kawamura Takeshi, burmistrz Nagoi – miasta partnerskiego Nankinu – przekonuje, że masakra w tym chińskim mieście „prawdopodobnie się nigdy nie wydarzyła” i to jedynie „konwencjonalne działania wojenne”. Wybucha skandal – chińskie media i internet są pełne oburzenia. Zwykli ludzie reagują spontanicznie, a nie na rozkaz. Rana sprzed dziesięcioleci nadal się bowiem nie zagoiła.

– Ten temat to barometr pokazujący stan stosunków chińsko-japońskich. Jeśli jest taka potrzeba, to na przykładzie Nankinu pokazuje się w dyskusjach, mediach (zwłaszcza telewizji) złych Japończyków – przyznaje w rozmowach z zachodnimi dziennikarzami Xu Xin, profesor lokalnego uniwersytetu. Głośniej o Nankinie staje się, gdy rośnie temperatura sporu z Japonią o strategiczny archipelag wysp Senkaku.

Kłopotliwe dla Japończyków są też ich własne gazety z okresu masakry. W ówczesnych biuletynach wojskowych, ale również w kilku numerach tokijskiego dziennika „The Japan Advertiser” opisano upiorny konkurs dwóch podporuczników. Mukai Toshiaki i Noda Takeshi do czasu wejścia armii do Nankinu idą – dosłownie i w przenośni – łeb w łeb i mają na swoich kontach po około 80 ściętych samurajskimi mieczami Chińczyków.

W zdobytym mieście żołnierze podkręcają tempo, każdy chce mieć szybciej 150 ściętych jeńców. Pojawiają się co prawda trudności, bo miecze szybko się tępią na ciałach i hełmach wrogów, ale to mała przeszkoda dla cesarskich oficerów. Chiński sąd dekadę później uznaje obu zawodników za zbrodniarzy wojennych i skazuje ich na karę śmierci przez rozstrzelanie.

Prochy Rabego zwanego „Oskarem Schindlerem Azji” spoczywają oczywiście w Nankinie. Od 2006 r. ma też tam siedzibę John Rabe and International Safety Zone Memorial Hall. O tragedii sprzed lat przypomina muzeum, w którym od czasu do czasu oprowadza turystów inny ocalony z masakry – Chang Zhi Qiang. Muzeum nie jest jednak obowiązkowym punktem, który odwiedzają zagraniczni turyści zwiedzający dawną stolicę. – To ohydny, ale potrzebny monument upamiętniający tych, którzy wówczas ucierpieli. Fascynująca ekspozycja, choć przyprawiająca o mdłości – podkreśla autor przewodnika „National Geographic”, polecając inne atrakcje Nankinu.

Michał Kosiarski, Historia do Rzeczy

~koka25 2015-08-22 (21:31)
W obozie Jasenovac (Chorwacja) 28 sierpnia 1942 franciszkanin Petar Brzica, późniejszy członek organizacji Križari (Krzyżowcy), w jeden dzień, specjalnym nożem nazywanym srbosjek poderżnął gardła 1360 ludziom – był zakonnikiem i katolikiem.

~kruk687658 2015-08-23 (05:49)
Takie mnie od pewnego czasu nachodzą refleksje że człowiek jako gatunek to totalne dno natura obdarzyła nas intelektem i świadomością a my wyżynamy się wzajemnie dla pieniędzy i innych prostych korzyści. Wojny masowe mordy gwałty terroryzm zabójstwa tortury jak my możemy mówić o ludzkiej cywilizacji.. To jest cywilizacja gdzie cywil cywila siekierą lub mieczem zabija.. Według mnie nie i przeraża mnie to na jakim ja świecie żyję

~ŻUAW ŚMIERCI 2015-08-22 (23:51)
Trzeba co niektórym przypomnieć, że żarliwa lojalność wobec aliantów podczas II Wojny Światowej, którzy nas porzucili, przyniosła klęskę narodowi polskiemu. Dwa mocarstwa, Niemcy Hitlerowskie i Związek Sowiecki Stalina, napadły na Polskę, bezlitośnie i za cichym przyzwoleniem sojuszników, mordując na masową skalę ludność cywilną. To tu proporcjonalnie do liczby mieszkańców wymordowano najwięcej ludności. A świat w opracowaniach powojennych historyków roni łzy nad holokaustem. Do dziś naszemu społeczeństwu pierze się mózgi, aby wierzyli w to, że nasza partyzantka to mordercy, przypisując im klęskę w drodze do wolności, której tak naprawdę nigdy nie odzyskaliśmy…….

~Maciek 2015-08-22 (23:42)
A na Ukrainie wymazuje się pamięć o zbrodniach nacjonalistów ukraińskich na Polakach, Żydach i innych narodowościach, a wielbi się kryminalistów z OUN UPA. Co na to „nasz” rząd..? Nic. Dla PO, dla byłego już na szczęście prezydenta Komorowskiego, to „nie problem”.

~robiło sie tu i tam 2015-08-22 (23:23)
takie są skutki wmawianiu ludziom(narodowi,grupie społecznej),że są lepsi od innych tych gorszych ,że oni to nawet nie ludzie.tak dzisiaj wmawiamy politykom,nauczycielom,policjantom itp ,że są lepsi i ich zadaniem jest uczyć tych gorszych. Nie to jedynie funkcja społeczna i masz służyć narodowi,masz służyć innym !!! wielu ludzi ciężej pracuje i więcej robi dla kraju niż niejeden polityk,policjant,nauczyciel ,więc skończmy z płaszczykami ochronnymi dla ludzi ponad prawem bo robimy krzywdę zarówno im jak i sobie.Moim zdaniem połowy wypadków lotniczych by nie było gdyby nie robiono z pilotów nadludzi, niestety potwierdzają tą tezę ostatnie katastrofy lotnicze w naszym kraju(od paru lat- wina pilota)a weź coś nauczycielowi powiedz ,poproś o pomoc policjanta w naszym kraju,a dla naszych polityków kto pracuje za mniej niż sześć tyś to kto ? złodziej i tak na nas patrzą jak na złodziei a chyba niejednemu z nich bliżej do złodzieja,pozdrawiam i zachęcam do czytania .

~biadolenie nad Hiroszimą to bezczelność 2015-08-22 (23:06)
Która śmierć była bardziej okrutna. W Hiroszimie, czy w Nankinie? Dlaczego corocznie Świat ma płakać, wspominając Hiroszimę? Kto zasłużył, ten dostał swoje! Za śmierć w torturach tysięcy cywili, kobiet, dzieci, starców – śmierć w ułamku sekundy takich samych. Wieloletnie umieranie w chorobie popromiennej, to była szansa na wspominanie swojej pychy, dumy z dzielnych żołnierzyków zarzynających godnych pogardy cudzoziemców.

~janek 2015-08-22 (22:37)
Zawsze kiedy czytam o zbrodniach w Nankinie moja twarz rozchmurza się automatycznie i nie mogę powstrzymać szerokiego uśmiechu kiedy w moich myślach pojawiają się dwa ogromne grzyby nad Hiroszimą i Nagasaki. Należało się tym zwyrodnialcom…

~Jan 2015-08-22 (22:13)
Nazwiska tych japońskich zwyrodnialców należy podać do wiadomości publicznej ku wstydowi ich potomków i przestrodze naśladowców. Powinien powstać światowy memoriał zbrodniarzy gdzie będą widniały nazwiska wszystkich katów ludzkości.

~old zgred 2015-08-22 (22:13)
Nie zmienia to faktu iż najwięcej chinoli wymordowali chinole pod panowaniem światłej chinokomuny i towarzysza mało ma w gatkach.

~!!! 2015-08-22 (21:42)
Polacy i w ogole ludzi czesto nie wiedza ze chinczycy (obok rosjan) mieli NAJWIEKSZA LICZE OFIR W ii WOJNIE SWIATOWEJ – PONAD 20 MILIONOW! japonczyzy robili rzezie

~est 2015-08-22 (21:28)
Robili to samo, co podczas Rewolucji Francuskiej, czy we wszystkich krajach, w których przeprowadzano rewolucje proletariacką. Tylko biedna ludność cywilna.

~O, proszę 2015-08-22 (21:13)
Zawsze o Azjatach mówi się że to tacy inteligentni, kulturalni, cywilizowani ludzie. A tu proszę – żółci zabijają się nawzajem z nienawiścią. A wszędzie mówi się, że to biali są najgorsi.

~Bez Komentarza. 2015-08-22 (21:12)
Artykół sponsorowany przez Wydział Propagabdy Komunistycznej Partii Chin, a napisany by przypodobać się czerwonym kitajcom przed nadchodzącą wyzytą Prezydenta.

Reklamy

12 thoughts on “154 Kiedy, gdzie i tak naprawdę dlaczego, zaczęła się tzw. Druga Wojna Światowa?

  1. Lubisz manipulować. A może tutaj, a może tam, powtórzone tysiąc razy, da za 1001, że bez znaczenia, że we wrześniu 1939 roku.
    Teksty tutaj zamieszczane są promoskiewskie, da się to wyczuć, więc powinieneś zauważyć, że według ich propagandy zaczęła się dopiero w 1941 roku.
    Jeśli Moskwa zglasza sie po odbiór tzw. złotego pociągu, jako należny łup wojenny zgodnie z tzw.prawem międzynarodowym, to Polska powinna zakwestionować te żądania na podstawie członkostwa Moskwy w koalicji hitlerowskiej w latach 1939-41.
    To też wątek poboczny jak walczą z nazistami na Ukrainie czlonkowie koalicji hitlerowskiej. Ot, wojna w rodzinie.

    Polubienie

    • Robert on 2015-09-01 o 06:06 said:
      Lubisz manipulować. A może tutaj, a może tam, powtórzone tysiąc razy, da za 1001, że bez znaczenia, że we wrześniu 1939 roku.
      Teksty tutaj zamieszczane są promoskiewskie, da się to wyczuć, więc powinieneś zauważyć, że według ich propagandy zaczęła się dopiero w 1941 roku. (…)

      Równie dobrze ten tekst możesz przypisać sobie, zwłaszcza tą część o moim rzekomym „lubieniu manipulowania”

      Szanuje Twoje poglądy i to co piszesz, ale ze słowem „manipulować”, co do mojej osoby, proszę tu bardzo uważaj…

      Prosiłbym, abyś rozwinął te zmanipulowane twierdzenia powyżej, i wyjaśnił na jakich podstawach zostały one przez Ciebie użyte, bo nie zgadzam się z nimi. Cytaty potwierdzające Twoje opinie, będą mile widziane. 🙂

      Poczekaj sobie łaskawie do jutra, to przeczytasz coś co może wydać Ci się znów jak to nazywasz „promoskiewskie”, chociaż Moskwa będzie tam tylko pobocznym wątkiem…

      A i następny tekst też będzie osadzony w tym temacie i następny też… No może dla rozluźnienia napiszę coś o płatkach bławatka, jako o kolejnym przykładzie na od-słowiańskie zapożyczenia w j. germańskich…

      Polubienie

      • Nie będe rozwodził się nad każdym swoim słowem, natomiast patrząc na wklejane komentarze, zastanów się nad tym czy ktokolwiek to przeczyta.
        W temacie zapożyczeń językowych, chętnie poczytam, przeanalizuj słowo Moroszka (malina, narodowa wręcz u Szwedów), kiedyś wpadło mi w ucho i nikt nie potrafi tego wytlumaczyć
        „Zapożyczenie”. Moim zdaniem manipulatorskie słowo, bo nikt tego, ani żadnego innego pradziejowego słowa nie zapożyczał, ten kto go używał, kto go wymyślił, nie podlegał jakimkolwiek zapożyczeniom, to był jego etniczny język, czyli jeśli słowo ma słowiański kod źródłowy, wówczas był Słowianinem.

        Polubienie

      • Robert on 2015-09-01 o 19:07 said:
        Nie będe rozwodził się nad każdym swoim słowem, natomiast patrząc na wklejane komentarze, zastanów się nad tym czy ktokolwiek to przeczyta.
        (…)

        Nie martw się o innych. Ja widzę, co ludzie sobie wybierają do czytania. Zresztą, a jakie ma to znaczenie, czy ktoś to, czy tamto czyta? Dobrze przynajmniej, że każdy zawsze może to co mu nie pasuje zwyczajnie pominąć… 🙂

        Polubienie


  2. Wojenne zniszczenia miasta, Skierniewice rejon ul. Gałeckiego (fot. Izba Historii Skierniewic / )

    ~Historyk z Dortmundu (15:04)
    Prawde mowiac to Polacy powinni byc odpowiedzialni za wybuch IIWS bo zaatakowali radiostacje w Gliwicach a jeszcze wczesniej domagali sie od Niemiec korytarza do Berlina.Nie mowie juz o biciu mniejszosci niemieckiej w Wolnym Miescie Gdansk.

    http://historia.wp.pl/title,Niemieckie-bombardowania-Skierniewic-we-wrzesniu-1939-roku,wid,17812031,wiadomosc.html

    Kiedy po południu w niedzielę 3 września 1939 r. nad Skierniewicami pojawiły się niemieckie bombowce, nawet w najczarniejszych scenariuszach nikt nie przypuszczał, że obiektem ataków z powietrza może stać się kościół, szpital czy szkoła. Z pewnością wierni zgromadzeni w kościele Św. Jakuba na popołudniowym nabożeństwie nie spodziewali się, że za moment na ich głowy posypią się cegły i odłamki murów po wybuchu bomby. I chociaż – jeśli wierzyć niemieckim dokumentom – celem bombardowania miały być węzeł kolejowy i linia torów Skierniewice-Koluszki, bomby zostały zrzucone w głównej mierze na spokojne miasto i jego cywilnych mieszkańców – pisze Szymon Nowak w artykule dla WP.
    (…)

    ~saloo 1 godzinę i 15 minut temu
    Czytajac ten artykol prawie sie poplakalem gdyby nie to: Dziesięć lat temu, 24 marca 1999 roku, NATO rozpoczęło bombardowania Serbii. Jako powód podano konieczność obrony albańskiej mniejszości w Kosowie. Codziennie przez 78 dni, przy użyciu najnowocześniejszej techniki, niszczono nie tylko wojskową infrastrukturę, ale też serbskie miasta, szkoły, szpitale, cerkwie. Bombardowań nie zaprzestano, o co prosił patriarcha Paweł, nawet w Święta Wielkanocne. Agresję przeciwko suwerennemu państwu nazwano „akcją humanitarną”, a jej ofiary „ubocznymi skutkami”. Polska, jako nowy członek, sankcjonowała działania NATO, a polskie media prześcigały się w obwinianiu Serbów

    ~zibibe 33 minuty temu
    @saloo ^ Srebrenica. Serbowie przyjaciele rusków.

    ~Zibi 2 (15:14)
    Bóg pozwolił by bomby spadły na ko$$ciół . ???

    ~rr 53 minuty temu
    Był w tym czasie na … urlopie

    ~dr Fr 54 minuty temu
    Kilka dni po zwycięstwie nad Polską, 30 września 1939 roku, niemieccy i austriaccy biskupi nakazali rozdzwonić wszystkie dzwony kościelne, aby świętować to zwycięstwo. Zwycięstwo, które kosztowało życie niezliczonej liczby katolickich żołnierzy, Polaków i Żydów.31 grudnia 1939 roku papież poprosił go o przekazanie życzeń błogosławieństwa dla Fuhera, całego rządu i przyjacielskiego narodu niemieckiego. [ 16 ] Dzień później oświadczył Menshausenowi, że błędny jest szeroko rozpowszechniony pogląd, jakoby on był przeciwko totalitarnym państwom. Przykład Włoch pokazał i udowodnił, że zbliżenie i dobre porozumienie były całkowicie możliwe”

    ~CIEKAWY 1 godzinę i 27 minut temu
    Czy ktoś może mi podpowiedzieć gdzie przed 1939 rokiem leżały kraje takie jak – FASZYŚCI, NAZIŚCI, HITLEROWCY, REŻIM TOTALITARNY CZY TEŻ NAJEŹDŹCY – które 1.09.1939 zaatakowały Polskę ? Bowiem opierając się na dzisiejszych wypowiedziach Pana Prezydenta, Pani Premier, Ministra MON czy też vice Premiera to tylko oni naruszyli polskie granice ! Dziadek mi podpowiada , że dopiero agresor zostanie wymieniony z imienia 17.09 . Czyżby do tej daty były to tylko igraszki wojenne, zwane później bratnią pomocą – zresztą jest chyba tylko kwestią czasu kiedy w Polsce 17.09 będzie dniem rozpoczęcia II WŚ

    ~X X X (13:08)
    A jako odszkodowanie, w zamian za zabitych przyślą nam teraz muzułmanów. I bedzie coool.

    ~O. 1 godzinę i 51 minut temu
    Nie twoja sprawa, moskalu.

    ~wmt (13:18)
    Nie przypadkowe lub bezmyślne, ale celowe zbombardowanie. Oni szli na „wojnę totalną”, a Słowianie byli do eksterminacji

    ~O. 1 godzinę i 52 minuty temu
    17 września inni „Słowianie” im pomogli.

    ~belzebub (13:30)
    a to ciekawe, martwi was co Niemcy zrobili kiedyś tam, ale nie martwi was to co „święte hamerykańce” robili i robią obecnie? TO JEST CACY?

    ~O. 1 godzinę i 53 minuty temu
    Wynocha, rusolcu.

    ~aram (13:21)
    Niemcy, chazarscy żydzi i Ukraińcy, to zbrodnicze narody

    ~O. 1 godzinę i 53 minuty temu
    I ruscy.

    ~Kac (14:32)
    Parę lat później banderowskie śmieci na Wołyniu powtórzyły to, ale na większą skalę i z większym bestialstwem.

    ~O. 1 godzinę i 55 minut temu
    Won za Ural. Pomyśl o waszych zbrodniach.

