165 „Soviet story”, czyli sowiecka opowieść… o zagładzie Słowian 02

Kolejny dowód, że pustynna tradycja, to jedno i to samo, czyli to co zwykle, czyli masowe mordowanie i inne zbrodnie i o czym będzie dalej, za:

http://abelikain.blogspot.co.uk/2012/12/sowiecka-historia.html

A w następnym odcinku, kto finansował Lenina i jego „międzynarodowych” towarzyszy…

Sowiecka historia

Gdy szuka się określenia, które najlepiej opisze film „Soviet Story”, przychodzą na myśl takie słowa, jak wstrząsający, bezkompromisowy czy przełomowy. Bo taki musi być obraz, który wywołał w putinowskiej Rosji falę demonstracji i zamieszek. Protesty nie ograniczały się zresztą do ulicznych manifestacji. Protestowali politycy, organizowano konferencje prasowe, a programy informacyjne w rosyjskich telewizjach poświęciły filmowi czołówki.

Histeria przetoczyła się przez Rosję pod hasłem: „Ręce precz od naszych dziadków”, skandowanym przez uczestników demonstracji. Znaczy to, że spora część Rosjan odczuwa więź z mordercami z NKWD i tymi, którzy wydawali im rozkazy. Bo film jest potężnym w swej wymowie aktem oskarżenia właśnie wobec nich oraz tych, którzy stworzyli najpierw ideologię, a potem najbardziej krwawy system w historii ludzkości.

Wiek zagłady

Film zrealizował 34-letni łotewski reżyser Edwins Snore. Chciał pokazać najbardziej do dziś zakłamywany – i to nie tylko w Rosji, ale również na Zachodzie – temat w historii najnowszej. Reżyserowi udało się dotrzeć do źródeł wcześniej nieznanych. Odnalazł np. materiały z samych początków partii nazistowskiej, w których Goebbels mówi z najwyższym podziwem o Leninie, a Hitlera określa jako jego niemiecki odpowiednik.

„Soviet Story” to historia XX w. w pigułce. Opowiada bowiem o fundamentach ideowych, na których zostało zbudowane poprzednie stulecie, a które właściwie w niewiele naruszonym stanie trwają do dziś.

Film wyemitowały telewizje 10 krajów – od Estonii i Łotwy, po Ukrainę i Gruzję. Nie pokazano go w Europie Zachodniej, natomiast mogli go zobaczyć Amerykanie. W TVP był jednym z najdłużej oczekujących na emisję „pułkowników” i w końcu nadano go po cichu w środku nocy.

https://skribh.files.wordpress.com/2015/09/e2192-990bf4e59da762246381c8ef629edd77.jpg?w=584

Niemieccy uczniowie Lenina

Siła filmu tkwi nie w podręcznikowej narracji, lecz w celnym rozszyfrowaniu często ukrytych, kulturowych podstaw historii naszej epoki. Dowodzi, że twórcy marksizmu uzasadniali i wprost zapowiadali likwidację całych narodów. A rzekomo „naiwny” brytyjski socjalista George Bernard Shaw mówił jednoznacznie, że są ludzie, którzy jako nieproduktywni po prostu nie mają „prawa do istnienia”, więc należy ich zabijać.

Dopóki idee te były głoszone tylko w artykułach Engelsa na łamach XIX-wiecznych gazet czy w książkach Marksa, ich konsekwencji nikt nie brał poważnie pod uwagę. Kiedy jednak przesiąknięci nimi przywódcy uzyskali realne możliwości działania, zaczął się najbardziej krwawy okres w historii: z jednej strony holokaust, a z drugiej dziesiątki milionów ofiar komunizmu.

Reżyser pokazuje, że Lenin i jego następcy zaczęli zabijać znacznie wcześniej niż hitlerowcy i robią to zresztą do dziś np. w Chinach czy Korei. Zatem Führer i jego zwolennicy występowali w roli uczniów – jedna z najbardziej otwierających oczy informacji z filmu dotyczy faktu, że twórcy systemu obozów koncentracyjnych III Rzeszy uczyli się, jak je zorganizować, od swych sowieckich partnerów, którzy przecież uruchomili Gułag wiele lat wcześniej.

Polska miała nieszczęście znaleźć się dokładnie pomiędzy tymi dwoma najbardziej zbrodniczymi państwami w historii świata. Stąd siłą rzeczy znaczna część filmu dotyka nas bezpośrednio. Alians Stalina z Hitlerem, który umożliwił wybuch II wojny światowej, niemiecko-sowiecka defilada zwycięstwa, znana z filmu Grzegorza Brauna, czy zbrodnia katyńska to jedne z najważniejszych tematów dzieła łotewskiego reżysera.

