225 Wernher von Braun – inżynier Hitlera, bohater Ameryki, czyli „Polak” z Wyrzyska… i szwagier Adolfa?!!


Wernher von Braun jako dyrektor należącego do NASA Centrum Lotów Kosmicznych im. George”a Marshalla. 1 maja 1964 r. (fot. NASA/Wikimedia Commons / )

Kiedy kilka miesięcy temu zobaczyłem ten artykuł po raz pierwszy, to zapisałem odnośnik do niego i jego tytuł  i odłożyłem go na później,.. czyli tak jak o wielu innych zwyczajnie zapomniałem. Przypomniał się sam dzisiaj pewno dlatego, że dwa dni temu opublikowałem inny wpis nawiązujący do niego, czyli ten tu:

https://skribh.wordpress.com/2015/12/02/223-nasladowcy-hitlera-amerykanie-traktowali-wiezniow-obozow-koncentracyjnych-jak-bydlo-zeby-tylko-to/

Ktoś mógłby powiedzieć, że to memy wzajemnie przyciągają się… Pewno miałby rację…

Ten artykuł to dowód na to, ile ciekawych wiadomości można czasem odnaleźć, kiedy przegląda się komentarze. Czasem są one beznadziejne, a czasem można trafić na perełki, które otwierają jakieś nowe drzwi postrzegania rzeczywistości, jak to stałe się właśnie teraz, bo sami pomyślcie…

Taka przekorna myśl przyszła mi do głowy, że gdybym był jakimś wiodącym propagandzistą, publikującym w oficjalnych mediach, to napisałbym wpis o tym jak to dobry lub zły* „Polak” Wernher von Braun, urodzony w Wyrzysku w Wielkopolsce, najpierw dobrze lub źle* służył tym mitycznym „nazistom” z Księżyca chyba lub z Marsa*, by potem tym jakoś nagle zbudować potęgę rakietową Usraela i wszystkich innych demokratycznych państw, ot tak sobie magicznie, rach ciach! Taki zdolniacha!

A tak swoją drogą, to jeśli to prawda, że Ewa Braun była jego siostrą, czy nawet kuzynką i rzekomo miała być tzw. żydówką, to był nasz młody i mądry Wernher tym „Polakiem”, czy raczej tzw. żydem, czy Usraelczykiem w końcu, no bo przecież ani Niemcem, ani tym bardziej jednym z tych mitycznych „nazistów”, no to przecież nie był… czy jednak był?

*Niepotrzebne skreślić

~fred 2015-08-30 (08:34)
Brawo. Kolejna bajka o kolejnym uczciwym i szlachetnym Niemcu.

~POS 2015-08-30 (09:47)
Wernher Braun – Amerykanin z Wielkopolski.

~krzysztof 2015-08-30 (06:58)
Von Braun urodził się po prostu w Wyrzysku

~yo 2015-08-30 (06:51)
zraz chwileczkę w takim razie van braun urodził się w polsce!

~j23 2015-08-30 (08:00)
Zapomniano dodać, że był szwagrem Hitlera, bo Eva von Braun, żona Hitlera to była rodzona siostra Vernera..

~ajatopikam 2015-08-30 (09:31)
Amerykańska moralność. Jak widac moralność ,to pojęcie względne.

~helktu 2015-08-30 (08:48)
Hipokryzja amerykanów nie zna granic…

~Uu 2015-08-30 (07:32)
Na wszystkich zdjęciach bez munduru. To jakiś gienialny niemiecki cywil który nienawidził hitlera ?

~AKa 2015-08-30 (07:26)
cały wzrost technologiczny amerykańce zawdzięczają hitlerowcom którym udzielili azylu, nikt nigdy nie przyzna ile wywieźli złota dokumentacji i zbrodniarzy 😦

~Olim 2015-08-30 (09:11)
Skończmy wreszcie z tym szaleństwem. Autostrady to tez nazistowski pomysł czy mamy je zburzyć ? Nie każdy Niemiec który chodził ze swastyką to zbrodniarz

~aleks 2015-08-30 (09:10)
a Klaus Barbie-kat z Lyon, tez pracowal dla amerykanow…. ci milosnicy demokracji zatrudnili i ukrywali tysiace hitlerowcow po wojnie…..