    ~WOŁYŃ PAMIĘTAM (13:16)
    A narzekamy na ruskich ze rozstrzelali w Katyniu. Rozstrzelano tchórzy którzy nie chcieli walczyć tylko poddali się do niewoli.. Prawdziwy żołnierz walczył do ostatniego naboju. Bohater jest gen Kleeberg który walczył z Ruskimi i Niemcami. a kiedy zabrakło amunicji to się dopiero poddał. A niemcy mordowali wszystkich jak leci i Polacy im wybaczyli za te krematoria, dzieci Zamojszczyzny, mord polaków w Powstaniu Warszawskim itd. Resztę kto zna historię niech sobie dopowie. Nie wspomnę o Wołyniu gdzie teraz przywódcy polski wspierają banderowców którzy w nieludzki sposób mordowali. To nie była kulka to były wyrafinowane zabójstwa.

    ~stefa (14:58)
    ruscy w Katyniu rozstrzeliwali naszysz żołnierzy , inżynierów, prawników, Elitę, żeby zniszczyć państwo polskie raczej ty nie jesteś niedouczony, tam zginoł muj wuj , był prawnikiem, ty może wołyń pamiętasz ale nic o nm nie wiesz, A moja cała rodzina i mojego męża pochodzi właśnie z Wołynia

    ~Qwerd (15:28)
    Nie obrażaj zamordowanych w Katyniu, bo nie masz do tego najmniejszego prawa!!! Sowieci zamordowali nie tylko oficerów Wojska Polskiego, ale też policjantów, funkcjonariuszy II Oddziału Sztabu Generalnego, inżynierów, nauczycieli, księży i wszystkich tych, którzy w przyszłości mogliby stanowić zagrożenie dla Stalina i jego planów wobec Polski!!! Oni nie poszli do niewoli, bo nie chcieli walczyć, ale nie mieli już czym!!! A ty pewnie poszedłbyś na przeszedłbyś na stronę wroga, byle byś tylko uniknął kuli w łeb!!! A oni oddali życie, żeby takie coś jak ty mogło się w ogóle urodzić!!! Co do Wołynia. Nie ma co równać obu tych zbrodni, bo i jedno i drugie dla prawdziwego Polaka są równie bolesne i zajmują takie samo miejsce w pamięci.

    ~O. 1 godzinę i 58 minut temu
    To pewnie znów rusek z Olgino.

    Polubienie

  3. ~dzieki (14:16)
    Dziekuje autorowi tekstu, całe życie unikam historii bo mnie nudzi, ten tekst przeczytałem i chce więcej… fajnie napisane, z podręczników w szkole nic nie rozumiem, a tak wycztałem więcej niż przez kilka lat dowiedziałem się w szkole

    ~Qwerd (13:25)
    Chwała bohaterom wojny obronnej 1939. Trzeba pamiętać, że nie wszyscy byli dyletantami i tchórzami jak Rydz Śmigły, Kasprzycki, czy Dąb Biernacki. Byli też dowódcy, którzy skutecznie potrafili walczyć z agresorami, na przykład generał Kutrzeba, gen. Sosnkowski, gen. Kleeberg, czy też pułkownik Maczek.

    http://historia.wp.pl/title,76-lat-temu-wybuchla-II-wojna-swiatowa,wid,17812604,wiadomosc.html

    76 lat temu wybuchła II wojna światowa

    1 września 1939 r. wojska niemieckie przekroczyły granice Polski, rozpoczynając II wojnę światową. Osamotnione Wojsko Polskie nie mogło skutecznie przeciwstawić się agresji Niemiec i sowieckiej inwazji rozpoczętej 17 września. W konsekwencji Hitler i Stalin dokonali IV rozbioru Polski.

    „Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły. Nawet gdyby wojna miała wybuchnąć na Zachodzie, zniszczenie Polski musi być pierwszym naszym zadaniem. Decyzja musi być natychmiastowa ze względu na porę roku. Podam dla celów propagandowych jakąś przyczynę wybuchu wojny. Mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach związanych z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo. Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni” – słowa te wypowiedział Adolf Hitler na naradzie dowódców w przededniu podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow.

    Działania zbrojne rozpoczęły się 1 września 1939 r. o świcie. O godz. 4.45 pancernik „Schleswig-Holstein” rozpoczął ostrzał Westerplatte. Strona niemiecka przystępując do wojny z Polską wystawiła 1 850 tys. żołnierzy, 11 tys. dział, 2800 czołgów i 2000 samolotów. Wojsko Polskie dysponowało dwukrotnie mniejszą liczbą żołnierzy (950 tys.), ponad dwukrotnie mniejszą liczbą dział (4,8 tys.), czterokrotnie mniejszą liczbą czołgów (700) i pięciokrotnie mniejszą liczbą samolotów (400). Przewaga niemiecka na głównych kierunkach uderzeń była jeszcze większa.

    Niemiecki plan ataku na Polskę przewidywał wojnę błyskawiczną, której celem miało być przełamanie polskiej obrony, a następnie okrążenie i zniszczenie głównych sił przeciwnika. Wojska niemieckie miały przeprowadzić koncentryczne uderzenie ze Śląska, Prus Wschodnich i Pomorza Zachodniego w kierunku Warszawy. Niemieckie plany zakładały osiągnięcie w ciągu tygodnia linii Narwi, Wisły oraz Sanu i zniszczenia armii polskiej. Sytuację militarną Polski pogarszała długość granicy z Niemcami, która po zajęciu przez III Rzeszę Moraw i wkroczeniu niemieckich wojsk na Słowację liczyła ok. 1600 km. Umożliwiało to zaatakowanie Polski z zachodu, północy i południa.

    Przygotowując plany obrony dowództwo polskie nie przesunęło wojsk na linię Narwi, Wisły i Sanu, z punktu widzenia wojskowego najkorzystniejszą, ale zgrupowało większe siły w rejonach przygranicznych. Zdecydowano się na takie posunięcie z powodów politycznych. Nie chciano bowiem oddawać bez walki Pomorza i Śląska, obawiając się, że Niemcy po zajęciu tych terenów zakończą działania militarne oświadczając, iż naprawione zostały w ten sposób „krzywdy” wyrządzone przez Traktat Wersalski i zwrócą się następnie o międzynarodową mediację. Obawiano się także tego, że przemarsz niemieckiej armii przez terytorium opuszczone przez Wojsko Polskie bardzo źle wpłynie na morale społeczeństwa i złamie w nim wolę walki.

    Wojska niemieckie od samego początku walk odnosiły sukcesy. Luftwaffe po zdobyciu panowania w powietrzu rozpoczęło bombardowanie szlaków komunikacyjnych, zgrupowań polskich wojsk, a także dokonywało nalotów na miasta. Wojska pancerne wspierane przez piechotę przełamywały polskie linie obrony i wychodziły głęboko na tyły. Strona niemiecka miała nie tylko przewagę liczebną, ale dysponowała również nowocześniejszym uzbrojeniem i sprzętem. Ogólnej sytuacji nie mogły zmienić pojedyncze punkty oporu, takie jak Westerplatte, które trwały w bohaterskiej walce.

    3 września związane z Polską układami sojuszniczymi Wielka Brytania i Francja przekazały władzom III Rzeszy ultimatum, w którym domagały się od Niemiec natychmiastowego wstrzymania działań wojennych i wycofania swoich wojsk z terytorium Polski. Po jego odrzuceniu rządy obu państw przystąpiły do wojny z Niemcami. Tym samym Hitlerowi nie udała się izolacja konfliktu polsko-niemieckiego i powtórzenie scenariusza z Monachium.

    Pomimo wypowiedzenia wojny Niemcom wojska brytyjskie i francuskie nie podjęły jednak żadnych efektywnych działań militarnych przeciwko III Rzeszy. Polska pozostała więc w konflikcie z Niemcami osamotniona. Niemały wpływ na decyzję Londynu i Paryża miała wiedza na temat treści tajnego protokołu układu Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., dotyczącego podziału terytorium Polski pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Sowieckim. Inną kwestią jest to, iż zarówno Francja, jak i Wielka Brytania, nie były przygotowane we wrześniu 1939 r. do wojny z Niemcami. Odpowiedź na pytanie, jaki byłby efekt podjętej pomimo tego ofensywy przeciwko Niemcom na Zachodzie pozostanie w sferze spekulacji.

    Po wygranej bitwie granicznej wojska niemieckie zaczęły coraz bardziej zagrażać stolicy. W nocy z 4 na 5 września rozpoczęto ewakuację urzędów centralnych i rządowych. 6 września Warszawę opuścił rząd i marszałek Edward Rydz-Śmigły, który przeniósł swoją kwaterę do Brześcia nad Bugiem. Walczące oddziały rozkazem Naczelnego Wodza miały tworzyć linię obrony wzdłuż Narwi, Wisły i Sanu.

    8 września pierwsze oddziały niemieckie dotarły pod Warszawę, której obroną kierowali gen. Walerian Czuma i prezydent Stefan Starzyński, pełniący funkcję cywilnego dowódcy obrony stolicy. Uderzenie Niemców na Warszawę zatrzymane zostało na pewien czas dzięki wielodniowej bitwie nad Bzurą (9-18 września), największej w czasie kampanii polskiej 1939 r., w której udział wzięły wycofujące się z Wielkopolski i Kujaw armie „Poznań” i „Pomorze” pod dowództwem gen. Tadeusza Kutrzeby. Pomimo tego, iż bitwa ta zakończyła się klęską wojsk polskich, to niewątpliwie opóźniła kapitulację Warszawy i wiążąc wojska niemieckie umożliwiła wycofanie się polskich oddziałów do Małopolski Wschodniej.

    17 września, łamiąc obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, na teren Rzeczypospolitej wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Niemcy od kilkunastu dni ponaglali już Sowietów, ażeby zajęli obszary uznane w pakcie Ribbentrop – Mołotow za ich strefę interesów. Stalin zwlekał jednak z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja, a także przyglądając się temu, jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Siły Armii Czerwonej skierowane przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły w sumie ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów.

    W reakcji na sowiecką agresję 17 września wieczorem Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz: „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

    Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły.

    Pomimo wkroczenia wojsk sowieckich do Polski i ewakuacji najwyższych władz Rzeczypospolitej walki trwały nadal. Od 17 września pod Tomaszowem Lubelskim armie „Kraków” i „Lublin” toczyły bój z Niemcami usiłując przedostać się na tzw. przedmoście rumuńskie, a 20 września, po wyczerpaniu amunicji, skapitulowały. 22 września, po wielodniowej walce z Niemcami, dowódca obrony Lwowa gen. Władysław Langner poddał miasto Sowietom.

    Do 28 września broniła się Warszawa, a do 2 października załoga Helu. 6 października zakończyła walkę ostatnia duża polska formacja – Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga, która przedzierając się w kierunku stolicy toczyła boje i z Wehrmachtem, i z Armią Czerwoną.

    Ogromnie ważną kwestią w obliczu przegranej wojny stawało się zachowanie ciągłości istnienia i działania struktur państwowych. Dlatego też, wobec internowania przedstawicieli najwyższych władz Rzeczypospolitej w Rumunii, prezydent Ignacy Mościcki na podstawie art. 13 konstytucji kwietniowej z 1935 r. zdecydował się na ustąpienie ze swego urzędu i wyznaczenie następcy w osobie Władysława Raczkiewicza.

    30 września nowy prezydent, przebywający we Francji, powołał rząd, na czele którego stanął gen. Władysław Sikorski. Kampania wrześniowa zakończyła się dla Polski klęską. Samotnie walczące z niemiecką i sowiecką potęgą wojska polskie nie mogły liczyć w niej na zwycięstwo. W tej sytuacji, jak powiedział w jednym z wywiadów prof. Marian Zgórniak, nawet „gdyby na miejscu Rydza-Śmigłego był Aleksander Macedoński, też by tej kampanii nie wygrał”.

    Straty po stronie polskiej wynosiły ok. 200 tys. – w tym 70 tys. poległych i 140 tys. rannych lub zaginionych. Do niemieckiej niewoli trafiło ponad 400 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Straty niemieckie wynosiły ok. 45 tys. poległych i rannych żołnierzy. Ponadto armia niemiecka straciła ok. 1000 czołgów i samochodów pancernych oraz blisko 700 samolotów. Były to straty poważne i stanowiły ponad 30 proc. stanu bojowego.

    W walkach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych.

    Ok. 70 tys. żołnierzy polskich przekroczyło granicę Rumunii i Węgier, natomiast na Litwę i Łotwę przedostało się ok. 18 tys.

    W czasie wrześniowych walk wojska niemieckie postępowały z wyjątkowym okrucieństwem. Lotnictwo atakowało ludność cywilną, a Wehrmacht na zdobytych terenach dokonywał masowych egzekucji. Przykładem tego typu zbrodniczych działań były wydarzenia w Bydgoszczy, gdzie tylko 9 września rozstrzelano 400 Polaków. Od początku działań zbrojnych Niemcy rozpoczęli także brutalne prześladowania ludności żydowskiej.

    W sumie w wyniku niemieckich represji we wrześniu 1939 r. zginęło co najmniej 16 tys. osób. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko. W Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców. Przykładów tego typu morderstw popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. na Polesiu (150 oficerów) czy w okolicach Augustowa (30 policjantów).

    Kampania polska 1939 r. jest i z pewnością długo jeszcze będzie tematem wielu sporów i dyskusji. Dyskusji, które nie toczą się na temat tego, czy Polska miała szansę na sukces w tym konflikcie, ale dotyczą geopolitycznych przesłanek klęski z 1939 r. i jej militarnych uwarunkowań.

    Prof. Marian Zgórniak oceniając działania marszałka Rydza-Śmigłego i ministra spraw zagranicznych Józefa Becka z 1939 r. wyraził następującą opinię: „Nie popełnili błędu, ponieważ w okolicznościach, w jakich przyszło im działać, nie było w zasadzie lepszego wyjścia. Nie byli geniuszami, ale zrobili lepiej lub gorzej to, co do nich należało. Historia obeszła się z nimi okrutnie, ale taki jest już los polityków, którzy przegrali. Oczywistym ich sukcesem stało się to, że wojna Hitlera z Polską nie stała się wojną lokalną. Stała się początkiem wielkiej wojny, w której Zachód walczył również o Polskę. W chwili, gdy we wrześniu 1939 roku przegrywała Polska, przegrywała także Europa”.

    Historycy zgodni są najczęściej co do tego, iż żołnierz polski walczył dobrze. Dezercje z pola walki czy niesubordynacja należały do rzadkości. „Stawiając czoło blitzkriegowi przez pięć tygodni w osamotnieniu – pisze prof. Norman Davis – armia polska spisała się lepiej niż połączone siły brytyjskie i francuskie w roku 1940. Polacy spełnili swój obowiązek”.

    O waleczności Polaków we wrześniu 1939 r. prof. Paweł Piotr Wieczorkiewicz pisał: „W ekstremalnie trudnych warunkach były przykłady graniczącego z fanatyzmem bohaterstwa: walka załóg Węgierskiej Górki, Borowej Góry i Wizny, obrona Warszawy, Lwowa i Wybrzeża, postawa Wołyńskiej BK w pierwszych dwóch dniach wojny, szaleńcza odwaga kawalerzystów gen. Abrahama w odwrocie znad Bzury, bitność 11. Karpackiej DP w Lasach Janowskich, odporność 1. DPLeg., zwanej przez Niemców z szacunkiem „żelazną”, odyseja zgrupowania KOP i GO „Polesie” i oczywiście twarda postawa 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej”.

    Analizując błędy popełnione w czasie kampanii wrześniowej część historyków zwraca uwagę na zbyt wczesne przeniesienie kwatery Naczelnego Wodza z Warszawy do Brześcia oraz przedwczesne opuszczenie stolicy przez prezydenta i rząd. Niektórzy surowo oceniają działania samego marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, a szczególnie jego decyzję o przekroczeniu granicy rumuńskiej i opuszczeniu walczących wciąż jeszcze wojsk.

    Wspomniany już prof. Wieczorkiewicz w artykule „Wrzesień 1939 – próba nowego spojrzenia” zarzucał Naczelnemu Wodzowi m.in. „karygodny wręcz sposób wdrożenia planu wojny w życie”. „Plan wojny – pisał Wieczorkiewicz – nie dość, że ogólnikowy i nierozpracowany w kolejnych stadiach, marszałek (Śmigły – PAP) co gorsza otoczył niezrozumiałym wręcz nimbem tajemnicy nie tylko wobec własnego sztabu (…) Kolejnym błędem stała się, również wyniesiona z wojny 1920 roku, skrajna wręcz centralizacja dowodzenia (…) Efektem, już w trakcie kampanii, stały się ingerencje Rydza-Śmigłego w rozkazodawstwo na poziomie dywizji i brygad, niemal zawsze spóźnione i nieadekwatne do sytuacji”.

    Prof. Marian Zgórniak, wypowiadając się na temat konsekwencji przyjęcia przez Polskę w 1939 r. propozycji Hitlera, wyraził następującą opinię: „Wielokrotnie nad tym się zastanawiałem. Z pewnością Polska poniosłaby mniejsze straty materialne, może mniej ludzi by zginęło. Prawdopodobnie nasz kraj musiałby wziąć udział w wyprawie na ZSRR. Trudno przeceniać siłę polskich 30 dywizji, ale być może miałyby znaczenie przesądzające. Pytaniem jest, czy w razie zwycięstwa Niemiec hitlerowskich byłoby miejsce dla Polaków w Europie. Co stałoby się z polskimi Żydami?”.

    Mariusz Jarosiński

    ~krakus 1 godzinę i 18 minut temu
    Według gen. W. Andersa, Polska została wciągnięta do wojny przez Wielką Brytanię.

    ~miniister (09:32)
    dzisiaj nawet 7 dni bysmy ne wytrzymali.