Plakaty

Goebbels i NKWD

Niezwykłe są również okoliczności powstania „Soviet Story”. Autor na nakręcenie filmu poświęcił 10 lat. Jego benedyktyńska praca przyniosła zaskakujące rezultaty. Okazało się, że to w archiwach zachodnioeuropejskich udało mu się odnaleźć unikalne, nieznane wcześniej taśmy dokumentujące sojusz niemiecko-sowiecki czy spotkania – w przyjaznej, nieoficjalnej atmosferze, przy kieliszku – szefów NKWD z Himmlerem i Goebbelsem.

Dlaczego do materiałów, które leżały przez dziesiątki lat w archiwach niemieckich i brytyjskich, a więc w zasięgu ręki, nie dotarli i nie wykorzystali ich zachodni historycy i filmowcy? Film pośrednio odpowiada na to pytanie. Sojusz zawarty przez Churchilla i Roosevelta ze Stalinem nie zakończył się w 1945 r. Na poziomie ideologicznym w pewnym sensie trwa nawet do dziś. II wojna światowa jest wciąż uznawana za starcie dobra, reprezentowanego przez aliantów zachodnich i Stalina, ze złem, uosobionym w Hitlerze. Bo już nie z Niemcami, o czym przypomina wymowne ujęcie kanclerza Niemiec u boku Putina na trybunie honorowej podczas parady zwycięstwa na placu Czerwonym.

Kto zatem przegrał II wojnę światową? Wszystko wskazuje na to, że „naziści” i… Polacy.

Zbrodnie zwycięskiego Związku Sowieckiego na własnych obywatelach i całych narodach, a także te popełnione w Polsce czy innych podbitych krajach stały się tematem tabu, nieobecnym w mediach i kulturze Zachodu. Ta fałszywa, ahistoryczna perspektywa rozbroiła ideologicznie zachodnie demokracje i sprawiła, że przez większą część okresu po 1945 r. to Moskwa była aktywną i dominującą stroną w globalnej rozgrywce, a Zachód nie potrafił znaleźć skutecznej recepty na sowiecką ekspansję. Przełom nastąpił dopiero dzięki Janowi Pawłowi II i Ronaldowi Reaganowi, zresztą właśnie w sferze ducha i sposobu myślenia, a dopiero potem znalazł odbicie w sytuacji politycznej i militarnej.

Walka o pamięć

Kręcenie filmu zabrało reżyserowi kolejne dwa lata. Rozmawiał m.in. z Normanem Daviesem, Wiktorem Suworowem i Władimirem Bukowskim. Ale też z ofiarami Gułagu czy sztucznie wywołanego Wielkiego Głodu na Ukrainie.

Zdjęcia powstawały w wielu państwach: w Rosji (w tym na Syberii, skąd pochodzą wstrząsające zdjęcia z dawnych łagrów, gdzie do dziś można natrafić na ludzkie czaszki czy stosy dziecięcych bucików), na Ukrainie, Łotwie, w Niemczech, we Francji i w Wielkiej Brytanii.

Premiera filmu wywołała na Kremlu wściekłość. Wszystkie największe gazety i telewizje zaatakowały „Soviet Story”. Autorowi zarzucano fałszerstwo. „Prawda” określiła film jako „próbę przepisywania historii przez Europę”. Putinowska młodzieżówka organizowała demonstracje. Nawoływano do ukarania zakazem wykonywania zawodu przez rosyjskich historyków, którzy wypowiadali się w filmie.

Władze rozpętały kampanię przeciwko „Soviet Story”, choć autor nie oskarża Rosji, lecz system komunistyczny, i wręcz wskazuje, że większość ofiar zbrodni stalinowskiego reżimu stanowili właśnie Rosjanie. Jednak widać, jak bardzo reżim Putina docenia wagę ideologii, w tym walki o historię.

W Polsce wiemy o tym szczególnie dobrze. Wystarczy przypomnieć jeden z wielu przykładów „polityki historycznej” Kremla, kiedy w przeddzień wizyty Putina w Polsce (i jego rozmowy z Donaldem Tuskiem na molo w Sopocie) państwowa telewizja „Wiesti” pokazała film zarzucający Polsce… pakt z hitlerowskimi Niemcami.