~kokololo 2015-08-30 (09:02)
Taka wlasnie jest wojenka. Ilez mordow i czystek mozna byloby uniknac gdyby proste przykazanie o milosci do blizniego bylo nie tylko pustym frazesem. Obuda nominalnych tzw. chrzescijan tez niestety zostala przepowiedziana przez Ciesle

http://historia.wp.pl/title,Wernher-von-Braun-inzynier-Hitlera-bohater-Ameryki,wid,17806560,wiadomosc.html

Wernher von Braun – inżynier Hitlera, bohater Ameryki

W historię rakiet od samego początku wpisany był tragiczny paradoks. Z jednej strony symbolizowały postęp technologiczny i odwieczne marzenie człowieka o dosięgnięciu kosmosu, z drugiej wykorzystywane jako broń – przynosiły śmierć. Takie też było życie Wernera von Brauna – zawieszone pomiędzy programem Apollo a V-2 – „cudowną bronią” Hitlera. Jednym z największych osiągnięć ludzkości, a zbrodnią. Von Braun sam do końca twierdził, że wszystko co robił, miało go przybliżać do gwiazd. Pytanie, czy można zmierzać do nich po trupach? – pisze Marcin Makowski w artykule dla WP.

„Ludzie w XVI i XVII wieku sądzili, że aby posiąść kontrolę nad światem, trzeba kontrolować morza i oceany. Tak i my dzisiaj, aby kontrolować Ziemię, musimy mieć władanie nad przestrzenią kosmiczną, która ją otacza” – mówił Wernher von Braun pod koniec lat 50. do amerykańskich polityków, przekonując ich do rozpoczęcia misji załogowej na Księżyc. Jeszcze kilkanaście lat wcześniej jako Sturmbannführer SS obserwował, jak to samo dążenie przyczynia się do konstrukcji rakiet, które zamiast podbijać kosmos, miały zapewnić istnienie Tysiącletniej Rzeszy. Jak wiodła droga życia człowieka, którego geniusz zaprowadził do takich skrajności?

Spoglądając w gwiazdy

Wernher Magnus Maximilian baron von Braun urodził się 23 marca 1912 r. w niewielkiej miejscowości Wirsitz w prowincji pruskiej. Jego ojciec, baron Magnus von Braun, był nie tylko arystokratą i człowiekiem interesu, ale również ministrem rolnictwa w Republice Weimarskiej. W 1920, kiedy na mocy traktatu wersalskiego Wirsitz przeszedł w ręce polskie i został przemianowany na Wyrzysk, rodzina von Braunów podjęła decyzję o przeprowadzce do Berlina. Co ciekawe, młody Wernher nie był matematycznym orłem na początku swojej nauki. Przełom nastąpił w wieku 13 lat po lekturze książki „Rakieta w przestrzeni międzyplanetarnej” pioniera astronautyki Hermanna Obertha. „W roku 1925 od matki dostałem w prezencie mały teleskop. Od tego czasu spędzałem z nim długie godziny, wpatrując się wieczorami w Księżyc i gwiazdy” – tak po latach opisał jedno z kluczowych doświadczeń, które obok lektury wspominanej pracy sprawiły, że całe swoje życie marzył o jednym – dosięgnięciu gwiazd. Od tej pory w szkole wybierał tylko te przedmioty, które mogły go przybliżyć do realizacji swojego celu.


Wernher von Braun w Peenemünde, marzec 1941 r. fot. Bundesarchiv/Wikimedia Commons

Z czasem wiedzą o fizyce prześcignął nawet swoich nauczycieli, którzy w zastępstwie pozwalali mu prowadzić lekcje. We wrześniu 1929 17-letni von Braun wstąpił do Niemieckiego Stowarzyszenia Rakietowego (Verein für Raumschiffahrt), w którym zapaleńcy podobni do niego konstruowali pierwsze rakiety. To właśnie tam pod okiem swojego mentora Hermanna Obertha, którego poznał w Berlinie, prowadził prace nad silnikami napędzanymi paliwem płynnym. W latach 30. niemiecki rząd zaczął wykazywać duże zainteresowanie militarnym rozwojem technologii rakietowej, dlatego widząc postępy młodego naukowca, zaproponowano mu współpracę. W tym czasie w 1931 r. Wernher zyskał tytuł magistra za pracę z inżynierii aeronautycznej, a dwa lata później obronił doktorat na Uniwersytecie Berlińskim. Jego dysertacja zatytułowana „Projekt oraz teoretyczne i eksperymentalne podejście do problemu konstrukcji rakiet napędzanych paliwem ciekłym” okazała się na tyle ważna dla przyszłości niemieckich sił zbrojnych, że postanowiono zakamuflować jej oryginalny tytuł i przemianować na enigmatyczne „O próbach spalania”. Von Braun miał wtedy 22 lata, uczył się pilotażu i był na prostej drodze do Peenemünde – tajnego ośrodka badań nad rakietami ulokowanego nad Morzem Bałtyckim.