    ~aryman (16:27)
    biorąc pod uwagę liczebność polskiej armii wtedy i teraz to bardzo prawdopodobne, oczywiście przy założeniu że będzie do wojna konwencjonalna. Wojna jądrowa wg. planów Układu Warszawskiego miała trwać 3 tygodnie, ale myślę że teraz, w erze atomowych okrętów podwodnych zdolnych pływać całe lata bez wynurzenia i mające na swoim pokładzie arsenał zdolny anihilować całe Państwo w 15 minut, wojna będzie trwać ze 3 dni (biblijnie 😉 )

    ~Gość (09:44)
    Znowu skupiacie się na generowanych emocjach przez Hitlera… Zobaczcie na przykład jak generuje się emocje wśród żołnierzy korporacji np. maklerskich – „Chciwość” (2011) lub „Wilk z Wall Street” (2013)… Teraz dopiero pokazuje się prawdziwe mechanizmy rządzące takimi wydarzeniami… Te opowiastki i wyliczanki są kontynuacją tych ognistych przemów liderów takich zespołów, którym też wciska się że są bohaterami czegoś tam… Niema analizy jakie reperacje i długi miały do spłacenia Niemcy. Na jakie zyski liczyli finansujące je grupy i jakie powiązania tam obowiązywały… Co miało zostać zburzone aby przejąć i czerpać korzyści z kontroli czy zlikwidować konkurencję..To może być odpowiedzią dlaczego wojna wybuchła i jakie korzyści po tej Światowej Ustawce miału osiągnąć konkretne grupy i w jakich krajach miały odziedziczyć w postaci dostępu do surowców siły roboczej i po przejęciach własnościowych ustawić tam zależnych zarządców… Pamiętajcie, że ponoć Hitler czy naziści do końca 1944 chciał wymieniać Żydów na coś tam – czysty handel… Znaczy, że całkiem sporo musiał ich mieć jeszcze w dobrej kondycji u schyłku wojny.. Holokaust wyszedł mu jakoś niemal mimochodem jak hasła wyborcze? W jaki sposób Niemcy chcieli kontrolować te tereny po podboju … Nie starczyło by im strażników do utrzymania tego.. To raczej wygląda na przygotowaną szybką przewałkę, zbieranie, fantów i niszczenie konkurencji potem wycofanie się… Nie jakaś stabilny 1000-letni twór nie wiadomo jak zarządzany i motywowany.. Zobaczcie co dzieje się po interwencjach w Afryce i na Bliskim Wschodzie… Z wielu krajów ewakuowano zabezpieczenia i środki – papiery wartościowe, złoto kadrę … będące dorobkiem tych grup i gdzie one lądowały…

    ~keciwspak (13:32)
    Gosc-masz racje! IG-Farben nalezaly w rownej czesci do zydowskiej finansjery (oczywiscie amerykanskiej). A Profesor Norman G. Finkenstein napisal wiele ksiazek na ten temat. Przyklad Holocaust-Industrie i tych ksiazek u nas nie znajdziesz. A znanemu z inicjalow AH na kampanie wyborcza miliony dolarow dal nawet Rokefeller. Dzis nikt o tym nie mowi bo gw odwraca jak moze uwage od prawdy.

    ~a którędy następnym razem (12:06)
    ……Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską……………… W cywilizowanych państwach nazywa się to DEZERCJA. W III RP jest to postawa szlachetna i patriotyczna godna naśladowania, wszak elyty styropianowe wzorce brały z II RP.

    ~Qwerd (13:30)
    Dezerterami byli Rydz Śmigły, Kasprzycki, Stachiewicz, Dąb Biernacki, Beck i Sławoj Składkowski, którzy nie mieli wojskowego wykształcenia, a awanse zawdzięczali lojalności wobec Marszałka Piłsudskiego. Mościcki był cywilem, a do tego głową państwa i miał prawo do opuszczenia Polski. Gdyby cywilne władze wpadły w ręce Niemców, czy Sowietów, to kto zapewniłby ciągłość państwa polskiego?

    ~sklave (07:17)
    Dziwnym jesteśmy narodem dzień klęski świętujemy tak samo jak i dzień zwycięstwa.No tak ale co zrobić jak ostanie zwycięstwo to było to pod Wiedniem. A oni tylko świętują i bawią się a my im za to jeszcze płacimy. Kiedy to się skończy? Ciekawe ile kosztuje przygotowanie pani premier do występu przed kamerami? No bo przecież musi ładnie się prezentować? Więcej na: sklave.glowna

    ~keciwspak (13:17)
    Hej! sklave to ty pewno jestes z „tych” polskojezycznych. Gdybys wiedzial, ze zawsze w przeszlosci nasi wrogowie byli od dwuch do dziesieciokrotnosci liczniejsi, to pewno bys zamilkl lub pochylil sie nad Ich mestwem. Honor dla Polakow jest bardzo wazna czescia zycia. My powoli ale zdecydowanie zaczynamy sie laczyc i byc moze zaspiewamy wkrotce zwrotke hymnu…Niemiec, moskal nie osiedzie…ktora to magdalenkowcy wykreslili z oficjalnej tresci ale jak widzisz nie z pamieci.

    ~Gość (10:14)
    „Podam dla celów propagandowych jakąś przyczynę wybuchu wojny. Mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach związanych z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo” Może byście się zastanowili jak tworzone jest „prawo”, czy na innych zasadach… Demokracja jest wyznaniem wiary i propagandowymi hasłami. Dopóki służby są na usługach polityków i demagogów zamiast do upubliczniania i udostępniania wyborcom takich uniesień walcząc z tajemnicami, stają się służbami ochrony propagandy o ile właśnie to nie służby staja się kreatorami przedstawień zwanych demokracją… Rozwijając ten wątek – Ostatecznym pojęciowym wrogiem nad którym musi zwyciężyć – propaganda, polityka, wojna, władza i słynne „prawo” i tajemnice czy demokracja przeistoczona za pomocą powyższych narzędzi w demo-kreacją to zwycięstwo nad prawdą 🙂

    ~Gomez (08:36)
    Ile jeszcze lat będziemy celebrować wybuch 2 Wojny Światowej? Dlaczego nie celebrujemy wybuchu 1 Wojny Światowej? Albo hmm, innych wojen, rozbiorów Polski itd.? Od 12 lat pracuję w niemieckiej firmie i tam nie gadamy z niemieckimi kolegami o wojnie, a u nas w kościołach ciągły smutek, celebrowanie takich rocznic, śpiewanie Roty itd. Ja rozumiem, że patriotyzm (w większości sztuczny), ale to już dość stara historia, czas iść do przodu.

    ~Frankie (08:04)
    „Osamotnione Wojsko Polskie nie było w stanie …”. Tak, tylko że samo, na własne życzenie popadło w osamotnienie, sklocajac się skutecznie ze wszystkimi sąsiadami na skutek błędnej polityki przywódców II RP. I o tym należy przypominać. Pani premier powiedziała „Samotna Polska padła ofiarą…”. Zapomniała dodał kto osamotnil Polskę, przecież jie Niemcy, nie Rosja. Propaganda jak widać ma się dobrze.

    Polubienie


  4. PAP / Spotkanie polskich władz z Ribbentropem w Warszawie w 1939 r. Od lewej: Ry

    ~bahalas 2015-08-31 (12:52)
    W 1939 Polska znalazła się w sytuacji fatalnej , znajdując się między dwoma totalitaryzmami , nawet wejście w jakiś układ z jednym z nich nie przyniósł by nic dobrego . Polska dla przywódców Niemiec i ZSRR była ,, nowotworem ,, który wyrósł na zgliszczach Niemiec i Rosji , poglądy te wyznawali niektórzy politycy zachodni [ głównie Brytyjscy ]

    http://historia.wp.pl/title,Wszystkie-bledy-Jozefa-Becka-i-Edwarda-Smiglego-Rydza,wid,17806781,wiadomosc.html

    Wszystkie błędy Józefa Becka i Edwarda Śmigłego-Rydza

    Niemiecko-sowiecki pakt o nieagresji z 23 sierpnia 1939 r. został w Warszawie zignorowany. „Pakt o nieagresji” zawarty między państwami nieposiadającymi wspólnej granicy, a mogącymi ją uzyskać tylko po rozbiorze Polski, nikogo w Warszawie nie zaalarmował. Aż do 17 września plany wojny obronnej w ogóle nie uwzględniały możliwości sowieckiej agresji, mimo że nawet „The Daily Telegraph” opisywał skalę mobilizacji Armii Czerwonej wzdłuż granicy z Rzecząpospolitą.

    Profesor Jerzy Łojek jest legendą! Jego książki, a zwłaszcza „Szanse powstania listopadowego” (1966), „Upadek Konstytucji 3 maja” (1976), „Wokół sporów i polemik” (1979), „Kalendarz historyczny” (1986), „Dzieje sprawy Katynia” (1980) i „Agresja 17 września 1939” (1980), wciąż są bardzo popularne.

    Do jego autorytetu, pisarstwa i spuścizny odwołuje się wielu Polaków. Na znajomość z Łojkiem i znaczenie jego pracy dla Polski powołują się chętnie i zgodnie Bronisław Komorowski, Antoni Macierewicz, Waldemar Łysiak, Jan Olszewski, Romuald Szeremietiew. Historycy i badacze – Marek Tarczyński, Jan Żaryn, Grzegorz Nowik i Piotr Gontarczyk – ścigają się w wyznaniach na temat tego, ile to zawdzięczają Łojkowi i kim byliby dzisiaj, gdyby nie jego książki.

    Odświeżając sobie jednak ostatnio dorobek autora „Agresji 17 września 1939” przy okazji wydania pierwszego tomu jego pism wybranych przez krakowski Universitas, doszedłem do przekonania, że zdecydowana większość egzaltowanych wyznań nie znajduje potwierdzenia w poglądach i pracach historycznych tych rzekomych admiratorów talentu Łojka. Okazuje się, że można wychwalać Łojka i poczuwać się do bycia jego uczniem, odrzucając jednocześnie jego poglądy i interpretacje historyczne.

    Kłopotliwy autorytet

    W podobnie niemałym kłopocie znalazł się autor wyboru, opracowania i wstępu pism zebranych Jerzego Łojka – Marek Kornat, który w ostatnich sporach o politykę polską lat 1938-1939 tracił nerwy, histerycznie broniąc samobójczych wyborów Józefa Becka. Tym bardziej, nie wiedzieć dlaczego, zabrał się do opracowania pism Łojka. Przyznał jednak, że jesienią 1938 r. Beckowa „polityka równowagi” ostatecznie „wyczerpała swoje możliwości”, choć wciąż nie chce przyznać Łojkowi i jego uczniom racji, kiedy pisali o zawarciu taktycznego sojuszu z III Rzeszą, by uchronić Polskę od wojny na dwa fronty.

    Kornat wprawdzie przyznaje, że Łojek się nie mylił, gdy w „Agresji 17 września 1939” pisał o kompletnym nierozpoznaniu zagrożenia sowieckiego przez ekipę sanacyjną w końcu lat 30., ale karygodne błędy Mościckiego, Becka i Śmigłego-Rydza tłumaczy „względami psychologicznymi”, które miały kształtować fałszywe nastroje, przekonania i kalkulacje. Tak naiwną interpretację niedojrzałości politycznej przedwojennej elity władzy połączył Kornat z rodzajem stygmatyzacji samego Łojka zdekonspirowanego (na podstawie odnalezionej korespondencji z Jerzym Giedroyciem) jako entuzjasty pisarstwa Stanisława Mackiewicza, którego „Historię Polski..”., „Lata nadziei…” i „Politykę Becka” uznał „w miarę upływu lat” za książki „coraz większej rangi”. Mimo tego Kornat uznał ostatecznie, że naukowa wartość „Agresji 17 września 1939” jest „poważna”. Uf!

    Dziejowa głupota

    Najlepiej pominąć ów pokrętny wstęp i od razu zabrać się do lektury pism Jerzego Łojka. W obszernym tomie zwraca uwagę blok tekstów, esejów i wywiadów rozproszonych w różnych pismach pierwszego i drugiego obiegu. Wystarczy jedynie przybliżyć jeden z najciekawszych tekstów w całym zbiorze – „17 września 1939 r.”, który jest rozprawą autora z głupotą polityczną przedwojennej ekipy rządowej, by zrozumieć współczesny kłopot z recepcją Łojka. Była ona w latach 1935-1939 – jak pisze o ekipie rządowej z zażenowaniem Łojek – „jak najdalsza od zrozumienia, iż wspólnota celów geopolitycznych między ZSRS a Rzeszą Niemiecką usuwa w cień wszelkie dotychczasowe spory ideologiczne. Do świadomości prezydenta Mościckiego, marszałka Śmigłego-Rydza, ministra Becka, premiera Składkowskiego i innych nie docierała w ogóle perspektywa możliwości porozumienia antypolskiego między Hitlerem a Stalinem”.

    To niezrozumienie geopolityki doprowadziło z kolei do sytuacji, w której niemiecko-sowiecki pakt o nieagresji z 23 sierpnia 1939 r. został w Warszawie w istocie zignorowany.

    „Już tylko ‚pakt o nieagresji’, zawarty między dwoma państwami nieposiadającymi wspólnej granicy – pisze Łojek – a mogącymi ją uzyskać tylko na podstawie rozbioru Rzeczypospolitej Polskiej, powinien był zaalarmować polskie MSZ. Rzecz szczególna: fakt ten nie poruszył w Warszawie nikogo spośród osób decydujących ówcześnie o polityce obronnej Rzeczypospolitej”.

    Łojek bezlitośnie krytykuje nie tylko przebieg kampanii 1939 r., ale także plany mobilizacyjne i obronne przygotowane przez Sztab Główny WP. Aż do 17 września w ogóle nie uwzględniały one możliwości sowieckiej agresji, mimo że nawet „The Daily Telegraph” opisywał skalę mobilizacji Armii Czerwonej wzdłuż granicy z Rzecząpospolitą. Krytykuje przygotowany już w pierwszym tygodniu wojny plan ewakuacji władz polskich do Rumunii (czyli zanim jeszcze nastąpiła agresja sowiecka 17 września).

    „Przykro w tym miejscu stwierdzić – podkreśla historyk – iż pomysł taki wynikał z kompletnego zamroczenia politycznego całej tej grupy. Ludzie ci nie zdawali sobie zupełnie sprawy, że klęska kampanii wrześniowej (nie mówiąc już o dodatkowej sprawie braku oporu wobec agresji ZSRR) przesądziła ostatecznie o całkowitym załamaniu się systemu rządów ‚sanacyjnych’ w Polsce. Pomysły nawiązujące do precedensów Belgii czy Serbii z okresu I wojny światowej – przeniesienie rządu na emigrację – były bez sensu z wielu powodów”. Łojek kreśli alternatywny scenariusz – prezydent Mościcki abdykuje, pozostając na terytorium Polski, i wyznacza swoim następcą polityka znajdującego się poza granicami (Władysława Raczkiewicza), natomiast marszałek Śmigły-Rydz „oddaje stanowisko wodza naczelnego do dyspozycji przyszłego prezydenta”, sam zaś „walczy do końca” (aż zginie, zostanie wzięty do niewoli lub podpisze kapitulację) na czele „największego zgrupowania” Wojska Polskiego z Niemcami lub Sowietami.

    Przeciwko narodowi

    Kiedy Sowiety zaatakowały Polskę 17 września 1939 r., władze RP w ogóle nie zadeklarowały stanu wojny z ZSRS, pomimo że w nocy z 16 na 17 września Moskwa oznajmiła oficjalnie, iż „rząd Polski rozpadł się i nie przejawia oznak życia”, a „państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć”. Słusznie pisze Łojek, że „samo to sformułowanie powinno było zaalarmować Rząd RP i skłonić go do podjęcia działań dowodzących, iż Państwo Polskie nadal istnieje”.

    „Dlatego też podstawowym obowiązkiem Rządu RP – podkreśla Łojek – było ogłoszenie deklaracji, stwierdzającej, iż wskutek niesprowokowanej agresji Armii Radzieckiej, współdziałającej z wojskami niemieckimi, Rzeczpospolita Polska znalazła się w stanie wojny z ZSRR. Nie wydając takiej deklaracji, Rząd RP, zapędzony z własnej inicjatywy w zapadły kąt Rzeczypospolitej, dopuścił się najcięższej zbrodni przeciwko Narodowi i interesom Rzeczypospolitej. Wskutek braku takiego oświadczenia:

    a) wprowadzono w błąd i pomieszanie pojęć przynajmniej połowę społeczeństwa polskiego; b) uniemożliwiono Polskim Siłom Zbrojnym stawienie demonstracyjnego – dla celów jedynie politycznych – oporu zbrojnego Armii Czerwonej; c) skłoniono tysiące polskich oficerów do udania się z zaufaniem pod ‚opiekę’ władz radzieckich, w następstwie tego do Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa, ostatecznie zaś do Katynia oraz (prawdopodobnie) podobnych miejsc mordów w Dergaczach i Bołogoje. […] Podstawowym celem naczelnego dowództwa i rządu RP było ówcześnie wydostanie się za wszelką cenę do Francji – dla utrzymania w rękach dotychczasowej ekipy monopolu władzy. Brak poczucia realizmu politycznego wpędził ówczesną ekipę rządową w działania, które spowodowały ostateczną jej kompromitację historyczną”.

    Fatalna dyrektywa

    Jakby tego było mało, na wieść o agresji sowieckiej na Polskę szef Sztabu Głównego gen. Wacław Stachiewicz z rozkazu Naczelnego Wodza wydał absurdalną w treści „dyrektywę ogólną”, w której rozkazał „wycofanie oddziałów i sprzętu na Rumunię”, a z Sowietami walczyć „tylko w tym wypadku, o ile oni będą nacierali, czego do tej pory nie ma”. Oddajmy głos Łojkowi:

    „Cała ta ‚dyrektywa ogólna’ zawiera tyle nonsensów, że dzisiejszego historyka zdumiewa podobne zamroczenie ludzi, którzy podejmowali wtedy decyzje najwyższej wagi dla losów Narodu. Stwierdzenie, że wojska radzieckie ‚dotąd nas nie atakują’, było jakimś kompletnym pomieszaniem pojęć. Atakiem było wprowadzenie na ziemie Rzeczypospolitej kilkunastu dywizji i wielu setek czołgów – nie mówiąc o bombardowaniach lotniczych, z których relacje gen. Stachiewicz miał w rękach. W interesie Armii Czerwonej było oczywiście opanowanie kraju bez otwierania ognia. Ogień otwiera do agresora zawsze napadnięty, nigdy napadający. Gdyby 1 września wojska polskie nie otworzyły ognia do wkraczających do Polski hitlerowskich oddziałów, niemieckie dywizje pancerne dotarłyby bez walki do Warszawy i poza Warszawę, po prostu rozbrajając niestawiające oporu polskie siły zbrojne. Wycofywanie wojsk i sprzętu bojowego do Rumunii i na Węgry nie miało żadnego w ogóle sensu. Wiadomo było, że uzbrojonych oddziałów nikt przez kraje neutralne nie przepuści i nadzieje na translokację tych formacji do Francji dowodzą naiwności decydentów, której poważni politycy nie powinni byli okazać. Lepiej już było po prostu zniszczyć wszelki sprzęt na terytorium polskim, jeżeli nie brało się pod uwagę użycia go do kilkudniowej walki przeciwko drugiemu z agresorów. Cała ta operacja ewakuacyjna doprowadziła jedynie do dozbrojenia Węgrów i Rumunów. Było to z góry do przewidzenia”.