„Soviet Story” jest nie tylko freskiem historycznym, który kilkoma scenami potrafi dotrzeć do „jądra ciemności” naszych czasów. Nie tylko ujawnia wspólnotę ideologii hitlerowskiej i komunistycznej, ich wspólne filozoficzne korzenie oraz ścisłą – do 1941 r. – współpracę zbudowanych na nich państw. Mówi też o współczesnej Europie, na której przemilczanie sowieckich przestępstw pozostawiło wyraźny ślad. Czyż nie znajdujemy tu wyraźnej kontynuacji – w milczeniu wobec okrucieństw wojny w Czeczenii czy agresji na Gruzję?

Smoleńska puenta

A w finale prowadzi nas ku współczesnej Rosji, w której pamięć o utraconym imperium jest ciągle żywa. I pokazuje, jak te niebezpieczne resentymenty są wykorzystywane w polityce. Czyż jednym z filarów, na których opiera się reżim Putina, nie jest właśnie obietnica przywrócenia Rosji pozycji mocarstwowej? Dlatego właśnie musi tak nieustępliwie strzec oficjalnej wersji historii przed najmniejszym nawet naruszeniem. 

Prawda o zbrodniczym charakterze Związku Sowieckiego jest groźna, bo ma on pozostać ideałem, do odbudowania którego – oczywiście w nowej, dostosowanej do zmienionych warunków formie – dąży Kreml.

„Soviet Story” kończy się niepokojącymi obrazami z obecnej Rosji. Pokazuje narastającą agresję wobec obcych, frustrację i szowinizm. Film powstał przed 10 kwietnia 2010 r., lecz atmosfera, którą w nim odnajdujemy, tłumaczy i wyjaśnia sposób myślenia tych, którzy decydowali tamtego dnia o przebiegu wydarzeń, które rozegrały się nad lotniskiem Siewiernyj.

A ostatnie dni dopisały do filmu nieoczekiwaną puentę, która sprawiła, że nabrał dramatycznej aktualności. W „Soviet Story” jest wiele wstrząsających ujęć ciał ofiar komunizmu. Na większości z nich zwłoki są zbezczeszczone – leżą na ziemi, odarte z ubrań, są wrzucane lub spychane do dołów śmierci, jak w Katyniu, leżą na poboczu drogi… Gdy oglądałem film, miałem przed oczami w ten sam sposób poniżone i zbezczeszczone ciała w Smoleńsku.

http://niezalezna.pl/34401-sowiecka-historia

Zagłada Słowian

Słowianie – największa liczebnie ofiara ludobójstwa Niemieckiego nazizmu  i Rosyjskiego komunizmu – nie mają swoich muzeów zagłady, marszów pamięci, pomników, programów edukacyjnych, nagłośnienia medialnego. W świadomości świata niesłowiańskiego praktycznie nie istnieją jako ofiara nazizmu, nie wspominając o wiedzy na temat ich liczby. Monopol holokaustyczny na martyrologię XX-wieczną i mordercza, wszechogarniająca propaganda cierpiętniczej wyjątkowości, pierwszeństwa bądź wyłączności ofiar żydowskich, poparta aparatem demoliberalnej władzy, wyklucza ich z pamięci i świadomości nawet w Polsce, podobnie w innych krajach słowiańskich. Muszę na początku XXI wieku pisać o truizmach, które są skutecznie zwalczane i przemilczane. To, o czym się nie mówi, nie istnieje. Tak to już w naszej epoce jest. Jeżeli już jednak jacyś Słowianie są wymieniani, to w dość dziwaczny sposób, zawsze po holokauście, który mimo mniejszej liczby ofiar, przyjmując nawet magiczne 6 milionów, zawsze i wszędzie zajmuje królewskie I miejsce. Czasem miejsce wyłączne. Wystarczy poczytać polskie i zachodnie podręczniki historii czy książki historyczne, szczególnie autorów żydowskich czy niemieckich. Na przykład pan historyk niemiecki Guido Knopp w swej biografii Hitlera stwierdził był, że prawdziwa II wojna światowa rozgrywała się w komorach gazowych. I tyle. Dla Niemców jest oczywistym interesem wyłączność śmierci Żydów, w końcu nawet 6 milionów jest lepsze niż 20 (bez tej czarodziejskiej liczby) czy 25 (z nią). Słowianie w połączeniu z nazizmem mają być kojarzeni jako mordercy biednych, jedynych Żydów, ewentualnie pomocnicy hitlerowców. To też świetna dla Niemców sprawa, dlatego też symbiotyczna miłość niemiecko-żydowska po chwilowych ekscesach kwitnie. Spreparowani Słowianie stanowią bezbronny cel holokaustycznego biznesu, wpływów politycznych, a do tego stanowią potwierdzenie tezy o holokauście jako mordzie wszystkich narodów na jedynych Żydach, wyjątkowości tegoż, niezwykłych cierpieniach…itd.