Peenemünde – marzenia mają swoją cenę

Od tego momentu jego kariera w III Rzeszy przebiegała błyskawicznie. W 1936 nadal młody nawet jak na ówczesne czasy Wernher wstępuje do Luftwaffe i zostaje dyrektorem technicznym Peenemünde. Na początku swojej pracy zajmuje się badaniami nad silnikami odrzutowymi instalowanymi w samolotach. Dosyć szybko, po wybuchu wojny, okazało się jednak, że straciły one priorytet na rzecz rakiet balistycznych A-4, które do historii przeszły jako V-2 – „cudowna broń” Hitlera. Co ciekawe, jak przyznał sam von Braun już po wojnie, podczas konstrukcji swojej rakiety wiele pomysłów zaczerpnął od amerykańskiego inżyniera i fizyka Roberta Goddarda.

Nie zmienia to jednak faktu, że właściwie pod każdym względem prześcigał on pionierów, którymi się inspirował. Pierwszym krokiem milowym jego pogoni za gwiazdami był dzień 3 października 1942 r., kiedy eksperymentalna rakieta A-4 została pierwszym skonstruowanym przez człowieka obiektem, który opuścił atmosferę ziemską wznosząc się na pułap 80 km. Od tego momentu był już tylko krok do wykorzystania rakiet w celach militarnych.

V-2 mierzyła 14 metrów, jej masa startowa wynosiła prawie 13 ton, a w 80 sekund była w stanie rozpędzić się do prędkości ponaddźwiękowej. Maksymalny zasięg 380 km oraz udźwig 975 kg sprawił, że z ogromnym entuzjazmem na cały projekt zaczął spoglądać Adolf Hitler. Miał on nadzieję, że rakiety typu V będą siały terror najpierw w brytyjskich, a później amerykańskich miastach jako odwet za alianckie bombardowania. Stąd nazwa Vergeltungswaffe, czyli „broń odwetowa”. Jej pierwszy start odbył się 7 września 1944 r., a pociski spadły na Londyn i Paryż. Do 27 marca 1945, kiedy ostatnia rakieta opuściła pozycję startową w Peenemünde, ponad 3 tys. V-2 trafiło w cele w pięciu krajach (kilkaset eksplodowało w powietrzu). Przez ponad siedem miesięcy ponad 1660 rakiet uderzyło w Belgię a 1400 w Anglię. W samym tylko Londynie ponad 2700 osób, głównie cywilów, zginęło w wyniku ataków rakietowych. Jeśli dodać do tego ofiary na kontynencie, okaże się, że konstrukcja Wernhera von Brauna pochłonęła niemal 10 tys. ofiar. Nie były to jednak wszystkie mroczne strony niemieckiego programu rakietowego. Dodatkowe tysiące istnień ludzkich kosztowała mordercza praca więźniów z podziemnej fabryki obozu koncentracyjnego Mittelbau-Dora.

Talent nie ma narodowości

Paradoksalnie, choć von Braun był osią napędową programu pocisków rakietowych III Rzeszy, został aresztowany przez Gestapo za sianie defetyzmu. W marcu 1944 r. na suto zakrapianym przyjęciu powiedział przed zgromadzonymi, że od samego początku miał nadzieje, że produkowane przez niego konstrukcje będą jedynie wynosiły ludzi w kosmos, a wojna dla Niemiec skończy się tragedią. Po dwóch tygodniach w więzieniu został zwolniony na oficjalne polecenie Hitlera. Był zbyt ważny, aby można było marnować jego cenny talent, a III Rzesza nie miała czasu do zmarnowania.