    Łojek ukazuje dalej związek pomiędzy głupotą polityków a narodową tragedią: „Cała ‚dyrektywa ogólna’ z jednego jeszcze powodu była nonsensowna: nie zawierała bowiem wskazania, co mają czynić oddziały, które zostaną otoczone przez wojska radzieckie, uniemożliwiające im wycofywanie się na Węgry lub do Rumunii, żądające natomiast złożenia broni. Czy w sytuacji takiej wolno wojskom polskim przebić się siłą, otworzyć sobie drogę ewakuacji z bronią w ręku? W następnych dniach sytuacja taka powtórzyła się na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej co najmniej kilkadziesiąt razy. Najbardziej znane są dzisiaj losy grupy z Brzeżan, opisane przez Bronisława Młynarskiego w pamiętniku ‚W niewoli sowieckiej’. Ugrupowanie liczące około 10 tysięcy żołnierzy oficerów, złożone z wielu batalionów piechoty, kilku szwadronów kawalerii oraz kilku dywizjonów artylerii polowej, w czasie wycofywania się w stronę granicy węgierskiej zostało dnia 19 września 1939 zaskoczone przez oddziały radzieckie we wsi Dolna Kałuska w pobliżu Stryja. Kompletna dezorientacja polityczna oficerów tej grupy, zwłaszcza zaś haniebna postawa płk. Jakubowskiego, który jeszcze przed otrzymaniem ‚dyrektywy ogólnej’ wprowadził w Dubnie świadomie w błąd swoich podkomendnych, sugerując im, jakoby ZSRR przystąpił do działań w porozumieniu z Rządem RP, doprowadziły do bezmyślnej kapitulacji grupy, mającej wszelkie szanse przebicia się siłą ku granicy państwa neutralnego. Niemal wszyscy oficerowie tej formacji znaleźli potem śmierć w miejscu masowej kaźni jeńców ze Starobielska”.

    Patron rozsądku

    Jerzy Łojek należał do najwybitniejszych polskich historyków. Był nim może przede wszystkim dlatego, że potrafił stanąć przeciwko historycznej propagandzie nawet wówczas, gdy przebierała się ona w kostium antykomunizmu. Odrzucenie komunizmu nie oznaczało u niego apologii ośmieszanych przez propagandę PRL Mościckiego, Becka i Śmigłego-Rydza. Wręcz przeciwnie! Wybrał postawę może najbardziej niewdzięczną, starając się ukazać ścisłą zależność pomiędzy błędnymi decyzjami politycznej elity a tragedią rządzonego przez nią narodu.

    Był przy tym konsekwentny. Rozliczał nie tylko ekipę rządową z 1939 r., ale także ekipy Sikorskiego i Mikołajczyka, a nawet całą koncepcję walki podziemnej z lat 1939-1945, podzielając w tym względzie poglądy Józefa Mackiewicza. Swoim adwersarzom natomiast powtarzał zawsze jedno: „Na zakończenie chcę stwierdzić, iż przeświadczenie moich polemistów, jakoby w okresie września 1939 i w ogóle w czasie II wojny światowej podjęte zostały ze strony polskiej decyzje optymalne, najwłaściwsze i jedynie możliwe, jest nie tylko fałszywe historycznie. Jest nade wszystko szkodliwe politycznie. Nieodparcie wynika stąd bowiem wniosek, że koniecznością historyczną i jedynym wyjściem dla Narodu Polskiego w czasie wojny było utworzenie… PRL. Jeżeli własnym wysiłkiem nie mogliśmy nic lepszego wywalczyć lub wynegocjować, tylko koncepcja dzisiejszej Polski Ludowej ma historyczne i polityczne uzasadnienie. Nie zgadzam się z tą tezą. Mniemam, że moi polemiści także nie. Skąd więc fatalizm ich poglądów?”.

    Święte słowa i jakże na czasie.

    Sławomir Cenckiewicz, Historia do Rzeczy

    ~Surowy recenzent (13:26)
    II RP to był papierowy tygrys na glinianych nogach, który w godzinie próby zawiódł totalnie i rozleciał się w stylu beznadziejnym. Przykro mi, ale taka była prawda i żadne dzisiejsze peany, żadne fajerwerki tego nie zmienią. Właściwą robotę należało zacząć 12.11.1918 roku!

    ~O 321 2015-08-31 (11:08)
    Teraz też powielają ten błąd. Skomasowanie potencjału militarnego podobnie jak wówczas występuje na zachodzie kraju mimo, że Putin niejednokrotnie dawał do zrozumienia, iż ma chrapkę na POlskę. To ja pytam w takim razie po jaki h*j zabiegają o bazy NATO w tym chorym kraju.

    ~ten zly (05:24)
    @O 321 ^ A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że pozycję wyjściowe WP znajdujące się tuż przy granicy były jednym z powodów przegranej kampanii wrześniowej?

    ~Le Chapelier fou (07:29)
    @ ^ „O 321”-Plan „Z”(Zachód) opracowali w ciągu 1938r sztabowcy-gen.gen. Kutrzeba, Mosor. Opracowali n-planszetów przeżroczystych (drogi, mosty, czytelnictwo, radioodbiorniki, samochody, produkcja industralna, wydajność z ha). Po nałożeniu na siebie wyszło im, że żywotne centrum-to zachodnia cz. kraju. Które należy bronić. W efekcie odcięte w 10dni kleszczami grup armii GA-Nord,GA-Sued.

    ~wlkp 2015-08-31 (11:57)
    ktoś to pisał wcześniej o agenturze Piłsudskiego. Jedno jest pewne, gdyby nasi beznadziejni politycy w 39r poszli w kierunku sojuszu polsko-niemieckiego wypracowanego przez Piłsudskiego pewnie razem roznieślibyśmy Sowietów, nie byłoby w Europie rozlania czerwonej zarazy, nie byłoby wymordowanych 9 mln Polaków, odzyskalibyśmy 3/4 kresów. Były by tez koszty, tranzyt na Prusy wsch, i Gdańsk. Bilans jednak jest jasny, tak trzeba było postąpić. Nasi beznadziejni politycy zaufali Angolom Kłamczuchom i Francuzom Tchórzom. W ogóle nie byliśmy przygotowani do wojny na 2 frontach, głównym naszym wrogiem od zawsze była Rosja i ja trzeba było pokonać. Podobnie z Powstaniem Warszawskim, zero przygotowania, słowiańskie „może sie uda”, jakos to będzie, bez planu opartego na szczegółowej analizie. Same straty.

    ~qwer 2015-08-31 (21:51)
    @wlkp ^ Sama prawda szkoda moglismy faktycznie z Niemcami uporzadkowac te czesc Europy. W koncu Niemcy w koncu lat 30-ych do 39 byli nam bardzo przychylnitrzeba bylo to wykorzystac. A tak Beck podjal zla decyzje a pozniej u iekl do Rumunii.

    ~fufek_01 2015-08-31 (07:24)
    nie jestem fanem rządów sanacyjnych ale pokażcie mi takiego mądrego, który by w 1939 uratował Polskę stojąc pomiędzy agresywnym Hitlerem i Stalinem…- można sobie wiele gdybać ale szanse były = 0

    ~artoo 2015-08-31 (08:02)
    Wiele nie było można zrobić, ale przez rozciągnięcie wojsk na granicy zachodniej, zamiast koncentracji na kierunkach gdzie były skoncentrowane wojska niemieckie-wiedziano o tym bo wywiad był świetny-właściwe dowodzenie operacyjne-np wczesniejsze uderzenie nad Bzurą, Niemcom wyczerpywały się środki, kończyło paliwo, amunicja. Ze strony wschodniej wreszcie ogłoszenie wojny z sowieckim agresorem, zamiast nie strzelania do ruskich normalna walka. To zmieniłoby obraz kampanii wrześniowej. Byłoby ciężko, ale jakże inaczej. Hitler i stalin w ówczesnych realiach nie byli niepokonani. No cóż jak było wiemy. Jak mogłoby być możemy gdybać.

    ~axin 2015-08-31 (08:34)
    Kompromitacja! Czy wy jesteście bolszewikami! Bzdury piszecie! Łojek to komunista, a kazdy komuniista musiał krytykować II Rp. Oczywiście, że przed II wojną istniały plany obrony przed sowietami i wymierne działania zmierzające przed obroną, chociazby umocnienia pod Tynnem.. Zresztą Łojek kłamliwie pomija zbrodnie wojenne jakie Sowieci popełniali na wziętych do niewoli żołnierzach Korpusu Ochrony Pogranicza. Strategia Polski polegałą na tym, że będziemy się bronić przed Niemcami, aż zaatakują ich alianci i ewentualnie przejdziemy do kontrataku. Polska w dniu 17.09.1939 nie mogła ogłosić światu, że została napadnięta przez ZSRR, bo alianci nie chcieli wojny z Moskalami. I dlatego, mimo, że ZSRR przystąpił do wojny, nasz generalicja jej nie uznawała, aby alianci się nie rozmyślili w wypowiedzeniu wojny. Proszę nie opierać żadnej naukowej rozprawy na łojku bo się kompromitujecie!

    ~xyz 2015-08-31 (09:52)
    „I dlatego, mimo, że ZSRR przystąpił do wojny, nasz generalicja jej nie uznawała, aby alianci się nie rozmyślili w wypowiedzeniu wojny” o ile sie nie myle, to w dniu 17 wrzesnia alianci juz dawno Niemcom wojne wypowiedzieli zatem nie bardzo wiem czego mialaby sie nasza generalicja OBAWIAC ? 17 wrzesnia bylo juz wiadomo ze zostalismy Niemcom rzuceni do skonsumowania. pewne bylo, ze alianci zadnych dzialan wojennych NIE PODEJMA. ZSRR napadla Rz-ta i powinna byc wypowiedziana wojna. przez to, ze tak nie bylo dzisiaj Putin moze gadac ze Stalin pomogl naszemu narodowi tak jak on pomaga swoim rodakom na wschodzie Ukrainy. sprawe kontrataku po 17 wrzesnia pomine, bo jest ona tak zabawna ze az nie wiem co mam napisac. prawda jest, ze na wschodzie stacjonowaly silne jednostki, ale na skuteczny kontratak nie bylo juz zadnych szans W TYM CZASIE. jednostki te powinny byc wprowadzone do boju szybciej – w czasie, gdy bylo juz wiadomo ze alianci nas zostawili na pastwe Niemcow. jednostki te powinny ruszyc do kontruderzenia juz w momencie oblezenia Warszawy. na co czekala nasza generalicja ? na upadek stolicy i totalny upadek morale ?

    ~Bernard 2015-08-31 (10:15)
    axin, zajrzyj przy okazji do opracowania płk. L. Sadowskiego pt. Rezultaty pracy pokojowej i przygotowania do wojny, napisanego na zlecenie gen. . Sikorskiego. Troszkę tendencyjne, antysanacyjne, ale nie pomniejsza to jego wagi. Wywiad na kierunku ZSRS prawie nie działał, bo nie można tam było stworzyć siatki – Polacy w Rosji byli właśnie rozstrzeliwani, żywi się bali, wjazd do ZSRS był paktycznie niemożliwy. Oczywiście, polityk powinien mieć wyobraźnię i intuicję…

    ~hihotek 2015-08-31 (10:54)
    w tym czasie oni wszyscy byli już w rumuni a w polsce po noch pozostał tylko smród

    ~jerzykp 2015-08-31 (10:56)
    To ty sie kompromitujez. Dlaczego kogos nazywasz ,,komunista,, tak jakby byl przynajmniej ,,tredowatym,, czy chorym psychicznie?????? Tylko w Polsce jest takie chamstwo. Po drugie to nie zapominaj co przed wojna bylo w Polsce – zmasowany atak na ZSRR i opluwanie tego kraju bylo na porzadku dziennym. Wszystkich niewygodnych ludzi oskarzano o bycie ,,komunista,, i zamykano w takiej np. Berezie lub wypedzano z kraju. A do kogo byla skierowana propozycja wspolnego ataku na ZSRR ktora Niemcy przedstawily????? I dziwic sie ze potem odpowiedzial ten kraj w taki sposob?

    ~Stacho G.-Stańczyk 2015-08-31 (11:26)
    Francja i W. Brytania – mając na względzie interesy własne, a nie polskie(!!!) – podpuściły władze II R P do zdecydowanego oporu przeciw Niemcom, słusznie – z ich punktu widzenia – uważając, że to będzie dla nich dobry interes, jeśli Niemcy doznają określonych strat w wyniku działań obronnych Polski, a woja w Polsce da im więcej czasu do przygotowań obronnych przeciw Niemcom. Jeśli do tego dodać późniejszą zdradę polskich interesów w Teheranie, Jałcie i Poczdamie, to nauczeni tymi faktami teraz powinniśmy być b. ostrożni co do podgrzewania nastrojów antyrosyjskich. III R P powinna zdecydowanie przyjąć sprawdzoną przez Szwajcarię koncepcję obustronnej współpracy z sąsiadami, a nie wtrącać się w ich sprawy, czy ich konflikty z ich sąsiadami. Na takiej polityce dobrze wychodzi Szwajcaria i dobrze może wychodzić III RP, tym bardziej, że Niemcy bardziej akcentują współpracę i rozstrzygnięcia dyplomatyczne, niż wrzawę wojenną.

    ~Andrzej 2015-08-31 (10:57)
    1 września o poranku wojska słowackie przekroczyły granice Polski bez wypowiedzenia wojny. Słowacy wkroczyli do Zakopanego i Nowego Targu. Rozpoczęła się słowacka okupacja polskiego Spisza i Orawy. Po zakończeniu wojny obronnej Polski, podobnie jak Niemcy w Alejach Ujazdowskich w Warszawie, Słowacy zorganizowali własną defiladę zwycięstwa w Zakopanem – przed ministrem obrony Słowacji generałem Čatlošem.

    ~Edfx1 2015-08-31 (11:36)
    „rozpoczęła się słowacka okupacja polskiego Spisza i Orawy” Tego samego Spisza i Orawy, które zostały zajęte siłą przez Wojsko Polskie w listopadzie 1938 roku (wcześniej, w październiku 1938 zajęto Zaolzie) co historycy zgodnie uważają za strategiczny błąd państwa polskiego. Skoro nawet z sąsiadami II RP nie potrafiła żyć w zgodzie to jak miała uchronić się przed agresją Niemiec i Rosji sowieckiej? Jeżeli już coś piszecie na forum historycznym, szanowni historycy-amatorzy to róbcie to przynajmniej obiektywnie, patrząc na całą ówczesną skomplikowaną sytuację nie tylko z jednej strony.

    ~roy 2015-08-31 (11:42)
    Gdyby Beck zawarl taktyczny sojusz z Hitlerem, Niemcy zajelyby Francje w 1939r. Anglia nie mieszalaby sie do wojny nie majac w niej zadnego interesu, a Hitler w 1940, wespol z Polska i Rumunia zajalby sie Sowietami. Slabosc Rosji w 1941 dowodzi, ze w 1940 4 polaczone Armie odepchnelyby w 3 miesiace Rosjan za Ural. Doszloby do rozpadu ZSRR. Obawy, ze Hitler spacyfikowalby potem Polske sa Bezpodstawne. Polska majac dodatkowe 2 lata ( i bez wplywu politykow francuskich i brytyjskich torpedujacych przygotowania obronne) stworzylaby armie, ktora wraz rumunska, wegierska, oraz ukrainska (na wyzwolonych spod jarzma Sowietow zarowno Rosjanie jak i Ukraincy przechodziliby w wiekszej czesci na strone polska niz niemiecka, ze wzgledu na spodziewane bezsensownie brutalne zachowanie Niemcow wobec ludnosci cywilnej) stanowilaby doskonala przeciwwage dla sil niemieckich i nieporownywalnie lepsza pozycja wyjsciowa niz ta w 1939.

    ~XXX 2015-08-31 (10:51)
    Pakt o nieagresji z III Rzeszą został podpisany przez Rosję kilka dni po fiasku rozmów w Moskwie Francji, Wlk. Brytanii i Rosji o koalicji antyhitlerowskiej. M.in. z powodu odmowy zgody rządu polskiego na przemarsz wojsk Armii Czerwonej przez polskie terytorium. I to jest fakt znaczący dla wydarzeń w tamtych dniach. Przyszli alianci zostali przez Rosję o kolejnych krokach. Wiedzieli,że wojska Armii Czerwonej wejdą na obszar Polski, jeśli zajdzie taka konieczność. Hitlerowcy już wcześniej anektowali obszary na wschód od Polski, m.in. w marcu 1939 weszli na Litwę i zajęli port w Kłajpedzie. Mieli swoje formacje w Estonii i na Łotwie i na terenie dzisiejszego Pomorza Gdańskiego. Niemcy nie ukrywali, że ich zamiarem jest marsz na wschód. Pomijanie tych faktów przy omawianiu wydarzeń między 23 sierpnia a 17 września 1939 r – jest zakłamywaniem historii.

    ~Homer 2015-08-31 (12:07)
    Nie powielaj sowieckiej propagandy, te rozmowy z Anglikami i Francuzami były prowadzone przez Stalina dla postraszenia Niemiec i aby zmusić Hitlera do rozmów z Sowietami. W momencie sygnału z Berlina o chęci podpisania porozumienia, Stalin kazał przedstawić aliantom zaporowe warunki, więc zażądano zgody na wejście wojsk sowieckich na teren Polski bez zgody Warszawy i co – po zastanowieniu zarówno Francuzi jak Anglicy się zgodzili! Tak naprawdę sprzedali nas już przed rozpoczęciem wojny – późniejsze ich działania tylko to potwierdziły. To co najbardziej bał się Stalin to sojusz Niemców z Polską, tego bali się też Angole i dlatego przez pewien czas Stalin markował te rozmowy z aliantami.