Takiego typu propaganda jest prosta i skuteczna, już pan Joseph Goebbels to wiedział.

Powracając do Słowian, trzeba podkreślić, że stanowili główną ofiarę nazizmu, czyli najliczniejszą. Chyba to kryterium powinno stanowić o „główności”, a nie pochodzenie rasowe, nieprawdaż? Niestety, tak oczywiste stwierdzenie faktów stanowi dzisiaj „antysemityzm”, rasizm, pomniejszanie cierpień, obrazę pamięci… reszta arsenału została już wymieniona. Na tym bowiem polega rasowy szowinizm.

Zostawmy jednak szowinistów na boku i przyjmijmy jakieś szacunki na temat Słowian. Jest to trudne z różnych względów. Wszystkie narody słowiańskie po wojnie znalazły się pod panowaniem komunizmu, z którego wiarygodnością lepiej uważać. ZSRR podawał liczbę ofiar cywilnych od 7 najpierw do 20 milionów kilka lat po wojnie. Obecni badacze rosyjscy (np. Heller i Niekricz) również podają liczbę 20 milionów. Badacze zachodni najczęściej też posługują się tą liczbą, ewentualnie o milion większą. Zdarzają się też liczby większe, 25, 30 milionów, które obejmują także ofiary ludobójstwa sowieckiego, trwającego podczas wojny i ofiary wojskowe. Te większe liczby wymagają jednak wnikliwszego przyjrzenia się. Gdyby obracać się w liczbach przy minimum ofiar, przyjmijmy za umiarkowanym i kompromisowym Normanem Daviesem, po odliczeniu ofiar żydowskich – nawet oficjalnych(!), że zginęło 14 milionów radzieckich cywilów, w przygniatającej części Słowian. Przy doliczeniu oficjalnej liczby 3 milionów Polaków (ofiar tylko nazizmu) i 1,2 miliona Serbów (ofiar Niemców, Chorwatów i Muzułmanów) otrzymamy liczbę około 18,2 miliona Słowian. Przy obliczaniu tych liczb pojawiają się jednak problemy, jak zmiana granic, ukrywanie ludobójstwa komunistycznego w ofiarach nazizmu, propaganda. Dlatego też podaję tu liczby przy dolnej kresce. Przy rozpatrywaniu ludobójstwa Niemiec na Słowianach jeszcze jedna rzecz wymaga podkreślenia. Otwarte plany Rzeszy wobec wschodnich terenów Europy, wyłożone już jasno w „Mein Kampf”. Oczy Rzeszy miały zwrócić się na wschód. Wielkoniemiecka Rzesza  miała rozciągać się od Atlantyku do Uralu, poza Ural nie zamierzała się posuwać. Tereny słowiańskie miały być poddane depopulacji, Słowianie wyniszczeni i deportowani na zachód Syberii, zdatni rasowo zgermanizowani, kilka milionów pozostawionych jako niewolnicy. Od początku wojny plan ten wcielano w życie, deportując Słowian do obozów koncentracyjnych (3/5 wszystkich więźniów) i na roboty do Niemiec, a także czyszcząc z nich wybrane obszary (polskie kresy zachodnie, Chełmszczyzna, obszary Winnicy na Ukrainie). Można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że realizacja polityki terroru zaprzepaściła nawet zwycięstwo nad ZSRR. Początkowo bowiem Niemców nieświadomi Słowianie witali jako wyzwolicieli od ludobójczego bolszewizmu i władzy żydowskich komunistów. Takie były fałszywe deklaracje, podchwycone dziś przez holopropagandę jak dowód…sam sobie dopowiedz tą litanię. Zaangażowanie ludności zajętych terytoriów do walki z bolszewizmem nie byłoby trudne. Ideologia na to nie pozwalała, choć po stronie Rzeszy w późniejszym okresie walczyły pewne słabe jednostki słowiańskie, popełniające często zbrodnie na innych Słowianach (np. SS-Galizien na Polakach). Tacy na przykład Ukraińcy zostali przez okupanta zamknięci z powrotem do kołchozów i zmuszeni do pracy jak w okresie sowieckim i obowiązkowych dostaw. Zupełnie niezrozumiałe jest dopuszczenie przez Hitlera do koniunkturalnego i elastycznego sojuszu z żydowskim bolszewizmem, rzekomo głównym wrogiem, a jednocześnie późniejsza idiotyczna z punktu widzenia zwycięstwa nad ZSRR polityka terroru i wyniszczenia ludności na wschodzie. Zastanawiające, niepoprawne pytanie z jasną odpowiedzią.