Wernher von Braun (z ręką w gipsie) wraz z innymi niemieckimi naukowcami poddaje się amerykańskim żołnierzom. 3 maja 1945 r. fot. Wikimedia Commons

Nawet jednak sukces militarny V-2 nie był w stanie odwrócić nieuchronnego końca nazizmu, do którego Wernher starannie się przygotowywał. Dokumenty konstrukcyjne, które rozkazano mu zniszczyć, ukrył w górach Harzu, a przerażony opowieściami o żołnierzach radzieckich, postanowił poprowadzić swoich podwładnych do kapitulacji przed wojskami amerykańskimi, jeszcze przed złożeniem broni przez III Rzeszę. SS, do którego sam należał, wysłało za grupą uciekinierów patrol z rozkazem zabicia ich i zniszczenia wszelkich dokumentów, von Braun zdołał jednak dotrzeć 2 maja do oddziałów patrolowych US Army i tam oficjalnie oddać się w ich ręce.

Wiedział, że umiejętności, które posiada to jego przepustka do wolności. Nie mylił się. Stany Zjednoczone, które miały w perspektywie konflikt ze Związkiem Radzieckim, nie wypuściły z ręki żadnego naukowca, który mógł się przysłużyć do rozwoju ich potencjału militarnego. Bez względu na jego przeszłość. Nie było czasu do stracenia, dlatego już w czerwcu 1945 w ramach operacji Paperclip Wernher von Braun wraz ze współpracownikami został odesłany do Fort Bliss w Teksasie. W ślad za nimi powędrowało 150 przejętych przez amerykanów rakiet V-2. Dosyć szybko, bo już 16 stycznia 1946 roku, na poligonie w White Sands w Nowym Meksyku przeprowadzono pierwsze testy ogniowe niemieckiej broni odwetowej. Pomimo pewnych problemów z celnością (jedna z rakiet spadła na terytorium Meksyku), testy przeprowadzano sukcesywnie aż do 1949 roku, kiedy pociski po prostu się skończyły.

Welcome to Huntsville, the Rocket City

Rok później zespół Wernhera von Brauna został skierowany do niewielkiego miasta Huntsville w Alabamie, gdzie uczestniczył w projektowaniu pocisków balistycznych średniego zasięgu Redstone, na bazie których skonstruowano Jupitera C. Rakieta ta 31 stycznia 1958 roku wyniosła na orbitę Explorera 1 – pierwszego amerykańskiego satelitę. Nie uprzedzajmy jednak faktów. W Huntsville, które za sprawą przemysłu zbrojeniowego z czasem zaczynało się dynamicznie rozrastać i zdobyło przydomek Rocket City, von Braun poświęcał swoją uwagę nie tylko konstruowaniu, ale również popularyzowaniu idei lotów kosmicznych. Walnie przyczynił się do zorganizowania pierwszego Sympozjum Lotów Kosmicznych w 1951 roku w Nowym Jorku, w którym uczestniczyła ówczesna śmietanka naukowa oraz – na co już wtedy kładł duży nacisk – liczni przedstawiciele prasy.

Najciekawsze prace naukowe zostały opublikowanej w kolejnym roku w specjalnym wydaniu magazynu „Collier” pod zbiorczym tytułem „Człowiek niedługo podbije kosmos”. Tekst, który zamieścił tam Wernher von Braun, z fantastycznymi ilustracjami statków kosmicznych, planami budowy stacji orbitalnej i skolonizowania Księżyca, pobudził wyobraźnię Amerykanów. W programach „Tomorrowland” produkcji Walta Disneya niemiecki uczony z pasją pokazywał, że kosmos jest bliżej niż się wydaje. Poczucie to, szczególnie po wystrzeleniu pierwszego sztucznego satelity Ziemi przez Związek Radziecki, było w Ameryce na wagę złota. Minorowych nastrojów nie poprawiła nawet wspomniana misja Explorera 1, który w odróżnieniu od Sputnika dokonał przełomowego odkrycia, dowodząc istnienia tzw. radiacyjnego pasa Van Allena. Kolejny wielki sukces von Brauna – wyniesienie na orbitę dwóch astronautów podróżujących rakietą Redstone w ramach projektu Merkury, również odbyło się w cieniu radzieckiego sukcesu Jurija Gagarina.