    ~semperparatus 2015-08-31 (10:16)
    Była możliwość uniknięcia tragedii i wyjścia „z twarzą”…należało we wrześniu 1938 roku poprzeć Czechosłowację…Armie polska i czechosłowacka wspólnie-były co najmniej równoważne Wehrmachtowi…W obliczu takiego sojuszu Hitler musiałby albo się wycofać-i wtedy ryzykował by własny upadek w samych Niemczech…jako polityk skompromitowany albo-walczyłby z oboma koalicjantami z nikłymi szansami na zwycięstwo…Taki przebieg wydarzeń uchroniłby zapewne swiat przed niszczącą wojną…Ale agenturalna ekipa sanacyjna-godni spadkobiercy agenta Piłsudskiego-nie była zdolna do takiej jedynie rozsądnej polityki…

    ~conan148 2015-08-31 (11:04)
    Ta oczywiście. Tylko przeanalizuj sobie sytuację między naszymi państwami tuż przed rozbiorem Czechosłowacji. Elita oraz rząd czeski uważały nasz kraj za tzw. „sezonowy” który w każdej chwili może się rozpaść. Po drugie, ciągle była żywa kwestia Zaolzia która była odkrytą raną na dumie polaków. Po trzecie, Czesi wierzyli w sojusze z Francją oraz pomoc ZSRR, a każde próby zbliżenia współpracy wojskowej między naszymi krajami były torpedowane przez Czechów. Do zacieśnienia współpracy między naszymi krajami doszło dopiero podczas trwania II wojny światowej, ale wtedy było już o wiele za późno, niestety 😦

    ~Zbig 2015-08-31 (11:10)
    semperparatus Pod warunkiem że Rosjanie siedzieli by cicho.

    ~Le Chapelier fou 2015-08-31 (11:35)
    @ ^ „Semperparatus”-to co Pan proponuje było jedyną realną hipotetyczną szansą na uniknięcie „blitzkriegu” we wrześniu 39r, a potem faktycznego podziału terytorium Polski. I praktycznie II WŚ . Ale szansą w marcu 1938r, tuż po „Anschluss”-ie Austrii. Potencjał Czech (1000 czołgów, 600 samolotów), Rejony Umocnione w Sudetach- tworzyły wartość nie do przecenienia. Wehrmacht nie był też wielokrotnie (3-5 razy) silniejszy od rozważanych koalicjantów.Tylko, że politycznie nie było to MOŻLIWE- ani dla Republiki Czech ani Rz-lita nie widziała wtedy śmiertelnego zagrożenia. Zaś Zachód sam siebie oszukał póżniej- kupując pokój w Monachium 28 września 38r. Resume: Racja!

    ~Le Chapelier fou 2015-08-31 (12:06)
    @ ^ „Zbig”-11 czerwca 1937r . Kampania czystek trockistowskich objęła wówczas korpus oficerski Armii Czerwonej. Wyrok skazujący marsz. M. Tuchaczewskiego wykonano w trybie natychmiastowym.

    ~swEd 2015-08-31 (12:14)
    Bzdury. Polityka Becka była dokładnie odwrotna do założeń Piłsudskiego. Beck postąpił dokładnie na odwrót. Piłsudski jakby dożył wszedłby w koalicję z Hitlerem. Dlaczego tak sądzę? A dlatego, że Piłsudski na łożu śmierci dal dokładne wytyczne jak należy się zachować. Wiedział, że wojna jest nieunikniona i wymagał aby Polska do wojny weszła jako ostatnia, i dał nacisk, że prawdziwy wróg jest na wschodzie a nie na zachodzie. Hitler miał w pierwszych planach uderzenie na Francją, ale po podpisaniu paktu przez Becka z Anglią i Francją musiał te plany zmienić na Polskę. Wiedział, że jak uderzy na Francję to Polska odpowie i wiedział, że jak uderzy na Polskę to Anglia z Francją palcem nie kiwnie i tak było. Dopiero zabezpieczając sobie front Wschodni we spółkę ze Stalinem miał zabezpieczony Blitzkrig na zachód. Piłsudski to przewidział i jakby dożył z kumałby się z Hitlerem, którego celem była Rosja i miał nadzieję na pomoc Polaków, Których wbrew pozorom cenił do połowy 1939 za danie łomotu Ruskom w 1920r. Dopiero 1939 jego misterny plan diabli wzięli po kroku Becka. Miał w paść w niezły szał jak się o tym dowiedział i wygrażał, że teraz Polakom pokaże do czego jest zdolny.

    ~Irry 2015-08-31 (07:59)
    Zgadzając się co do argumentacji Łojka należałoby odpowiedzieć: w takim razie jakie decyzje polityczno-militarne byłyby słuszne. Łojek sugeruje, że optymalnym rozwiązaniem byłby bratni sojusz z III Rzeszą. Ceckiewicz już nie sugeruje, ale jest całym sercem za tym pomysłem. Obaj nie wiem na jakiej podstawie, zakładają pełne partnerstwo tego sojuszu. Zarówno dla Reichu, jak i dla ZSRR Polska byłaby wyłącznie przystawką. Niczym więcej. Najbardziej partnerskie stosunki ze wszystkich swoich satelitów mieli (w mojej opinii) z Węgrami. Patrząc na mapę i na historię należy uznać, że Niemcy mogli sobie pozwolić na pozostawienie Węgrom większej niezależności. Polska, niestety, takich nadziei mieć nie mogła. Geopolityka jest nieubłagana. Pomost między wschodem i zachodem, tudzież najlepszy w Europie Środkowo – Wschodniej obszar operacyjny broni zmechanizowanej, nie mógł decydować sam o sobie. Czyli sojusz militarny z Reichem. Co byśmy wnieśli do machiny wojennej Reichu. Masy mało mobilnej piechoty, absolutny brak szybkich związków taktycznych, przestarzałe lotnictwo. Na froncie armia polska byłaby zawadą (tak jak Rumuni i Włosi), nie pomocą. Niemcy wymusiliby na polskich władzach przestawienie przemysłu na reżym wojenny z preferencyjnymi dostawami dla Wermachtu. Po pół roku mielibyśmy zapewniony poważny kryzys ekonomiczny i „zarżnięty” przemysł ciężki. Ciekawe, kto i jak by dopiął budżet. Bratni sojusz z Niemcami ma większą szansę zakończyć się Polską Republiką Radziecką niż Bramą Smoleńską w granicach II RP.

    ~okl 2015-08-31 (11:10)
    Po pierwsze uratowano by miliony polaków wymordowanych w zemście przez Hitlera za to, że staneliśmy w obronie ZSRR. Po drugie Niemcy nic nie oddały i na pewno nie chciały oddawać to była decyzja Stalina i raczej nie zrobił tego z dobrego serca zresztą przy sprzeciwie Aliantów. Równie dobrze mógł nas włączyć do ZSRR ale wolał mieć względnie silne „niepodległe” państwo przy granicy z Niemcami i zachodem więc najpewniej zrobił by podobnie gdybyśmy stali u baku Hitlera. Zresztą w każdej chwili można było zmienić front tak jak np. Włosi. Uważam, że wybrano najgorsze wyjście z możliwych stawiając na między dwoma śmiertelnymi wrogami przy obu granicach. Pozatym okazja była w 38r. było poprzeć Czechosłowację ale wtedy flirtowano z Hitlerem po czym nagle w 39 podpisano bezsensowny i szkodliwy sojusz z Anglią jak Hitler zareagował chyba nie muszę przypominać

    ~Irry 2015-08-31 (11:15)
    jaki % wyposażenia tych armii pochodził z Niemiec? 10?

    ~swEd 2015-08-31 (11:21)
    Poleciłem Ci tę książkę gdyż odpowiada na Twoje pytania z głównego postu. I to nie są wymysły autora, tylko poparte faktami, danymi, zapiskami sekretarzy ze spotkań itd informacje. Co ciekawe w książce tej znaleźć można przedruki nazistowskich plakatów propagandowych wypuszczanych przez ówczesne ministerstwo, na czele którego stał Goebbels. Od roku ok. 33 do połowy 39 Polska i Niemcy przedstawiane były jako sojusznicy gospodarczy i militarni. Zmieniło się to dopiero po podpisaniu przez Becka traktatu z Anglią i Francją. Tego w polskich szkołach nie uczą, tylko jedynej słusznej wersji jak Hitler Polaków nienawidził. Jego niechęć osiągnęła wiadomy poziom dopiero 1939r. Książkę mogę polecić pomijając osobę autora i jego poglądów. Pierwszy rozdział możesz pominąć bo to faktycznie historican fiction i historyczne chciejstwo, ale reszta jest w jakimś stopniu wartościowa. Jakiej wagi są te wartości powinieneś osądzić sam. Wierzę, że jesteś rozumnym człowiekiem, który wnioski wyciąga sam nie oglądając się na żadne recenzje, które często jak się przekonałem są opierane na samej osobie autora danej publikacji. Zresztą czy jakaś potrawa jest smaczna czy nie decydujesz o tym chyba sam.

    ~swEd 2015-08-31 (11:46)
    Co innego wywieszanie portretów totalitarnych psychopatów w gabinetach, a co innego faszerowanie społeczeństwa i opinii publicznej o przyjaźni międzynarodowej.

    ~Irry 2015-08-31 (12:30)
    Jeżeli poruszamy się w śród faktów. Zbliżenie polsko – niemieckie zamiera już na początku 1938 roku. Teraz pytanie: jak szczera była chęć polskich elit politycznych do związania się sojuszem z III Rzeszą, biorąc pod uwagę choćby stosunek polskiej administracji do mniejszości niemieckiej i odwrotnie. Czy Niemcy byli gotowi poświęcić dobro swojej diaspory w Polsce na rzecz sojuszu? Czy Polska była gotowa zrewidować swój stosunek do mniejszości niemieckiej w Polsce? Czy zbliżenie polsko – niemieckie było „wyrafinowanym” szantażem wymierzonym w Francję i Wielką Brytanię? Czy zawierając sojusz z Niemcami Polska była gotowa na szerokie cesje na rzecz Niemiec? W końcu kto utworzyłby rząd proniemiecki w Polsce, który zdobyłby większość sejmową (to akurat pytanie najbardziej akademickie – Bereza była duża. Pomieści wielu).

    Polubienie


  5. Niemieccy żołnierze po zdobyciu Warszawy w 1939 r. / U.S. National Archives and Records Administration/Wikimedia Commons

    Woliski 2015-02-28 (09:18)
    Cóż za pogarda dla życia ludzkiego. Zastanów się autorze nad sobą. Artykuł jest na temat- Jak dobrze, ze zginęły tysiące Polaków (66tys), a mogło zginąć dziesięciokrotnie mniej! Pomyśl sobie, że to twoi bracia, wujowie, kuzyni …. rzucani są do beznadziejnego boju. Ciesz się, że zginęli w walce zamiast trafić do niewoli czy tworzyć partyzantkę, lub przedzierać się do aliantów i stanąć do walki o zwycięstwo. Wolisz trupy. Twoja sprawa.

    http://historia.wp.pl/title,Kampania-sierpniowa-dlaczego-Adolf-Hitler-odlozyl-atak-na-Polske,wid,17249242,wiadomosc.html

    Kampania sierpniowa – dlaczego Adolf Hitler odłożył atak na Polskę?

    Gdyby Niemcy ruszyli do ataku 26 sierpnia 1939 roku, jak wcześniej planowali, kampania zakończyłaby się dla Polski blamażem. Niemieccy sztabowcy byli świadomi, że demaskuje to w znacznym stopniu najważniejsze kierunki planowanego działania. Byli absolutnie pewni, że polski wywiad płytki wykorzysta bezwzględnie ten podarunek „austriackiego kaprala”. Tymczasem nie nastąpiła żadna korekta polskiego ustawienia.

    23 sierpnia 1939 r. w Moskwie został podpisany tzw. pakt o nieagresji pomiędzy Rzeszą a Związkiem Sowieckim. Informacje o zaskakującym zwrocie w polityce obu państw i tajnych, prawdopodobnych ich ustaleniach co do stref wpływów w Europie rozeszły się w ciągu kolejnych dwóch-trzech dni. Główni w tym momencie polscy alianci – Wielka Brytania i Francja – wiedzę o nich posiedli już 25 sierpnia. Tymczasem ani polski wywiad, ani polskie władze nie potraktowały tego wydarzenia jako mającego istotne znaczenie. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że minister Beck wręcz zbagatelizował nową sytuację.

    Odwołany atak

    Adolf Hitler natychmiast po powrocie Joachima von Ribbentropa zadecydował o rozpoczęciu wojny przeciwko Polsce. Niemiecki atak miał nastąpić w dniu 26 sierpnia o świcie, a więc kilka dni przed 1 września – terminem, który Niemcy jeszcze w połowie maja wyznaczyli jako najszybszy z możliwych do ewentualnego rozpoczęcia wojny z Polską. Rzesza uruchomiła machinę mobilizacyjną już w połowie lipca i decyzja Hitlera jedynie określała ostateczny kres tego procesu. Wojna miała zdruzgotać Polskę, zaskoczoną nagłym atakiem, do tego izolowaną dzięki sojuszowi z Sowietami.

    Jedynie szczęśliwym zrządzeniem losu udało się uniknąć „kampanii sierpniowej”, której wynik byłby jeszcze bardziej miażdżący od wyniku kampanii wrześniowej. Był to efekt wahania Hitlera, będącego następstwem podpisania 25 sierpnia 1939 r. polsko-brytyjskiego traktatu sojuszniczego. Po zawarciu tego porozumienia, Hitler w ostatniej chwili odwołał w napadzie szału zaplanowane pierwotnie na świt 26 sierpnia 1939 r. uderzenie niemieckie na Polskę.

    Alarm szefa sztabu

    Jest zdumiewające, że przez kilkadziesiąt lat nie rozważano, jak mogłaby przebiegać owa kampania sierpniowa, gdyby do ataku niemieckiego doszło w planowanym pierwotnie terminie. Polska historiografia właściwie pomija i całkowicie bagatelizuje to zagadnienie.

    Niezwykle ważną kwestią wynikającą z zaistniałej sytuacji jest to, czy strona polska wykorzystała ją do precyzyjnego rozpoznania, w związku z tym położenia wyjściowego wojsk niemieckich i – co ważniejsze – jakie wyciągnęła z tego wnioski.

    Polski wywiad przynajmniej od połowy lipca obserwował koncentrację wojsk niemieckich i generalnie prawidłowo monitorował ruch jednostek niemieckich do pozycji wyjściowych w obszarze nadgranicznym. Jest jednak faktem, że około 20 sierpnia polskie rozpoznanie zawiodło w odniesieniu do stosunkowo pokaźnej liczby jednostek armii niemieckiej, w tym w szczególności jej jednostek szybkich.

    Jak wspomina gen. Wacław Stachiewicz – szef Sztabu Głównego – w dniu 22 sierpnia 1939 r. intensywność niemieckiej koncentracji w obszarze nadgranicznym była już tak duża, że szef sztabu uznał za stosowne, aby natychmiast reagować. Co bowiem istotne, „od kwietnia do sierpnia nie przeprowadzono mobilizacji żadnej nowej pełnej jednostki”. Tak więc do tego momentu strona polska dysponowała jedynie tymi siłami, które zostały zmobilizowane w połowie marca 1939 r.

    Dlatego gen. Stachiewicz – wedle tejże relacji – wieczorem 22 sierpnia zameldował się u generalnego inspektora marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, „aby uzyskać decyzję natychmiastowego zarządzenia mobilizacji wszystkich jednostek alarmowych. Konferencja trwała 6 godzin. W rezultacie generalny inspektor sił zbrojnych postanowił przeprowadzić kolejnymi etapami mobilizację całości wojska, odkładaną codziennie mniej więcej od 15 sierpnia ze względu na naciski sojuszników”.

    Jest to niezwykle ważny przekaz, dowodzi on bowiem, że w polskim dowództwie od połowy sierpnia istniało przeświadczenie o narastającym niebezpieczeństwie agresji niemieckiej. Chociaż znowu pojawiają się pewne wątpliwości, bo zachowane dokumenty wywiadowcze polskiego sztabu nie potwierdzają do końca tej sekwencji zdarzeń. Zachowany bowiem materiał informacyjny Oddziału II Sztabu Głównego dowodzi, że zarówno 23 sierpnia, jak i w kolejnych dniach diagnozowano sytuację w obszarze przygranicznym jako względnie stabilną. Żadnych alarmistycznych ostrzeżeń, z których wynikałoby, że przeciwnik osiągnął pełną gotowość do działania ofensywnego, nie sygnalizowano. Skąd zatem szef sztabu mógłby czerpać wiedzę o tych kwestiach, które sygnalizował podobno marszałkowi, tego nie wiemy. Wydaje się, że tak jak w wielu innych kwestiach powyższy scenariusz został jednak stworzony ex post.

    Niemniej zauważmy, że cztery dni przed zaplanowanym przez Niemców terminem działania, w sytuacji, gdy już gros armii niemieckiej zajęło pozycje wyjściowe do najazdu, nie było po stronie polskiej żadnej pewnej informacji o dacie potencjalnego ataku. I to mimo że wedle wcześniejszych o kilka miesięcy dość pewnych informacji wywiadowczych, Niemcy planowali zacząć wojnę na przełomie sierpnia i września.

    Zauważmy, że szef sztabu nie wspominał w swojej relacji o zajęciu przez Niemców pozycji wyjściowych do agresji, lecz jedynie o wzmożeniu transportów ich wojsk w kierunku granicy. Jeszcze bardziej zdumiewająca była reakcja Naczelnego Wodza, który dopiero po sześciogodzinnej konferencji dał się przekonać do mobilizacji swoich jednostek „kolejnymi etapami”. Potwierdza to, niestety, kompletny brak precyzyjnego rozpoznania powagi zaistniałej sytuacji.