Ludobójstwo na wschodzie odbywało się konwencjonalnymi, zwykłymi metodami, dalekimi od widowiskowych i futurystycznych metod. Wieszanie, rozstrzeliwanie, palenie, masowe egzekucje, śmierć w obozach koncentracyjnych z powodu niewolniczej pracy, głodu, warunków bytu, chorób, tortur, egzekucji. 3 miliony słowiańskich jeńców wojennych z ZSRR zginęło w prowizorycznych obozach jenieckich. Zwyczajnie. Niepozornie. Bez rozgłosu. Dzisiaj nie istnieją.

Najciekawsze momenty oraz zakończenie jest na samym końcu tego filmu.

Proszę zwrócić uwagę, że ten film jest także pewnego rodzaju propagandą, która uwypukla pewne sprawy ale na temat  innych, komuś niewygodnych kwestii autorzy filmu milczą.

Niemniej film ukazuje pewne niezwykłe kulisy, znane niewielu ludziom, które pośrednio wyjaśniają cele owych zbrodni – Hitlera, Stalina Roosevelta, Eisenhowera czy innych.

Czy masowe mordy stosowano dla przyjemności? Czy zabijano z powodu zagrodzenia ich własnego bezpieczeństwa? Czy 12 tysięcy więźniów Katynia stanowiło jakiekolwiek zagrożenie dla sowieckich władz?

Czy 6 milionów Żydów groziło rewolucją Niemcom hitlerowskim?

Czy Hiroszima i Nagasaki były jakimkolwiek zagrożeniem dla kogokolwiek? Czy rzeź Drezna, straszliwa powolna śmierć w płomieniach ponad pół miliona ludności cywilnej miała czemukolwiek zapobiec czy kogokolwiek przed czymś obronić?

Istnieje tylko jedna wiarygodna na owe pytania, na przyczyny bestialskich mordów podczas II Wojny Światowej ze wszystkich walczących stron.

Był to plan eksterminacji jak największej ilości Chrześcijan! 

Celem II Wojny Światowej było wzmocnienie komunizmu, zniszczenie wroga Watykanu, czyli rosyjskiego kościoła ortodoksyjnego. Podobny los spotkał Serbów ortodoksyjnych. Zwróćmy uwagę na to, że w tym filmie nie padło ani razu słowo – Watykan – główny przyjaciel Hitlera! Sprawdź kulisy planów III wojen światowych w poniższych filmach.

Czyżby nasienie węża było jednak realne? Czyżby ludzie dokonujący z zimną krwią tak masowych mordów byli ludźmi? Sprawdź ten link – Nasienie Węża.

Najbardziej przerażające jest to, że historia lubi się powtarzać i trwają wręcz gorączkowe przygotowania do kolejnych, być może jeszcze większych rzezi. może się to rozpocząć w każdej chwili. I co najbardziej przerażające – prawie nikt nie trąbi na alarm!

A rzezie nadal trwają w wielu krajach. Ostatnio mieliśmy rzezie w Iraku, Jugosławii, Libii, w Somalii, w Afganistanie i w Syrii rzezie te trwają nadal. Przelew niewinnej krwi toczy się nieprzerwanie od czasu rzekomego zakończenia wojny – przy poklasku władz i mediów. Wojna ta nadal trwa i nigdy się nie skończyła. Od roku 1945 wymordowano co najmniej 20 milionów ludzi a Europa straciła ponad 60 milionów ludzi, którzy się nie narodzili – czy to z powodu aborcji, czy medialnego prania mózgów czy także stale pogarszającej się sytuacji gospodarczej, kreowanej w taki właśnie sposób przez władze będące pod nadzorem Watykanu, Masonów i Syjonistów.

Cały świat jest u kogoś zadłużony i tego KOGOŚ nikt nigdy nie wspomina w mediach. KTOŚ te wszystkie pieniądze kradzione nieustannie całemu światu posiada i z ich pomocą owym światem rządzi!