Start rakiety Saturn I skonstruowanej przez Wernhera von Brauna fot. NASA/Wikimedia Commons

Saturn V i program Apollo

Wernher von Braun i jego zespół nie zamierzali się jednak poddawać. W 1960 r. wraz z transferem do utworzonej dwa lata wcześniej Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmiczne (NASA), już po przyznaniu obywatelstwa jako pełnoprawny Amerykanin, von Braun rozpoczął pracę w Marshall Space Center w Huntsville. Jako jego pierwszy dyrektor kontynuował rozwój projektu budowy rakiety, która miała wynieść człowieka na Księżyc w programie Apollo, ogłoszonym przez Johna Kennedy’ego podczas przemówienia w Kongresie w 1961 roku. Cel ten potwierdził w słynnym przemówieniu na Uniwersytecie Rice, zwracając się pośrednio w kierunku ZSRR: „(…) oczy świata skierowane są teraz w kosmos – ku Księżycowi i dalszym planetom. Przyrzekliśmy sobie, że nie będzie nad nim panować wroga flaga podboju, lecz sztandar wolności i pokoju”. Wernher von Braun miał pomóc w realizacji tego ambitnego zadania. Całe jego życie zmierzało do tego momentu.

Mając przed oczami – dosłownie i w przenośni – cel misji Apollo, von Braun rozpoczął prace nad Saturnem I, największą rakietą jaką kiedykolwiek zbudowano. W 1966 roku Saturn IB dostarczył lądownik Apollo na orbitę okołoziemską aby po licznych poprawkach, ogromny Saturn V w 1969 wyniósł załogę Apollo 11 na powierzchnię Srebrnego Globu. Von Braun powiedział kiedyś, że rakieta uwolni człowieka z kajdan grawitacji, które przykuwają go do tej planety. A kiedy ten dzień nadejdzie, „otworzą się przed nim bramy do nieba”. Być może o tym właśnie myślał, kiedy Neil Armstrong stawiał pierwsze kroki na Księżycu. Kiedy Wernher von Braun wrócił do Hunstville, uradowani mieszkańcy wnosili go na rękach, a transparenty głosiły „Teraz zabierz nas na Marsa!”. W ramach uznania od prezydenta otrzymał Medal za Wybitną Służbę, jedno z najważniejszych odznaczeń przyznawanych w USA, a 16 marca 1970 został zastępcą dyrektora NASA ds. planowania. Był to już jednak okres, w którym kolejne loty na Księżyc nie budziły tak wielkiego zainteresowania, a von Braun być może rządny nowych wyzwań, po dwóch latach zdecydował się na wyjazd do Waszyngtonu, gdzie objął stanowisko wiceprezesa w firmie lotniczej Fairchild Industries.

Ręka Stwórcy

Kiedy wyjeżdżał z miasta jako jego honorowy obywatel, mówił na pożegnanie: „Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że pierwsze lądowanie na Księżycu było wydarzeniem, po którym ciężko będzie zrobić coś równie spektakularnego. Jest tylko jeden Księżyc i obawiam się, że w nadchodzących latach nie będziemy w stanie tego lądowania przyćmić. Kiedy zainteresowanie programem kosmicznym będzie maleć, musimy jednak zrobić wszystko, aby technologię, które przy tym powstała, wykorzystać w codziennym życiu, do rozwoju ludzkości”. Być może właśnie w tych słowach w całej pełni objawił się pragmatyzm Wernher von Brauna.

Choć nigdy nie poleciał w kosmos, to za jego sprawą po raz pierwszy opuściliśmy orbitę okołoziemską. Czas wyścigu i przełomu powoli się jednak kończył, a z wyprodukowanej technologii trzeba było zrobić użytek. Niedługo po swoim wyjeździe dowiedział się, że zdiagnozowano u niego raka, mimo tego pracował i nadal popularyzował wiedzę o programach kosmicznych. „Niektórzy mówią, że dzięki temu teleskopowi będziemy umieli zajrzeć daleko w głąb kosmosu, że dostrzeżemy rękę Stwórcy” – mówił o planach budowy Hubble’a, pracując na emeryturze w Fairchild. Siwy, wyraźnie szczuplejszy przez walkę z chorobą, ale nadal z błyskiem w oku. Dr. Wernher von Braun zmarł po nieudanej operacji 16 czerwca 1977 w Alexandrii w stanie Virginia. Do dziś postać konstruktora V-2 i Saturna V jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych figur w historii nauki.