    Stracona szansa

    W konsekwencji opisywanej narady, 23 sierpnia rozpoczęła się kolejna faza mobilizacji alarmowej. W jej efekcie na zaplanowanych pozycjach w dniu 1 września 1939 r. znalazło się gros polskich sił – 27 pełnych dywizji piechoty i cztery niepełne, wszystkie brygady kawalerii oraz brygada pancerno-motorowa, a także całość pozostałych sił.

    Tyle tylko, że o świcie 26 sierpnia, a więc w dacie pierwotnie planowanego ataku niemieckiego, 18 pełnych dywizji piechoty i dwie niepełne oraz siedem brygad kawalerii znajdowały się albo w transportach dojazdowych, albo w wyładowaniach, albo – w najlepszym razie – w domarszu do wyznaczonych pozycji.

    Gdyby Hitler nie odwołał swojego rozkazu, całości sił niemieckich stawić czoło o świcie 26 sierpnia 1939 r. mogło jedynie dziewięć pełnych dywizji piechoty, dwie niepełne dywizje piechoty, siedem brygad kawalerii oraz brygada pancerno-motorowa. Nietrudno sobie wyobrazić, jak skończyłaby się kampania sierpniowa w takich warunkach. Decyzja Hitlera powstrzymująca atak w jakimś sensie uratowała ekipę sanacyjną przed kompletną kompromitacją.

    Jest też drugi aspekt tej sprawy. W nocy z 25 na 26 sierpnia 1939 r. wszystkie siły niemieckie przeznaczone do ataku na Polskę zajęły ostateczne pozycje wyjściowe. Milionowa armia niemiecka znalazła się w bezpośrednim sąsiedztwie granicy polskiej. Stacjonowały tam: 2 tys. czołgów, kilka tysięcy pojazdów mechanicznych, blisko 10 tys. armat. Zajmowały te pozycje przez kolejne pięć dni, co wywoływało olbrzymi niepokój w dowództwie niemieckim. Niemieccy sztabowcy byli świadomi tego, że dokonuje się właśnie pełne ujawnienie przeciwnikowi własnych rejonów koncentracji, a co za tym idzie – demaskuje to w znacznym stopniu najważniejsze kierunki planowanego działania. Byli absolutnie pewni, że polski wywiad płytki wykorzysta bezwzględnie ten podarunek „austriackiego kaprala”.

    Strona polska zyskiwała olbrzymi bonus. Można było przez te kilka dni dokonać bardzo istotnych korekt we własnym ustawieniu, zwłaszcza na południe i na północ od Częstochowy – odcinku kluczowym dla powodzenia polskiego planu obronnego. Było to tym prostsze, że i tak większość wojsk znajdowała się w przewozach i dojściach, a więc nie musiało to ani dezorganizować położenia, ani specjalnie dekonspirować ruchów naszych wojsk. Przeciwnie, ułatwiało wręcz kamuflaż tych ewentualnie nowych pozycji armii polskiej.

    Tymczasem nie nastąpiła żadna korekta polskiego ustawienia. Polskie dowództwo nie zareagowało w żaden sposób na ustawienie rozpoznanego przeciwnika. Nie było nim zaskoczone i przyjmowało je z dużym spokojem, bo oczekiwało na realizację założonego własnego konceptu prowadzenia wojny obronno-zaczepnej.

    Grzegorz Górski, Historia do Rzeczy

    ~1939 2015-02-20 (08:40)
    Ten pseudohistoryk celowo pewnie nie wspomniał że zarządzona 27 września mobilizacja została odwołana na kategoryczne żądanie Anglii i Francji – żeby nie drażnić Hitlera. Poza tym Polskie Armie zostały rozstawione wzdłuż granic, przez co były za bardzo rozciągnięte linie obrony – miało to na celu pokazanie „sojusznikom” że Polska walczy od pierwszego momentu, że to wojna a nie graniczny incydent. Sojusznicy mieli przyjść z pomocą (jak teraz NATO 😀 ) Niestety nie przyszli – już 12 września w Abevile ustalili angole wspólnie z francuzami że nie są gotowi do wojny i nie przyjdą walczącej bohatersko Polsce z pomocą… Sami Sztabowcy niemieccy się dziwili bo zachodnie granice mieli praktycznie bezbronne – tylko kilka tyłowych dywizji bo reszta w Polsce… Ale Hitler był pewien że Polska ma lichych sojuszników i słusznie założył, zaryzykowała i niestety miał rację. Gdyby sojusznicy nie zdradzili II wojna światowa skończyła by się wjazdem Polskich czołgów 7TP(Tak, polskich nie do pomyślenia we współczesnej zacofanej IIIRP) do Berlina już we wrześniu 1939

    ~bubu 2015-04-12 (10:05)
    za dużo tego gdyby, umiesz liczyć licz na siebie, to Polacy mieli do wiosny 1939 roku wybór i wybrali źle, Beck to najgłupszy Polak 1000-lecia

    ~kosa 2015-02-15 (13:11)
    Największym wrogiem Polski jest rusek i to już od 500 lat.

    ~ sc [2015-02-15 13:34]
    klechy i politycy

    ~rici 2015-02-15 (13:37)
    Najwiekszym naszym wrogiem jest Watykan i to juz 1000 lat.

    ~RF 2015-02-15 (14:21)
    NO TO GDYBY NIE WATYKAN TO POLSKI BY NIE BYŁO. POCZYTAJ CO TO BYŁO ZJEDNOCZENIE DZIELNICOWE JEŁOPIE JEDEN!

    ~Michal 2015-02-15 (15:09)
    @rici ^ Wiec ja ci sie pytam. Jakie masz na swoje biadolenie argumenty? Ilu ludzi zabil nam Watykan? Ile zabil elit? Ile zabral ziemi? Ile ukradl nam dziel sztuki? Demagogia i biadolenie czlowieka ktory nie ma pojecia. Poczytaj konkordat podpisany jako ostatni. Jest tam napisane, ze tereny polskie nie beda podlegaly zadnemu biskupowi spoza terenow Polski. Wiem doskonale, ze Kosciol ma swoje za plecami ale poczytaj ile dobrego dla polskiej ludnosci w dziejsch zrobili ksieza i kosciol. Chcesz powiedziec, ze protestantyzm jest lepszy? To sobie poczytaj na czym on bazuje i ilu wlasnie protestantow popieralo Hitlera. Moze wolisz prawoslawie gdzie kazdy pop ustala swoje prawa i ktora to religia tak jam protestantyzm jest talmudystyczna? Moze wolisz poganskie obrzadki slowinskie ze skladaniem ofiar ze zwierzat i ludzi? Chcesz czcic slonce jako najwazniejszego Boga? Zostan masonem. To masoni doprowadzili do upadku I RP i dalej prowadza Polske sciezka upadku. Zobacz sobie czlowieczku, ze to biskup poznanski czyli Wawrzyniec Goslicki napisal „De optimo senatore” tworzac ideal meza stanu ktory panowal w I RP. To wlasnie polska chrzescijanska przyciagala ludzi i doprowadzila do sojuszu z Litwa. Nasz chrzescijanizm byl inny bo mysmy sie sprzeciwiali metodzie nawracania sila. Wlasnie dzieki wartoscia chrzescijanskim i slowianskiemu duchowi bylismy potega gdzie panowala prawdziwa wolnosc. Mowili, ze Polska to prywata. Moze i tak tylko pokaz mi ktory szlachcic czy wojskowy dzis bylby gotow wlasny majatek wydawac na to zeby bronic ojczyzny tak jak robila to polska szlachta. Oni bronili tej ziemi bo to byla ich ziemia. Kazdy mogl zostac szlachcicem i miec wlasny skrawek ziemi. Dlatego ze bylismy zbyt potezni a do tego bylismy republika z dwmokracja i prawem rzymskim opartym na chrzescijanskiej etyce nas rozebrano. Wyedy wlasnie bo masoneria zaczela rzadzic swiatem i chciala dechrystianizacji Europy a najwieksza jej potega bylismy my, Chrzescijanska Republika. Najwiekszym bledem bylo wybranie na Krola Zygmunta III Wazy ktory nie dosc ze przeniosl nam stolice do nic nie znaczacego miasta jakim byla Warszawa to jeszcze odpowiedzialnego za niedojscie do skutku uni Polski z Rosja. Hetman Zolkiewski zdobyl Kreml i Rosjanie chcieli unii pod warunkiem zostania przy prawoslawiu. Wystarczylo zeby Zygmunt III Waza ochrzcil syna jako cara Rosji w obrzadku prawoslawnym. Z cazsem i tak wiekszosc by sie soplonizowala tak jak Litwa. Przeciez mysmy Litwie tez pozostawili wolnosc wyznania i nie zmuszalismy ich na sile do chrzescijanstwa. Sami je przejmowali. To samo moglo byz z Rosja. Dzis zylibysmy w kompletnie innym swiecie. Bez I i II WS. Bez rozbiorow i bez Ukrainy banderowskiej.

    ~Ealdon 2015-02-15 (15:34)
    Gdyby nie Watykan, to mielibyśmy granicę polsko-turecką na Uralu.

    ~kaszub 2015-02-15 (13:12)
    Dla mnie to PROWOKACJA TERAŹNIEJSZYCH NIEMCÓW. Chcą kusić Polaków . A nasz rząd oczywiście robi jak Unia karze. I okaże się w podręcznikach za 5 lat będą uświadomieni wszyscy że to Polska zaczęła wojnę i mordowali Żydów!! Ochydna propaganda na którą prezydent NAWET NIE SPOJRZAŁ.

    ~koteq 2015-03-21 (11:10)
    Może Żydzi nie skamleliby dziś tak głośno gdybyśmy przyjęli ofertę Hitlera i poszli razem z nim na ZSRR i żydowską supremację? Wiem, że Kaszubi są bardzo patriotyczni, oddani tradycji, i że wiele wycierpieli za Niemieckiej okupacji, ale nie tylko szowinizm niemiecki mordował Polaków. Robiła to także judeofilia rządu na uchodźstwie, który pod groźbą kary śmierci kazał ratować Żydów, ale nic nie zrobił dla Polaków mordowanych na Wołyniu.

    ~Hutnik 2015-02-15 (12:25)
    Min. Beck, prezydent Mościcki i Marszałek Rydz to tragiczni osobnicy, którzy doprowadzili bezbronny naród polski pod lufy dział. Jeżeli są naiwni którzy będą gadać o sojusznikach Francji i Anglii, to powstaje podejrzenie, że ludzie wyż. wymienieni byli zdrajcami, bo nie mogli być aż tak głupi, by wierzyć angolom a także francuzom twórcom państwa Tylżyckiego za Napoleona. W 1939 r. nie wolno było tak prowadzić polityki państwa mając dwóch śmiertelnych wrogów na granicach. Z Rosją nie mogliśmy się wiązać z uwagi na ich obłędną politykę społeczną i plany wchłonięcia narodów Europy pod swój wpływ. Należało z zaciśniętymi zębami połączyć się z Hitlerem, rozwijać przygotowania przemysłu obronnego i wojennego aby Rosję pokonać i to zdecydowanie, Sprawę dostępu do Bałtyku dałoby się uzgodnić z Niemcami. Polska mogła wtedy odzyskać Ukrainę i Białoruś i urządzić przyjazne państwo dla trzech narodów, a nie zmarnować 6 mil. Polaków.

    ~ jonek [2015-02-15 13:19]
    to razem z niemcami palilibyscie rosjan w obozach koncentracyjnych..

    ~ Kokos [2015-02-15 13:43]
    ~`oko – zamiast oka użyj mózgu i nie pisz takiego szamba. Beck popełnił ogrom błędów, jednak najgorsze jest to, że niczego się nie nauczył od Marszałka Piłsudskiego i po jego odejściu błądził jak dziecko we mgle. Pisanie jednak, że zamordował 6 mln Polaków wpisuje się w coraz silniejszą propagandę antypolską tj. polskie obozy zagłady.

    ~ Kokos [2015-02-15 13:49]
    „to razem z niemcami palilibyscie rosjan w obozach koncentracyjnych..” … tak, i świat na pewno by tylko na tym zyskał. Lepiej 150 mln rusków niż choćby jeden Polak. Użycie „palilibyście” sugeruje obce pochodzenie. Skąd jesteś? Możesz napisać w jidisz albo cyrylicą, po co się ukrywać.

    ~ pasz [2015-02-15 18:51]
    Łatwo krytykować po fakcie jak znamy konsekwencje. Ze Stalinem też Hitler miał układ i co dotrzymał go. Jak już przy rozlewie naszej krwi wybił by rusków to potem wziął by się za nas – „podludzi”.

    ~maic 2015-02-16 (22:47)
    to jest bledne marzenie, przy takiej wspolpracy z niemcami po kilku tygodniach obsadziliby kluczowe miejsca w polskiej polityce i gospodarce, a dwa lata pozniej po napuszczeniu Polakow na siebie i skluceniu ich przejeliby calkowita kontrole i ruszyli z eksterminacja narodu. Zadnych ukadow z Hitlerem , nie poprzestalby na korytarzu, ale chcialby takze z czasem cale wybrzeze baltyckie.

    ~Sukarno 2015-02-20 (22:35)
    Niemcy tacy źli w sumie nie są w porównaniu do Żydów, warto przypomnieć tu wszystkim psioczącym na Niemców, że jeden z generałów, który bronił Polski w 1920 r przed bolszewią, ten sam co rzucał pierścionki do Morza Bałtyckiego, sam miał germańskie pochodzenie. :). Przynajmniej jak Niemiec się zasymiluje to jest lojalny, a Żyd?

    ~Johoho 2015-02-17 (11:26)
    Tylko napisz, pseudohistoryku, że Anglia i Francja już grubo przed sierpniem 1939 stanowczo zażądały od Polski zaniechania jakichkolwiek działań sugerujących poczynania mobilizacyjne, aby nie drażnić III Rzeszy. Blamaż byłby, ale na wyraźne życzenie sojuszników.

    ~1939 2015-02-20 (08:29)
    Racja – ten pseudohistoryk celowo o tym nie wspomniał. Zarządzona 27 września mobilizacja została odwołana na kategoryczne żądanie Anglii i Francji – żeby nie drażnić Hitlera.

    ~polak 2015-02-15 (19:17)
    teraz tez nasza armia sklada sie z darow z innych panstw.Tak jest z flota.Plywaja starocie majace po 49 lat.Troche farby i wygladaja jak nowe.Czolgi z demobilu niemieckiego,samoloty z USA co sie psuja,stare ruskie migi itd itd…..zadna to sila Ruskie jakby chcieli to od Olsztyna wchodza jak do siebie a te cale NATO by nam nawet nie pomoglo.Wojska u nas prawie nie ma.Lezymy w ciagu 24 godzin

    ~eRDe 2015-02-20 (08:16)
    niestety to prawda – nasza armia jest w rozsypce, wojska nie ma w jednostkach prawie sami oficerowie.

    ~Słowo na marginesie! 2015-02-15 (14:01)
    1 września bieżącego roku, minie 76 lat od rozpoczęcia Wojny Obronnej 1939 roku. Oczywiście dla Niemców – to była kampania polska. Niemcy nie używali innej nazwy – wobec walk na ziemiach polskich we wrześniu 1939 roku. Rzeczywiście, dla Niemców to była kampania polska. Po kilkudziesięciu latach wiemy zdecydowanie więcej na ten temat. I trudno mieć pretensje do władz polityczno-wojskowych II RP, że bezpośrednio przed wybuchem wojny, nie wiedzieli tego, o czym nasze pokolenie wie dzisiaj. Przypomnę, że mieliśmy stosowne porozumienia z Francją i Wielką Brytanią i łudziliśmy się, że w wypadku agresji Hitlera na Polskę, nasi zachodni sojusznicy przyjdą nam z pomocą. Jak wiadomo, nie doczekaliśmy się żadnej pomocy z ich strony. Ale o tym, nasi przedwojenni decydenci nie mogli wiedzieć. Nie mogli wiedzieć również i o tym, że 17 września tamtego roku, Armia Czerwona dokona agresji od wschodu. 23 września 1939 roku, po zawarciu paktu Ribbentrop-Mołotow, nie mieliśmy pojęcia o tajnych, dodatkowych protokołach do tego paktu. Amerykanie, a za ich pośrednictwem Brytyjczycy, wiedzieli o nich. Informacje o dodatkowych protokołach do paktu Ribbentrop-Mołotow, otrzymali już następnego dnia – od jednego z pracowników ambasady niemieckiej w Moskwie, który przekazał je ambasadzie amerykańskiej, także w Moskwie. Ryzyko, na które się zdecydował ten niemiecki dyplomata było ogromne, ale droga – w linii prostej – bardzo krótka. Niestety, zarówno Amerykanie jak i Brytyjczycy, nie podzielili się tymi informacjami z Polakami. Dlaczego? To już temat na oddzielny komentarz. Również polski wywiad wojskowy (Oddział II Sztabu Głównego WP, a szczególnie jego Referat „WSCHÓD”) – nie uzyskał jakiejkolwiek informacji na temat tajnych protokołów dodatkowych do paktu Ribbentrop-Mołotow. To stawia pod znakiem zapytania, rzeczywistą wartość ówczesnego polskiego wywiadu wojskowego. I rzecz najważniejsza: już przed wojną, wielu naszych wojskowych zdawało sobie sprawę, że w starciu militarnym z III Rzeszą, Wojsko Polskie nie ma żadnych szans. Przewaga techniczna, materiałowa oraz organizacyjna Niemców, a także ich doktryna wojenna, była poza naszym zasięgiem. Dlatego tak bardzo liczyliśmy na pomoc wojskową naszych zachodnich sojuszników. Niezależnie od tego, należy zawsze podkreślać dobre, indywidualne wyszkolenie żołnierza polskiego i w zdecydowanej większości – jego chęć do walki i bohaterstwo na polu walki. Niestety, tego samego nie można powiedzieć o wielu dowódcach Wojska Polskiego – od szczebla dowódcy brygady i dywizji, poprzez dowódców poszczególnych armii i Sztab Naczelnego Wodza, a kończąc na marszałku Śmigłym. Z przykrością należy stwierdzić, że we wrześniu 1939 roku, wielu polskich dowódców zblamowało się brakiem kompetencji wojskowych oraz nieumiejętnością dowodzenia dużymi związkami taktyczno-operacyjnymi, a także wykazało zwykłym tchórzostwem. I to w sensie dosłownym. A tego, nic i nikt nie usprawiedliwi, nawet miażdżąca przewaga wojsk niemieckich. Możemy wymienić również bardzo pozytywne przykłady polskich dowódców, ale nie było ich dużo. Przy okazji tego rodzaju tematach, często pojawia się teza, że gdyby nie agresja Armii Czerwonej w dniu 17 września 1939 roku, to Wojsko Polskie jeszcze bardzo długo walczyłoby z Niemcami. To jest nieprawda. Nawet gdyby Rosjanie nie zaatakowali od wschodu, to biorąc pod uwagę przewagę wojskową Niemców oraz brak jakiejkolwiek pomocy ze strony naszych sojuszników z zewnątrz, wojna trwałaby jeszcze najwyżej 2-3 tygodnie. Ale nie więcej. Przynajmniej w tych sprawach – bądźmy realistami i nie oceniajmy tego w kategoriach „propagandy antypolskiej”.