Zwróć także uwagę, że te trzy słowa nie występują w tym filmie! Watykan, Masoni, Syjonisci.

http://www.proroctwa.com/sowiecka-historia.htm

„Wielki głód”. Ukraińcy odkrywają przerażający rozdział swojej historii

 Wielki Głód na Ukrainie w latach 1932/33 przez lata był tematem tabu nie tylko na Ukrainie, ale także w Polsce. Dopiero w 2006 roku ukraiński parlament przyjął ustawę uznającą to tragiczne wydarzenie za ludobójstwo. Nie zna litości bestia ludzka.

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

Схожие плакаты СССР и Третьего Рейха (17 фото)

…..

Kto opłacił Lenina ? http://abelikain.blogspot.co.uk/2014/01/kto-opaci-lenina.html

Ta historia do niedawna była tajemnicą. Tajemnicę, którą starannie ukrywali bolszewicy, ich niemieccy opiekunowie i koła finansowe Niemiec, biorących udział w realizacji tego, co do tej pory zwie się „Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową”. Jest to udokumentowana wersja działalności człowieka, który doprowadził Lenina do władzy.

Reklamy

4 thoughts on “165 „Soviet story”, czyli sowiecka opowieść… o zagładzie Słowian 02

  1. To jest tak dobre, że idzie w całości…

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Tomasz-Wroblewski-10-zasad-jak-napisac-doskonaly-felieton-lewicowy,wid,17843060

    akt. 13.09.2015, 14:51

    Tomasz Wróblewski: 10 zasad jak napisać doskonały felieton lewicowy

    – Rzecz jest prostsza niż większość zazdrośników, którym imponują telewizyjne występy i czerwone dywany, sądzi. Zastosuj tych kilka zasad, a i ty zostaniesz gwiazdą lewicowej publicystki – pisze Tomasz Wróblewski, redaktor naczelny „Wprost”, w felietonie dla Wirtualnej Polski.

    Pierwsza podstawowa zasada: osoba aspirująca do miana gwiazdy lewicowej publicystyki musi pamiętać, że felieton nie ujawnia nowych faktów i nikogo nie edukuje. Jeżeli nawet poucza, unika liczb i twardych danych. To mogłoby sugerować, że autor nie był pewien swoich przekonań i szukał dowodów na ich poparcie. Lewicowy felietonista nigdy nie ma wątpliwości. Tekst może być sarkastyczny, ale nie zabawny. Czytelnik nie może odnieść wrażenia, że autor jest śmieszny. Bycie lewicowcem to śmiertelnie poważna sprawa.

    Zasada numer dwa: tekst ma budować wizerunek autora jako człowieka wyjątkowego. Szacownego i nieprzeciętnie dobrego, zatroskanego o innych. Nawet jeżeli troszczy się o swoje długi, czy boisko w szkole córki, to robi to z troski o wszystkie dzieci. Taki świecki święty. Czytelnik powinien czuć, że od samego czytania tekstu rozpiera go duma. Chłonie i z każdą linijką staje się lepszy od tych wszystkich, którzy myślą inaczej.

    Zasada numer trzy: zawsze, ale to zawsze, należy się trzymać ogólnie obowiązujących poglądów mainstreamu, czyli głównego koryta myśli lewicowej. Środowisko zostawia niewielki, ale pewien margines błędu. Poczatkującym autorom nie radzę jednak eksperymentów, bo łatwo wylecieć za nawias, o czym przekonało się w przeszłości wielu wybitnych lewicowców z Ryszardem Bugajem na czele, który otrzymał zakaz publikacji w „Gazecie Wyborczej”. Żeby zwrócić na siebie uwagę, radzę na początek skupić się na dobieraniu odpowiedniej liczby drastycznych przymiotników. Nigdy, ale to nigdy, nie dajmy się złapać na tym, że ktoś przelicytuje nas przymiotnikami. Zawsze powinniście być gotowi i mieć ich w zanadrzu więcej niż ktoś, kto już wcześniej pisał na ten sam temat.

    Uczmy się od najlepszych. W niedawnej debacie o imigrantach, trend został wytyczony przez nie byle kogo, bo red. zarządzającego „Gazety Wyborczej” Jarosława Kurskiego. On pierwszy napisał, że mu „Wstyd”. Wstyd mu było oczywiście za Polskę i jej niechęć do imigrantów. Tytuł obudował trzema mocnymi wyrażeniami przymiotnikowymi – „ksenofobiczny bluzg”, „moralny szalet”, „ludzie, tchórzliwie ukrywających swe nazwisko…”.