Marcin Makowski dla Wirtualnej Polski

ff 2015-08-30 (10:35)
Te wszystkie rakiety V powstały w fabrykach produkowane przez więźniów. Ten pan nadzorował to przedsięwzięcie i doskonale zdawał sobie sprawę ile tysięcy ludzi przy tym zamordowano. Na pewno więcej niż zabiły te rakiety. W gruncie rzeczy on powinien być sądzony jako zbrodniarz wojenny. Dziwi mnie przedstawianie go jako bohatera. Widzę, że świat szybko zapomniał o zbrodniach II Wojny Światowej. Podobne zbrodnie popełniali Japończycy w Chinach w tym czasie. Tam testowali broń chemiczną i biologiczną. Skala tych zbrodni była przerażająca dotyczyła bodajże ponad 100 tys. ludzi !! Też oczywiście amerykanie im obiecali bezkarność za wyniki badań. Dla porównania twórcę Wikiliks amerykanie obecnie ścigają jakby był nie wiem jakim zbrodniarze. Pod pretekstem popełnienia rzekomego przestępstwa w Szwecji.

~Maniac’s-Hunter 2015-08-30 (12:08)
Niestety, homo homini lupus.

~Rabski 2015-08-30 (12:19)
Von Braun mógł wiedzieć, ale osobiście nikogo bezpośredni nie zamordował. Oto jest pytanie. Kto jest bardziej winny? Dyrektor czy nadzorca? Po wyrokach sądowych widać., że nadzorca, bo mógł zdezerterować. Dzisiaj von Braun byłby uniewinniony.

~kacperskyy1 2015-08-30 (12:50)
on nie nadzorowal on byl glownym konstruktorem rakiet, odpowiadal za obliczenia za ich konstrukcje zastosowanie mechanizmow zeby polecialy w gore. Proponuje wycieczke do Penemmunde (60 km od Swinouscia) i troche sie dokształcic.

~ff 2015-09-09 (09:46)
Większość SS-manów pracujących w obozach koncentracyjnych tłumaczyła się po wojnie, że oni nikogo osobiście nie zabili. Idąc Twoim tokiem rozumowania to należało przede wszystkim skazać więźniów z jednostek co obsługiwali komory gazowe oraz spalarnie. Moim zdaniem kierownik/ nadzorca ZAWSZE jest odpowiedzialny za zbrodnie jakie wykonywane są na jego bezpośredni lub pośredni rozkaz. Powinien ponosić większą odpowiedzialność niż np. żołnierz, który wykonuje jego rozkaz. W dzisiejszych czasach rządzący nawet w demokratycznych krajach często wywołują wojny dla zysku. Giną na nich setki tysięcy ludzi. Dlatego współczesne prawo jest takie by chronić „kierowników-zbrodniarzy”.

~… 2015-09-03 (22:05)
Ale ci Amerykanie to chory naród. Nagradzają i odznaczają człowieka, który przyczyniłby się do ich unicestwienia, jeśli zdążyłby z projektem V-2 na czas…

~lbr 2015-09-01 (09:27)
To jest oburzające, że w rocznicę napaści na Polskę i rozpoczęcia przez hitlerowskie Niemcy rzezi Europy, nie ma na ten temat ani słowa, a jednocześnie wychwala się oficerów SS. Czy to już nie przesada? Czy aby zbytnio nie staramy się przypodobać zachodowi, który 76 lat temu zdradził nas i sprzedał hitlerowi?

~abc 2015-09-03 (21:33)
na niemieckim portalu niemieccy bohaterowie

~iza2000 2015-09-03 (18:55)
nie chodzi o bohaterstwo, ale o to, ze po zwyciestwie amerykanie przejeli tony dokumentacji naukowych z roznych dziedzin i powojenny rozkwit stany zawdzieczaly faszyzmowi i milionom anonimowych istnien wiezniow obozow koncentracyjnych, a my mozemy sobie to uswiadomic dopiero teraz, gdy mija 70 lat od zakonczenia wojny, bo wczesniej archiwa byly obwarowane przepisami prawnymi o tajemnicy

~pol 2015-09-01 (12:47)
nie on jeden z byłych nazistów niemieckich jest bohaterem hameryki

~sdjc bsduncb 2015-08-30 (10:53)
Autor artykułu chyba chce nam podświadomie powiedzieć że „Chamerkyka” to banda tumanów.

~Maniac’s-Hunter 2015-08-30 (11:23)
Jestem pewien, że autor tego akurat nie chce powiedzieć. Prawie wszystkie doświadczenia prowadzone wówczas w hitlerowskich Niemczech były bardzo zaawansowane, ponieważ hitlerowcy nie liczyli się przede wszystkim z tzw. humanitarnym aspektem. Naukowcy prowadzący dalsze badania wolą jednak nie zawracać sobie tym głowy. Po wojnie wielu z nich korzystało np. z wyników uzyskanych z doświadczeń przeprowadzonych na więźniach obozów koncentracyjnych.