    ~ redds [2015-02-15 14:26]
    Nie zgodzę sie z niektórymi twoimi tezami , uzbrojenie WP pozwalało powstrzymać Niemców znacznie dłużej , wiesz dobrze że kawaleria nie walczyła z czołgami tak jak propaganda niemiecka i peerelowska to przedstawiały . Boforsy świetnie kasowały panzery , ury też sobie jakoś radziły tyle ze większość została w skrzyniach . Zawiodła ogólna przestarzała koncepcja i łączność i logistyka ,cóż Francja wzór dla naszego wojska poległa w sumie jeszcze bardziej zważywszy na nowoczesne lotnictwo i czołgi .powodem była tak samo błędna startegia .Osobiście uważam że błędem była strategia zasadnicza przyjęta po marcy 1939 uznania Niemców za największe zagrozenie . Wojna z Hitlerem wcale nie była pewnikiem i na sojuszu/ustępstwach Polska wiele nie traciła ,może propagandowo by to wyglądało żle i sanacja nie mogla sobie na to pozwolić . Angole mieli tez swoich ludzi w rządzie tak samo jak sowieci i Francuzi i grali na naszą wojne z Niemcami. Uważam że wojna z sovietami była nieunikniona – nienawiść Stalina i ich kocepcja ekspansji na zachód .Spowolniona ciut czystkami w ar.czer. dała nam kilka lat pokoju .

    ~ kordian [2015-02-15 15:18]
    świetny wpis , ale po zawarciu układu w Moskwie naszym przywódcom powinien włączyć się alarm co do reszty zgoda Polska w osamotnionej walce była skazana na klęskę i żadne koncepcje i mądrości naszych wodzów by nie pomogły .

    ~ Todo Por La Patria [2015-02-15 21:58]
    Biorąc pod uwagę naszą ówczesną sytuację geopolityczną i możliwości broniliśmy się całkiem nieźle. Trzeba zauważyć że Francja ze swoją linia Maginote’a i o wiele potężniejszą i nowocześniejszą armią broniła się super krótko.

    ~ Wszystko dla Ojczyzny! [2015-02-15 23:38]
    Todo Por La Patria! To niczego nie zmienia przy ocenie naszej Wojny Obronnej we wrześniu 1939 roku.

    ~ Etam [2015-02-16 01:14]
    @Słowo na marginesie! : Cytując Becka – celem jego polityki wobec Niemiec, było doprowadzenie do sytuacji, gdy każda agresja z ich strony doprowadzałaby do wojny światowej (co osiągnął). Charakter polskich umów z Aliantami miał przede wszystkim odstraszać – bo się ludziom we łbach nie mieściło, że taką wojnę można by zacząć (odstraszania wystarczyło na tydzień). Patrząc na to co się działo pózniej – w kampaniach 1940 i 1941 – nie wypadliśmy żle. Pod każdym względem. Słabe w twoim rozumowaniu; Gdyby Angole znali treść tajnych protokołów do paktu R-M to by się w wojnę nie mieszali (bo sprawa była beznadziejna). A jak się dobrze zastanowić, to atak Niemiec na Rosję uratował im tyłki.

    ~ Kmicic [2015-02-16 04:00]
    „To jest nieprawda. Nawet gdyby Rosjanie nie zaatakowali od wschodu, to biorąc pod uwagę przewagę wojskową Niemców oraz brak jakiejkolwiek pomocy ze strony naszych sojuszników z zewnątrz, wojna trwałaby jeszcze najwyżej 2-3 tygodnie. Ale nie więcej.” Dobre, według Ciebie wojna trwałaby tyle samo? Przypominam że Warszawa skapitulowała 28 września, czyli 11 dni po napaści sowieckiej. Ostatnie regularne oddziały walczyły do 6 października czyli 19 dni po napaści sowietów.

    ~ Słowo na marginesie! [2015-02-16 09:26]
    Etam! Brytyjczycy znali dokładnie treść tajnych protokołów do paktu Ribbentrop-Mołotow. Informacje na ten temat otrzymali od Amerykanów. Natomiast Amerykanie uzyskali je od pracownika ambasady niemieckiej w Moskwie – już następnego dnia po podpisaniu tego paktu. Do dzisiaj pozostaje kwestią sporną, dlaczego Amerykanie bądź Brytyjczycy, nie poinformowali o tym władz polskich? Jest wiele teorii (w tym teorii spiskowych) na ten temat. Być może Brytyjczycy usilnie wierzyli w to, że nie informując Polaków o treści tajnych protokołów, unikną w ten sposób wojny? Dla nas to żadne pocieszenie. A propos przystąpienia Wielkiej Brytanii i Francji do wojny z Niemcami w 1939 roku; jak wiemy – oba wymienione kraje, formalnie wypowiedziały Niemcom wojnę w dniu 3 września. Wynikało to z dwustronnych umów międzypaństwowych. Pomimo tego, w trakcie Wojny Obronnej we wrześniu 1939 roku, nie otrzymaliśmy żadnej realnej pomocy ze strony naszych sojuszników zachodnich. Czyli de facto – używając Twojego określenia – w 1939 roku Anglicy i Francuzi „nie mieszali się w wojnę”. I sprawa ostatnia: bez względu na to, jak przebiegały agresje Niemców na kraje europejskie w 1940 i 1941 roku – należy bardzo negatywnie ocenić przygotowanie i przebieg naszej Wojny Obronnej w 1939 roku. Przyczyn było wiele: polityczne, dyplomatyczne, wojskowe, gospodarcze, administracyjne, organizacyjne, mobilizacyjne, narodowościowe, a także – jak wspomniałem wyżej – brak pomocy militarnej ze strony naszych sojuszników zachodnich. To są fakty, które należy brać pod uwagę, przy ocenie naszej wojny z Niemcami i Rosjanami w 1939 roku. Ale to niczego nie zmieni.

    ~ Słowo na marginesie! [2015-02-16 14:10]
    Kmicic! Niestety, z przykrością stwierdzam, że niewłaściwie odczytałeś mój poprzedni wpis, a szczególnie jego zakończenie. Ale nie traktuję tego, jako „czepianie się” z Twojej strony. Mam nadzieję, że wszyscy zainteresowani powyższym tematem, znają fakty podstawowe dot. przebiegu Wojny Obronnej 1939 roku. Jak napisałeś – Warszawa skapitulowała 28 września, natomiast 6 października zakończyła swoje boje i poddała się Niemcom – Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, generała Franciszka Kleeberga. Kilka dni wcześniej, tj. 2 października – zdecydował się kapitulować na Helu /dokąd w dniu 21 sierpnia 1939 roku przeniesiono z Gdyni Dowództwo Floty/ – Dowódca Floty i Morskiej Obrony Wybrzeża, kontradmirał Józef Unrug. Podkreślam, te fakty są ogólnie znane. Myślę, że nie posądzasz mnie o brak umiejętności liczenia. Krótko mówiąc: Wojna Obronna w 1939 roku trwała łącznie 35 dni. W swoim poprzednim wpisie napisałem, że nieprawdziwe jest twierdzenie, iż w przypadku nie dokonania agresji na Polskę w dniu 17 września 1939 roku przez Rosjan, to Wojsko Polskie walczyłoby jeszcze bardzo długo. Napisałem jedynie, że walki trwałyby najwyżej 2-3 tygodnie dłużej, niż trwała łącznie Wojna Obronna w 1939 roku. Maksymalnie do końca października 1939 roku. Ale nie dłużej. No chyba, że otrzymalibyśmy realną pomoc wojskową ze strony naszych ówczesnych sojuszników zachodnich. Niestety, tak oczekiwanej przez nas pomocy wojskowej – nie otrzymaliśmy. Mam nadzieję, że tym razem rozwiałem Twoje wszystkie wątpliwości.

    ~maic 2015-02-16 (22:39)
    dobrze to opisales, ale zapomniales do ostatnich zdan dodac to co najwaniejsze, ze Niemcom brakowalo juz paliwa i to po dwuch tygodniach. Tabory z rezerwami paliwa nie nadazaly za frontem i tu mogl byc moment gdzie WP podjeloby inne dzialania jak wycofywanie sie na wschod, a w wielu miejscach sprzet zmechanizowany Wehrmach-tu poruszalby sie na ostatnich rezerwach. To dlatego Adolf byl juz 14 czy 15 tak wsciekly, ze Stalin nie podejmuje dzialan wojennych. Mysle, ze zolnierze mieli mala szanse na zatrzymanie wroga, jesliby ruszyli do ofensywy w momencie braku paliwa, to sowieci by nas nigdy nie zaatakowali. Co do aliantow, Anglikow i Francuzow, to spotkali sie juz 12 wrzesnia w malym miasteczku francuskim i po trzech godzinach podjeli decyzje o nie udzielaniu Polsce pomocy.

    ~as 2015-02-17 (22:39)
    Wyrażnie gość pisze iż wojna by trwała 2-3 tygodnie dłużej. Więc dodaj se te dwa tygodnie do 6 pażdziernika. A faktycznie to wojna była przegrana już 3 września po przełamaniu frontu przez NIemców pod Mokrą. Reszta to ciągłe porażki i totalny odwrót . Do tego nieudolność dowództwa. Znane są przypadki że generałowie uciekali z frontu, jeden z nich nawet już po cywilnemu. I za kogo mieli się bić, za kogo ginąć. Za rząd, który raz dwa prysnął , nie zapominając jednak zabrać ze sobą złota? Za wszelkiej maści karierowiczów, spekulantów i hohsztaplerów?. Polska przed wojną była nie mniej przeżarta korupcją niż teraz. A myślę że nawet dużo więcej. To chyba taka Polska specjalność.

    ~as 2015-02-17 (22:56)
    Skąd ty się urwałes?. Po dwu tygodniach zabrakło im paliwa, jeszcze takich bredni nie słyszałem. Po tygodniu nasze wojsko było już rozbite jako jednostki operacyjne . Na wschód wiały tysiące żołnierzy,czasem w drobnych podoodziałach. To już nie była armia. Nawet nie wiesz o tym że Hitler jeszcze na jesieni 39r chciał najechać na Francję. Więc bajki o braku paliwa niech ostaną w bajkach. I gdyby tak zrobił to Francja padłaby szybciej niż Polska, bo była w ogóle nie przygotowana do wojny.

    ~OSTPREUSSEN. 2015-02-17 (23:32)
    Trafna, wyczerpujaca i logiczna wypowiedz a takze bolesna dla wielu i odbrazowiajaca przedwojennych Bohaterow. Z tego powodu jest trudna do zaakceptowania.

    ~frajda 2015-02-15 (21:53)
    Przede wszystkim Hitler parł do wojny i to była jego doktryna.Całość gospodarki przemysł rolnictwo,naukę,ideologię,wychowanie społeczeństwa przestawił dla potrzeb wojennych. Wojna musiała wybuchnąć prędzej czy później.Z sowietami Niemcy jako państwo skumali się jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy bo 1921r Praktycznie potęga niemiecka powstała w latach 1933-1939. Polski wywiad nie był taki beznadziejny.Znał chyba jednak datę napadu na Polskę co potwierdza kilka faktów np. odesłanie 3 niszczycieli do Anglii 30 sierpnia 1939 a rozkaz został wydany 26 sierpnia czy przekazanie kilku maszyn „Enigma”Anglikom i Francuzom,meldunki rotmistrza Sosnowskiego. To tak ogólnie tylko najbardziej znane fakty z popularnej literatury historyczno-wojskowej.

    ~as 2015-02-17 (23:06)
    Nie od dziś się zastanawiam , dlaczego rząd Polski odesłał trzy największe okręty do Anglii? Idąc tym tokiem rozumowania powinien i wojsko wysłać na zachód. One przecież miały bronić polskiego wybrzeża nie angielskiego. I czy to był rząd Polski?

    Polubienie


  6. Wysiedlenie Polaków z Wielkopolski, 1939 r./Bundesarchiv/CC BY-SA 3.0 de

    http://ksiazki.wp.pl/gid,17844378,tytul,Ukazala-sie-ksiazka-Wypedzeni-1939-o-niemieckich-deportacjach-Polakow,galeria.html

    Ukazała się książka ”Wypędzeni 1939…” o niemieckich deportacjach Polaków

    Niemiecka zbrodnia

    Okoliczności i przebieg deportacji obywateli polskich, mieszkańców ziem wcielonych do III Rzeszy, prezentuje książka „Wypędzeni 1939… „. To jedno z nielicznych wydawnictw dokumentujących tę jedną z pierwszych niemieckich zbrodni wojennych.

    Według różnych szacunków historyków, z ziem zachodniej i północnej części II Rzeczpospolitej, które zostały wcielone do III Rzeszy, w latach 1939-1944 deportowano na teren Generalnego Gubernatorstwa, pozbawiono majątku lub umieszczono w gettach od miliona do półtora miliona Polaków i Żydów. W niemieckie ręce trafiło na wcielonych ziemiach blisko 100 proc. polskiego majątku.


    Wysiedlenie Polaków z Wielkopolski, 1939 r./Bundesarchiv/CC BY-SA 3.0 de

    Dla Polaków i Niemców

    Publikacja pod redakcją Agnieszki Łuczak i Jacka Kubiaka przy współpracy Małgorzaty Schmidt i Janusza Zemera zawiera m.in. materiały z poświęconej deportacjom wystawy „Wypędzeni 1939…”, prezentowanej od 2009 roku w całej Polsce. Wydawnictwo zostało przygotowane w formie dwujęzycznego albumu: po polsku i po niemiecku.

    Książka „Wypędzeni 1939… Deportacje obywateli polskich z ziem wcielonych do III Rzeszy” zawiera ponad 200 fotografii i dokumentów obrazujących historyczne konteksty deportacji, ich przebieg, losy polskich wysiedleńców, jak również zasiedlanie dawnych polskich ziem przez Niemców. Zawiera również teksty omawiające genezę i efekty niemieckiej polityki względem obywateli polskich po wybuchu II wojny światowej.


    Lokalizacje, z których niemiecka organizacja VoMi przesiedlała volksdeutschów na teren Kraju Warty i Pomorza Nadwiślańskiego w miejsca po wysiedlonych Polakach i Żydach/Bundesarchiv/CC BY-SA 3.0 de

    ”To jest wciąż nieznana historia”

    – To jest wciąż nieznana historia. Dzieje Polaków mieszkających podczas II wojny światowej na ziemiach wcielonych do III Rzeszy nie przebiły się do wyobraźni i pamięci zbiorowej. Wysiedlenia z Wielkopolski, Pomorza i ziemi łódzkiej, terror i egzekucje były doświadczeniem mieszkańców tych ziem od pierwszego dnia agresji niemieckiej w 1939 roku. A przecież ziemie te stanowiły 25 proc. przedwojennej II Rzeczpospolitej – powiedziała PAP jedna z autorek książki, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Poznaniu dr Agnieszka Łuczak.

    W październiku 1939 roku do III Rzeszy wcielono ponad 91 tys. km kw. ziem II Rzeczypospolitej na których mieszkało ok. 10 mln osób. Historyk prof. Czesław Łuczak wyliczył, że wypędzenia obywateli polskich z tych terenów dotknęły około 1,5 mln osób.


    Obóz w Biłgoraju dla wysiedlonych z Zamojszczyzny/PAP

    Wywóz, pozbawienie mienia, zakładanie gett

    Ponad 400 tys. osób zostało wywiezionych do Generalnego Gubernatorstwa. Blisko 500 tys. pozbawiono domów i mienia. Ok. 600 tys. osób pochodzenia żydowskiego trafiło do gett – niemal wszyscy zostali wymordowani. Majątek obywateli polskich przejąć mieli niemieccy przesiedleńcy ze Wschodu, z ziem będących w strefie wpływów ZSRR. Według różnych szacunków, z krajów bałtyckich, Ukrainy i Besarabii i innych obszarów sprowadzono do nowych okręgów Rzeszy od 500 do ponad 600 tys. Niemców.

    Ofiarami wysiedleń byli w pierwszym rzędzie ziemianie, fabrykanci, kupcy, członkowie polskich organizacji społecznych i politycznych, a także inteligencja i powstańcy wielkopolscy. Wywózkę Polaków i Żydów organizowała niemiecka administracja pod kontrolą ustanowionego w październiku 1939 roku Komisariatu Rzeszy ds. Umacniania Niemczyzny. Deportacjom towarzyszyły egzekucje i masowe mordy.


    Tegoroczna wystawa ”Wygnańcy” w Parlamencie Europejskim w Brukseli przygotowana przez IPN/PAP

    ”Poligon zbrodni”

    Współredaktor książki i współautor wystawy Jacek Kubiak podkreślił, że deportacje obywateli polskich były dla Niemców „poligonem zbrodni, pierwszą tej skali operacją obezwładniania i degradowania wielkich mas ludzkich”.