    Zgodnie z zasadą, że każdy kolejny lewicowy felieton, choć ma mówić to samo, to ma to mówić dosadniej, red. Tomasz Lis w tytule swojego felietonu użył słowa „wstyd” aż dwa razy. Po prostu jeszcze więcej wstydu – „Wstyd, Polsko, wstyd”. Następnie red. Lis zwiększył natężenie przymiotnikowe pisząc – „Kompromitująca jest ostentacja i nonszalancja…” „ …Oto żałosny egoizm i nietolerancja”.

    Redaktor Jacek Żakowski wystąpił jako trzeci i miał najtrudniejsze zadanie. Ale trafiło na człowieka, który jak mało kto zna swoją robotę: „…Nie tylko ksenofobiczną, rasistowską i islamofobiczną. Także – bez względu na kontekst – egoistyczną, samolubną, okrutną, tchórzliwą, agresywną i paranoiczną. Złą w niemal każdym wyobrażalnym sensie”. Żakowski wykonał Lisa do drugiej potęgi na znacznie mniejszej powierzchni. Mistrz.

    Zasada numer cztery: jeżeli już postanowiliście zostać lewicowym felietonistą, pamiętajcie, żeby szybko ustanowić swój lewicowy autorytet. Piszcie tak, jak byście przewracali oczami. Albo jeszcze lepiej – piszcie przewracając oczami w poczuciu wewnętrznego zażenowania małością i ograniczeniem intelektualnym konserwatystów. Tak jakbyście słyszeli red. Paradowską: „No, to po prostu żałosne”, „To mnie śmieszy”. Kiedy macie wrażenie, że nie starcza argumentu, przewróćcie oczami dwa razy i dalej już mimochodem: „To mnie już nudzi”, „Po co my tu rozmawiamy o aferze podsłuchowej, skoro nikt nie widzi żadnej afery”.

    Zasada numer pięć: lewicowy publicysta niechętnie odwołuje się do autorytetu, bo sam jest autorytetem, ale jeżeli już, to może sięgnąć po autorytet red. Wielowieyskiej – „Przecież wszyscy wiedzą, że to nieprawda…” „Wszyscy pamiętają”, „Wszyscy się zgadzają”.

    Zasad numer sześć: każdy popularny argument, na który nie mamy kontrargumentu, zawsze możemy nazwać „populizmem”. Doktor Habilitowany Radosław Markowski stworzył z tego słowa istne arcydzieło, ba, napisał nawet pracę „Populizm a demokracja”. W dyskusji o jednomandatowych okręgach potrafił w jednym zdaniu kilka razy powtórzyć słowo „populizm”. I nie potrzebował już żadnego innego argumentu, by dowieść swojej tezy.

    Zasada numer siedem: żeby dowieść swojej przewagi intelektualnej, zawsze możesz sięgnąć po zdrobnienia. I tak, red. Lis pisze: „zakładają szatki troski”, można też „przebierać nóżkami” i „wymachiwać rączką”. To pomaga zbudować ekstra dystans. Im mocniej uda się zdeprecjonować drugą stronę, tym więksi będziecie wydawali się waszemu czytelnikowi. A o to w końcu chodzi.

    Zasada numer osiem: jeżeli już ustanowiliście swój autorytet i postawę godną piedestału lewicowca, możecie przystąpić do psychologizowania. Przedstawiania konserwatystów jako paranoików i niepewnych siebie ksenofobów. To nieodłączny element tego gatunku literackiego. Paweł Felis pisząc w „Gazecie Wyborczej” o krytycznych głosach pod adresem „Idy” Pawlikowskiego, zaczyna od tych, którym „Ida” się spodobała. Chodzi o tę część „która jest otwarta na świat i rozumie, na czym polega sztuka. No i nie ma kompleksów”. O osobach, którym film się nie podoba, czytamy : „część zawistna, ksenofobiczna, z którą nie chcę mieć nic wspólnego, będzie pewnie jeszcze bardziej wkurzona”. Klasyk.