~student 2015-08-30 (09:34)
Komu potrzebny ten „odgrzewany kotlet”??? Kto zbudowal sovietom centryfugi do wzbogacania plutonu…kto zbudowal zapalnik do bomby atomowej?? Manfred von Ardenne i inni niemieccy uczeni. Kto odbudowal armie i wojsko NRD?? generalowie Wermachtu!! Kazdy z aliantow(oprocz Polakow) bral z Niemiec ,dokumentacje, uczonych i cale zaklady produkcyjne. Sowieci wywozili szyny kolejowe ,cale fabryki ktore pozniej rdzewialy w stepie, bo nikt nie wiedzial co z tym zrobic!!!

~roczniak 2015-08-30 (10:21)
W polityce nie ma skrupułów i miejsca na sentymenty im wcześniej to zrozumiemy tym lepiej dla nas. Wielka szkoda, że nasi politycy są jedynie nieudacznikami i non stop raczkują w tej dziedzinie.

~adam 2015-08-30 (09:39)
von Braun ile ludzi ma na sumieniu ? więżniów pracujących w zarządzanych przez niego zakładach ile trupów za sobą zostawił zanim oddał się Amerykanom

~tor 2015-08-30 (09:58)
@adam ^ To jest wlasnie wielka hipokryzja Amerykanów ! Ilu nazistow przygarnęli u siebie Amerykanie ?!? A pozniej nawet chyba Obama ( jeśli dobrze pamietam) mowi ze to były polskie obozy śmierci , wstyd i hańba !

komen 2015-08-30 (09:42)
Amerykanie to mistrzowie hipokryzji, sami współpracowali, ściągnęli do siebie setki/może tysiące nazistów, a teraz taki szef FBI pierd..li, że m.in. w Polsce byli kolaboranci. Swoją wypowiedź powinien zacząć właśnie od współpracy usa z nazistami. A do tego jeszcze nas szef MSZ’tu przemilczał sprawę – żenada, bo niby nie wypada drażnić „naszego największego” sojusznika – śmiech na sali. Jeśli nie będziemy reagować na tego typu komentarze, wypowiedzi płynące ze świata to nim się obejrzymy, …za 30-50lat jeszcze usłyszymy, że to my jesteśmy wszystkiemu winni. Zwróćcie też uwagę, że coraz rzadziej słyszy się, że to Niemcy wywołali wojnę tylko naziści, III rzesza, ale że „Niemcy” to już dawno nie słyszałem – przypadek??

~Art 2015-08-30 (08:32)
W ten sposób naukowiec uniknął osądzenia bo był przydatny Amerykanom. Amerykanie byli hipokrytami bo z jednej strony osądzali ludzi współpracujących z Nazistami a z drugiej strony jak widzieli interes dla siebie to potrafili o wszystkim zapomnieć. Gdyby nie ten i inni niemieccy naukowcy to USA w czasach „zimnej wojny” była by daleko z tyłu w nowatorskich rozwiązaniach rywalizując z ZSRR. Gdyby Niemcy nie rozpętali II wojny światowej to dzisiaj by byli potęgą w każdej dziedzinie gospodarki i nauki i to oni być moze rywalizowali by w czasach zimnej wojny z ZSRR a nie Covboye……

~CB 2015-08-30 (09:20)
Przecież ZSRR też bazował na niemieckich naukowcach, tylko oni się tym nie chwalili, a gdy nie byłi już potrzebni, zostali zamordowani. A razem z naukowcami i pracownikami, wywieźli z Niemiec całe fabryki i stąd mieli masę technologii. Tak samo dzięki Amerykanom, którzy posyłali im masę sprzętu w ramach lend-lease, a oni później to kopiowali.

~aleks 2015-08-30 (08:35)
Braun nie byl takim niewinnym naukocem, poniewaz w jego zakladach pracowali i gineli wiezniowie obozow…..do NSDAP wstapil 1937 wiec nie byl antynazista…………….