    – W europejskim, a także chyba i polskim dyskursie historycznym, zbrodnia tych deportacji przesłonięta jest przez Holocaust i obozy śmierci. To zrozumiałe – Holocaust skalą przesłania inne nazistowskie zbrodnie. Ale warto sobie uświadomić, że są one ze sobą powiązane, że nie można ich rozpatrywać w izolacji – ocenił. Według relacji ofiar wypędzeń, Niemcy przychodzili do ich domów w nocy lub nad ranem. Nierzadko dawano im zaledwie kilkanaście minut na spakowanie się.

    ~jus [pół godziny temu]
    Wyślijcie jeden egzemplarz te książki Grossowi, zapłacę!!!!!!

    ~gocha [pół godziny temu]
    Nas się rozlicza? Nie chcemy uchodźców ? – A DLACZEGO CHCEMY MIEĆ ICH PRZYJĄĆ ???? Kiedy była wojna i nasz kraj zajęli wrogowie to…. DO WALKI STANĘŁY NAWET DZIECI !!!!!! Z info uchodźcy to młodzi chłopcy i mężczyźni !!!!! – A GDZIE ICH MATKI, ŻONY , SIOSTRY!!!! …………………….:(

    ~444 [wczoraj]
    Moi dziadkowie na Kaszubach, przez 5 lat pracowali na własnym majątku, jak parobki, dla niemieckiego obszarnika. Po wojnie z wioski dziadków wywieziono prawie wszystkich mężczyzna „za Ural”. Wróciła garstka… „z pooranym czołem i wyplutymi na gwiazdy zębami”. Cały lud PRL przez 50 lat pracował na swoim terenie dla Rosji. Niemcy i Rosjanie traktują nas jak niewolników.

    ~Słowo na marginesie! [wczoraj]
    Chciałbym zapewnić autorów książki „Wypędzeni 1939 …”, że Polacy nie zapomnieli o tej zbrodni niemieckiej. A szczególnie dotyczy to Polaków urodzonych, wychowanych i zamieszkałych na Pomorzu, w Wielkopolsce oraz na Śląsku. Przypominam, że po zakończeniu Wojny Obronnej we wrześniu 1939 roku, wspomniane wyżej dzielnice II RP zostały bezpośrednio włączone do III Rzeszy. Natomiast bardzo wielu Polaków, którzy nie podpisali jednej z niemieckich list narodowościowych, zostało deportowanych do Generalnego Gubernatorstwa bądź niemieckich obozów koncentracyjnych. Na terenach włączonych do Rzeszy, Niemcy bez pardonu zajmowali polski majątek oraz polskie dziedzictwo kulturalne i historyczne. Oczywiście, dotyczyło to także majątku Żydów polskich oraz innych grup narodowościowych, które zamieszkiwały obszar II RP. Podkreślam, nikt nie zapomniał o tych zbrodniach niemieckich, pamiętamy o nich doskonale. Wbrew pozorom, Polacy nie cierpią na zanik pamięci historycznej. Co prawda w ostatnich 25 latach, zdecydowanie więcej mówiono i pisano na temat okupacji radzieckiej na wschodnich terenach II RP oraz związanych z tym zbrodni wojennych, deportacjach obywateli polskich na Wschód, utracie majątku państwowego i prywatnego itp. Jednak zapewniam raz jeszcze: zbrodni i ludobójstwa Niemców na terenach przez nich okupowanych podczas II wojny światowej – nikt rozsądny nie zapomniał i nie zamierza puścić ich w niepamięć. Przy okazji, dziękuję autorom za kolejną publikację książkową, która omawia zbrodnie niemieckie podczas wojny.

    ~córka wywiezionego i okradzionego [wczoraj]
    Mój tata wraz z rodzicami i bratem został deportowany z własnego gospodarstwa w 1940 roku przez Niemców w mroźną styczniową noc. Niemcy rozebrali ich gospodarstwo do gołej ziemi i użytkowali ziemię do końca wojny. To nie byli faszyści, ani hitlerowcy to byli Niemcy! Dziadkowie wraz z tatą wrócili w 1945 roku po zakończeniu wojny na gołą ziemię. Nigdy Niemcy nie zapłacili żadnego odszkodowania, a teraz znów zmuszają Polaków do podejmowania zachowań na swoją szkodę!!! Gospodarstwo: Góry Zborowskie, gmina Żelazków, powiat kaliski

    ~kj [wczoraj]
    Tak, to dziwne, że w III RP częściej słyszałem o niemieckich wypędzonych, a nie słyszałem o polskich! To jednak tak ma wyglądać, według znanej gazety. Polacy mają być wszystkiemu winni i za wszystko przepraszać i zapominać o zbrodniach dokonanych przez SĄSIADÓW – tak także tych wywodzących się z mniejszości narodowych w aparacie bezpieki w PRL. Na szczęście to trwające 25 lat kłamanie powoli się kończy i mam nadzieję, że pozwoli to nam budować na nowo wspólnotę, gospodarkę i bezpieczeństwo.

    ~ada [wczoraj]
    Było „Przebaczamy i prosimy o wybaczenie” – po więc przypominać i podsycać emocje. To już HISTORIA

    ~wujo Moshe [wczoraj]
    @ada ^ Powiedz to Grossowi, który nie tylko zieje nienawiścią powołując się na czasy II wojny światowej, ale jeszcze ubarwia i wymyśla nowe historie. Wszystko po to, aby ukryć, kto finansował Hitlera i zarabia do dziś na skutkach wojny…

    ~pulpecior [wczoraj]
    @ada ^ Powiedz to pani E.Steinbach i tym Polakom którym odebrano domy porzucone przez Polskich-Niemców

    ~Hobo. [wczoraj]
    @ada ^ Przypominać po to, żeby pamiętać. Ci, którzy nie pamiętają swojej historii, są skazani na jej powtarzanie… „Przebaczyć” nie znaczy „zapomnieć”.

    Polubienie

  7. http://swiat.newsweek.pl/ambasador-rosji-polska-z-hitlerem-odpowiedzialna-za-holocaust,artykuly,371085,1.html

    Rosyjski ambasador: kłamliwa Polska sojusznikiem Hitlera
    24-09-2015 , ostatnia aktualizacja 24-09-2015 19:54

    „Żadnej inwazji ZSRR na Polskę nie było” a Polacy przypisują ZSRR zbrodnie, by ukryć własne powiązania z nazistami. Tak zdaniem rosyjskiego ambasadora, Władimira Zajemskiego, wygląda nasza wspólna historia

    Kłamcy z Polski

    Tekst Zajemskija ukazał się na łamach rządowej, wenezuelskiej gazety „Correo del Orinoco”. Tytuł zajmujący całą kolumnę pisma ogłasza: „Prawda jako historyczny imperatyw”. To odpowiedź Rosjanina na słowa polskiego ambasadora, Piotra Kaczuby, który przed pokazem w Caracas filmu dokumentalnego „Last Correspondent” przypomniał, że w 1939 r. Polska została zaatakowana przez III Rzeszę i ZSRR. Zajemskij odpowiada, że to Polska jest odpowiedzialna za nasilające się kłamstwa na temat „domniemanych” zbrodni w czasie II wojny światowej.

    Rosyjski ambasador przypomina, że to „nieśmiertelne bohaterstwo” sowieckich sołdatów przyniosło zwycięstwo nad hitleryzmem. I tu ma wiele racji. Ambasador dodaje, że samo wyzwolenie Polski kosztowało armię czerwoną 600 tys. zabitych i milion rannych. „Uczciwi ludzie to wiedzą, a kłamcy nie zasługują na uwagę, bo zawsze przeinaczają fakty” – pisze dyplomata.

    W dalszym fragmencie przekonuje jednak, że żadnej inwazji ZSRR na Polskę nie było. Więcej, Polska, choć była pierwszą ofiarą wojny, to wcześniej była według niego wiernym sojusznikiem Hitlera. W jaki sposób? Autor na dowód podaje Układ Monachijski i zajęcie przez Polaków Zaolzia.

    Wbrew temu co pisze ambasador, Polska stroną traktatu monachijskiego nie była, a po drugie, jakkolwiek krytycznie by oceniać polskie działania wobec Czechosłowacji, to ani przez moment Warszawa nie działała w porozumieniu z Berlinem. Wręcz przeciwnie – II RP zajęła Cieszyn wbrew Niemcom, co zresztą omal nie skończyło się starciem zbrojnym (pamiętny incydent pod Boguminem, gdzie spotkały się polskie i niemieckie wojska).

    Zajemski idzie jednak dalej. „To właśnie rząd polski, aby przymilić się nazistowskiemu Berlinowi, nie zgodził się na przemarsz wojsk sowieckich, które chciały uratować ten kraj [Czechosłowację – przyp. red] przed niemiecką agresją. To profaszystowskie stanowisko Warszawy uniemożliwiło podpisanie traktatu o wzajemnej współpracy między ZSRR, Czechosłowacją i Francją.”

    I znowu mieszanina prawd, półprawd i po prostu kłamstw. Polska zgodzić się na przemarsz wojsk sowieckich nie chciała, bo istniała realna groźba, że armia czerwona z Polski już się nie wycofa. Jakby to się skończyło, pokazała niecałe dwa lata później historia państw bałtyckich, anektowanych przez Moskwę po wymuszeniu na nich zgody na obecność rosyjskich wojsk. Do podpisania traktatu między Aliantami a ZSRR w 1939 r. nie doszło, ponieważ Stalin chciał od Zachodu zgody na podbój Europy Wschodniej. Tego od Francji i Wielkiej Brytanii dostać nie mógł, dlatego z uśmiechem na ustach przystał na pakt Ribbentrop-Mołotow, który Zajemski zgrabnie przemilcza. Swoją drogą, skoro traktat monachijski był jego zdaniem „makabryczny”, to jak ocenia ten dokument i jego konsekwencje?

    17 września nie było

    Tego się oczywiście od ambasadora nie dowiemy, ale spieszy on z inną interpretacją najnowszej historii, to jest uzgodnioną w pakcie nazistowsko-sowieckim agresją na Polskę 17 września 1939 r. Otóż tej agresji w ogóle nie było, ponieważ ZSRR odebrał jedynie ziemie… zajęte wcześniej bezprawnie przez Polskę. „Jeśli chodzi o ową, domniemaną, okupację ziem polskich przez wojska stalinowskie, to trzeba powiedzieć jasno, że chodziło o ziemie, do których Polska uzurpowała sobie prawa po I wojnie światowej. Dzisiaj te ziemie nie są częścią Polski i Warszawa nie próbuje ich odzyskać, ponieważ wie, że zajęła je wówczas bezprawnie ze swą znaną drapieżnością” – przekonuje ambasador.

    Można oczywiście polemizować, zwłaszcza w kontekście ostatnich wydarzeń na Ukrainie, który kraj w naszym regionie jest „znany ze swojej drapieżności”, ale może lepiej przypomnieć Zajemskiemu, że np. Małopolska Wschodnia aż do 1939 r. nigdy w historii nie była częścią Rosji. W czyim więc imieniu miałaby działać armia czerwona w tym wypadku? Bo chyba nie imperium Habsburgów czy sowieckiej Ukrainy, którą parę lat wcześniej Moskwa pognębiła klęską głodu.

    Ambasador obejrzał „Idę” i co zrozumiał?

    Najgorsze Zajemski zostawia jednak na koniec. Tym razem „demaskuje” mity dotyczące Holocaustu. Jego zdaniem dokonali go Polacy. „Jest rzeczą powszechnie znaną, że antysemityzm w Polsce rozlał się w trakcie wojny, co doprowadziło do śmierci wielu Polaków pochodzenia żydowskiego zabitych z rąk zarówno ich współobywateli, jak i nazistów. Ta masakra pokazana jest na przykład w nagrodzonym Oscarem filmie »Ida«. To jest prawdziwa historia antysemityzmu w Polsce podczas II wojny światowej, gdzie Holocaustu dokonali, pomimo nazistowskiego horroru, sami Polacy”. Ta wypowiedź nie wymaga dodatkowego komentarza.

    W konkluzji „historyk” Zajemski przywołuje za to obecny konflikt na Ukrainie. Powołuje się przy tym na wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego, który miał powiedzieć, że snajperzy, którzy strzelali na kijowskim Majdanie byli „szkoleni w Polsce”. Jaki jest Korwin-Mikke, wszyscy wiedzą i powoływanie się na niego i sugerowanie, że jest to znacząca persona w polskich władzach, mówi samo za siebie o zdolnościach umysłowych rosyjskiego ambasadora. Tym bardziej, że cytowanej przez niego wypowiedzi Mikkego po prostu… nie było.

    Ale Zajemski się tym nie przejmuje i dalej przytacza słowa swojego ulubionego polityka znad Wisły. Tym razem o tym, że Korwin-Mikke chciałby Ukrainy „niepodległej, ale słabej, aby wykorzystać taką koniunkturę na korzyść Polski”. „Myślę, że to mówi samo za siebie” – pisze ambasador.

    I dość niespodziewanie doskonale pointuje swoje pseudo-historyczne wywody.

    ~taki jeden :Od wojny minęło 70 lat i nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie wykształceni , nie analfabeci, zamiast szukać dziś porozumienia, dobrych stosunków między sąsiadami, współpracy, odgrzebują stare rany? Trzeba historię znać, pamiętać jej tragiczne losy, ale dziś ludzie są inni. Już nie ma ciemnej masy, że na rozkaz władzy, czy innych durniów, ludzie pójdą ginąć, tylko dlatego, że komuś palma uderzyła do głowy. Przykład? Ukraina. Iluż to młodych czmychnęło, aby nie być wcielonym do armii na zawołanie najpierw Turczynowa i Jaceniuka a potem Poroszenki? Dziś ludzie za broń nie chwycą, bo szkoda im życia. Po co te waśnie z Rosjanami? Przecież to my zaczęliśmy całą tę słowną bijatykę. Rosyjska strona i tak długo była cierpliwa, bo trwa to przecież wiele lat. My się wściekamy, a oni sobie spokojnie idą do przodu. I pewnego razu obejrzymy się wokoło i stwierdzimy, że jesteśmy samotni jak biały żagiel. Prawie cała Europa uciekla od tej strasznej wojny, tylko my grzęźniemy, choćby to naszym pokoleniom krzywda się stała. Nasi dziadkowie, którzy wojnę przeżyli takich awantur nie wszczynali, jak ci co o wojnie wiedzą tyle, co zobaczą w tv, albo przeczytają w książkach. Dajcie już sobie siana, bo my Polacy niebawem będziemy mieli większe problemy, niż przeszłość II wojny światowej. Możemy niedługo żyć w strachu, że jutro możemy się już nie obudzić, bo komuś nie odpowiada nasz kolor skóry, albo nasza kultura.

    ~marzan :Najgorsze jest to, że pan ambasador ma całkiem sporo racji. A „Idę” czy „Pokłosie” sami światu sprezentowaliśmy i teraz świat już wie – polskie chłopstwo mordowało Żydów, by ich majątki przejmować, co było aż tak ewidentne i masowe, że sami Polacy kręcą o tym kolejne filmy.
    Powiedzmy sobie uczciwie – pan Rosjanin ukrywa własne brudy, ale całkiem prawdziwie punktuje nasze i trudno tu z nim polemizować. Zajęliśmy kawałek Czechosłowacji równocześnie z Hitlerem? Prawda. Ziemie, które nam Stalin zabrał to głównie Ukraina i Białoruś? Prawda. Żydów Polacy pomagali łapać a czasem sami mordowali? Prawda. Wspieraliśmy Majdan, gdzie zbrojne bojówki obalały legalnie wybranego prezydenta? Prawda. Cóż można zrobić? Tylko opowiedzieć teraz o grzechach i łajdactwach strony rosyjskiej – a będzie tego sporo i jednak dużo grubszego kalibru.
    Tym niemniej ja bym kolejnej „Idy” już nie kręcił, bo jednak większość ludzi nie z podręczników a z kina czerpie wiedzę o historii.

    ~moim skromnym zdaniem :Odebraliśmy Czechom Zaolzie, które w 1920 roku wyłudzili od nas podstępem, pod pozorem, że przepuszczą pomoc wojskową z zachodu. Gdyby Hitler nie miał paktu z Rosjanami, to nie zacząłby wojny z Polską. Bez ataku Rosji istniało jakieś prawdopodobieństwo, ze Francja zaatakuje Niemcy. Polska poprzez sojusze starała się zapobiec wybuchowi wojny. Niemcy i Rosja odwrotnie. Gdyby nie pakt Ribbentrop – Mołotow, nie byłoby II wojny światowej.

    Polubienie

  8. http://vod.pl/filmy-dokumentalne/wielun-4-40/0spxn#0
    Wieluń 4.40

    1 września 1939 roku z lotniska w Nieder-Ellguth wystartowało 29 bombowców nurkujących JU 87 B. O 4.40 czasu miejscowego spadły pierwsze bomby na zachodnią część Wielunia. Drugi nalot nastąpił pół godziny po pierwszym. Tym razem celem ataku była wschodnia część miasta. Centrum zbombardowano 27 minut później. W niespełna półtorej godziny 76 eskadra lotnictwa bojowego III Rzeszy zrzuciła na Wieluń, nieduże miasto leżące pośrodku trójkąta Wrocław – Łódź – Częstochowa 380 bomb o wadze 46 ton. Zabito 2169 osób w różnym wieku. Miasto zostało zniszczone w 70%, a samo centrum w 90%. W ten sposób rozpoczęła się II wojna światowa. Pierwsze bomby spadły na Wieluń – zanim „Schleswig-Holstein” ostrzelał Westerplatte.

    Gatunki: Dokument
    Reżyseria: Ignacy Szczepański
    Dostępny w pakietach: Polskie filmy, Polskie filmy dokumentalne, Wojenne filmy dokumentalne
    Dostępny do 31 marca 2016

    Polubienie

  9. to ja tylko dodam w temacie:

    Bardzo dziękuje Ci Tom za ten film! Gross, Tokarczuk, Wegener, Obama, Comey… i inni wam podobni mali Goebbelsi i przeciw-polscy, przeciw-słowiańscy oszczercy i kłamcy… napawajcie się… także i waszą jewropejska i usraelską spuścizną, skoro ośmielacie się zaprzeczać faktom!!! 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.