    Swego czasu miałem przyjemność rozmawiać z panią Kazimierą Szczuką. Nie pamiętam już jak zeszło na temat nierówności społecznych, ale pamiętam, że spotkanie skończyło się wykładem pani Kazimiery, że powinienem czytać więcej książek, które ona czyta i tam wyraźnie mądrzy ludzie mówią o tym, że kapitalizm się nie sprawdził. Następnego dnia, Pani Szczuka, osoba nader kulturalna, zadzwoniła i powiedziała, że może nie powinna tak mnie besztać, na co odpowiedziałem, że nie była to moja pierwsza rozmowa z lewicowym autorytetem i niczego innego po niej bym się nie spodziewał. Pani Kazimiera jak klasyczny przedstawiciel grupy, najpierw ustanowiła siebie autorytetem, a potem moje odrębne zdanie uznała po prostu za brak wykształcenia w dziedzinie ekonomii i międzynarodowej problematyki.

    Zasada numer dziewięć: prezentując konserwatystów jako osoby zakompleksione i skrzywdzone przez los, trzeba bardzo uważać, by nie wdepnąć na kruchy lód litości nad słabszymi. Red. Ewa Wanat o dzieciach państwa Elbanowskich powiedziała, że są „nierozgarnięte” i źle się to skończyło. Tak więc początkującym autorom radzę ograniczać się do kilku sprawdzonych fraz i sformułowań, które pomogą czytelnikowi z wizualizacją mrocznej postaci konserwatysty i nigdy nie pozwolą na cień litości. Dlatego konserwatyści, czyli „wystraszeni zmian i lepszego świata, zakompleksieni ludzie”, powinni dodatkowo występować w kontekście pejoratywnych przymiotników i zwrotów: „małostkowy”, „karzeł moralny”, „odrażający”, „mściwy”.

    Zasada numer dziesięć: W przypadku konserwatystów ekonomicznych, najczęściej spotykamy się z przymiotnikami takimi jak „zaślepiony”, „śmiesznie uparty”, „naiwny neoliberał”. To tych kilka dobrodusznych, ale są też bardziej zdecydowane, często kierowane również pod adresem autora niniejszego poradnika – „tępy neoliberał” czy „kapitalistyczny zabobon”.

    Dla zainteresowanych pisaniem antykapitalistycznych felietonów i poćwiczenia swojego kunsztu na mojej skromnej osobie, mam całą długą listę doskonałych wyrażeń przymiotnikowych.

    Tomasz Wróblewski dla Wirtualnej Polski
    *
    Wkrótce w Wirtualnej Polsce felieton o tym, jak napisać doskonały felieton prawicowy.
    *
    Tomasz Wróblewski – redaktor naczelny tygodnika „Wprost”.

    ~budgie 3 godziny i 45 minut temu
    Strzał w dziesiątke;) Gratuluje:)

    ~czytelnik 2 godziny i 34 minut temu
    Świetny artykuł-brawo i dziekuje! Pani Szczuka nie jest dla mnie żadnym autorytetem-zydomomuna przynajmniej „teoretycznie” juz sie skonczyla

    ~kaja 2 godziny i 43 minut temu
    świetne, fantastyczne. Bez inwektyw można przeciwnika znokautować jego własnymi wypowiedziami. Gratuluję lekkiego pióra.

    ~igigyftr5r5 1 godzinę i 25 minut temu
    Ostatnio w Polsce, tylko takie lewicówki się serwuje polskiemu społeczeństwu…poradnik jak znalazł. Brawo!!!

    CiceroXL 1 godzinę i 24 minut temu
    Panie Tomaszu, znakomity felieton, obnażył pan wszystkie chwyty stosowane w lewicowej socjotechnice. Gratulacje!

    ~uHu 54 minut temu
    W punkt opisane środowisko PrOpagandzistów z okolic GW i Tvn

    ~wibrafon 14 minut temu
    Świetny tekst. A jaka będzie reakcja Lisa i jemu podobnych? – No, teraz wam pokażę…

    Polubienie


  2. Imperium zła – Lektor PL

    Published on Jan 5, 2014
    Mógłbym tu wiele wytknąć wytykającemu, ale pozostawię to oglądającym (KRK który kradł, mordował, spiskował, stworzył strukturę „mafijną”-kościelną, rządził światem jako państwo-religia nadal chce mieć władzę nad światem.) Nagranie dla tych którzy umieją rozdzielić fakty od manipulacji.

    Polubienie

  3. to ja tylko dodam w temacie:

    Bardzo dziękuje Ci Tom za ten film! Gross, Tokarczuk, Wegener, Obama, Comey… i inni wam podobni mali Goebbelsi i przeciw-polscy, przeciw-słowiańscy oszczercy i kłamcy… napawajcie się… także i waszą jewropejska i usraelską spuścizną, skoro ośmielacie się zaprzeczać faktom!!! 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s