~vald lee 2015-08-30 (08:11)
Dobry artykuł trochę tendencyjny ponieważ część naukowców przesadzono z Niemiec do Sovietów ale o tym w artykule cisza. Była specjalna akcja tzw. Łapanka niemieckich naukowców. Amerykanie i Rosjanie poszukiwali z wszystkich dziedzin naukowców. Oni stanowili łakomy i cenny kąsek ze względu na ich wyobraźnię i doświadczenie zdobyte w trakcie trwania konfliktu oraz dorobek naukowy . Pozyskanie ich do współpracy mogło stać się bodźcem do rozwoju Sovieckiego Sojuza póżniej nazwanego ZSRR ( CCCP) jak i USA i tak się stało w obu krajach !

~Adam 2015-08-30 (08:10)
Zarówno Amerykanie jak Rosjanie brali wszystko co w ich oczach dawało możliwość zdobycia przewagi nad konkurencją. Z tą różnicą, że tym pierwszym udało się przechwycić więcej wybitnych umysłów. Powojenne osiągnięcia techniczne w obu państwach są mocno zakorzenione w hitlerowskich Niemczech. Tak pod względem technologicznym jak i kadrowym.

~figo 2015-08-30 (07:37)
Ta wiadomoscia ameryki nie odkryliscie,bo juz dawno ogladalem film dokumentalny w niemieckiej tv o tym jak po wojnie amerykanie wywiezli go do USA a gdy zgodzil sie pracowac dla nich sprowadzili mu rodzine i to on prowadzil badania i wyscig z ZSRR co do podboju kosmosu.

~myszka miki 2015-08-30 (07:36)
Rosjanie to samo robili. To na niemieckich rakietach wzorowały się sowieckie konstrukcje rakietowe i to niemieccy naukowcy i konstruktorzy wzięci do niewoli budowali sowieckie rakiety. I gdyby Sowieci pochwycili von Brauna, to by pracował dla nich a nie dla amerykanów – i dziwne jest i nie rozumiem dlaczego gazeta i jej redaktorzy tylko amerykanom ten fakt wytykają.

~sv 2015-08-30 (07:35)
Na talencie inżyniera rakietowego W. von Brauna skorzystali wszyscy obecni potentaci rakietowi w USA, Rosji, Francji, Chinach, Indiach i Japonii. Wszyscy oni po II wojnie uczyli się budować rakiety na podstawie konstrukcji pocisku balistycznego V2. W. von Braun kierował zespołem inżynierów, którzy zaprojektowali ogromną i niezawodną rakietę księżycową Saturn V, natomiast wszystkie jej elementy (silniki, systemy sterowania, konstrukcja zbiorników oraz statek dowodzenia Apollo CSM i lądownik księżycowy LM) to dzieło amerykańskich inżynierów i producentów z czołowych ośrodków naukowych i znanych firm (Rocketdyne, Boening, American Rockwell, itd).

~merrs 2015-08-30 (07:15)
to świadczy tylko o tym jakimi zbrodniarzami są Amerykanie, dziwi mnie tylko fakt, dlaczego polskie rządy tak włażą w du.. tym bandziorom, za wizy?, to oni między innymi sprzedali nas Stalinowi, a później kreowali się na bohaterów, co to wyrwali nas ze szponów komunizmu, to są najwięki terroryści na świecie, żywią się wojnami i krwią bezbronnych, bo wojny dają im zarobić , aby utrzymywać tę swoją zgniliznę, to jest naród wyzuty z człowieczeństwa. Wojna na Ukrainie, to też robota tych ćpunów, bo to czysty zysk, taka mała wojna w Europie, dostarczanie broni, zaprowadzanie swoich porządków i dojenie kasy – tak wygląda amerykańska demokracja, niestety jak się ma taki skundlony rząd jak my Polacy, to niczego dobrego spodziewać się nie można, a nowy prezydent, już klęczy przed tymi szumowinami i błaga o wsparcie, to już modlitwa nie wystarcza?

2 thoughts on “225 Wernher von Braun – inżynier Hitlera, bohater Ameryki, czyli „Polak” z Wyrzyska… i szwagier Adolfa?!!

  1. to ja tylko dodam w temacie:

    Bardzo dziękuje Ci Tom za ten film! Gross, Tokarczuk, Wegener, Obama, Comey… i inni wam podobni mali Goebbelsi i przeciw-polscy, przeciw-słowiańscy oszczercy i kłamcy… napawajcie się… także i waszą jewropejska i usraelską spuścizną, skoro ośmielacie się zaprzeczać faktom!!! 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.