337 O językoznawstwie i nie tylko, czyli podsumowania i wyjaśnienia do przygotowań przed Wielkim Marszem… w nieznane 06

Debata „Podlasie 1941: Pogromy. Leczenie polskiej pamięci „

Wpis ten powstał jako przyrzeczona dodatkowa odpowiedź na stwierdzenia zawarte tu:

https://skribh.wordpress.com/2016/09/09/336-o-jezykoznawstwie-i-nie-tylko-czyli-podsumowania-i-wyjasnienia-do-przygotowan-przed-wielkim-marszem-w-nieznane-05/#comment-7174,

Włodzimierz Skupień on 2016-09-11 o 05:36 said:
„Czytam te wypowiedzi i komentrze i zamieram z przerżenia. Taka ilośc jadu i nienawiści jest nie do przełknięcia na jeden raz. (…) Polecam lekturę. Polecam też ” Miasta Smierci” Mirosława Tryczyka . Po jej lekturze nie mogłem spać przez kilka dni. Jak Pan Skribha to przeczyta, niech napisze recenzję i podzieli się na forum.”

… jak i na przedstawione w dalszych komentarzach tego samego autora jego (jak sam je okreli) „naiwne” poglądy, zarzuty i zwykłe pomówienia, jakie padły pod moim adresem, które niestety mimo moich trzykrotnych próśb pozostały nadal niczym nie poparte, patrz:

https://skribh.wordpress.com/2016/09/09/336-o-jezykoznawstwie-i-nie-tylko-czyli-podsumowania-i-wyjasnienia-do-przygotowan-przed-wielkim-marszem-w-nieznane-05/#comment-7206

https://skribh.wordpress.com/2016/09/09/336-o-jezykoznawstwie-i-nie-tylko-czyli-podsumowania-i-wyjasnienia-do-przygotowan-przed-wielkim-marszem-w-nieznane-05/#comment-7227

Wszystko to miało miejsce pod moim poprzednim artykułem, traktującym o przeciw-polskich oszczerstwach i kłamstwach, jakie „Polki i Polacy” i ich nie-polscy współplemieńcy powielają gdzie tylko mogą, jako część starannie zaplanowanej akcji zniewolenia umysłowego Polek i Polaków, zwanej pedagogiką wstydu. Było i jest to robione min. w celu osiągnięcia nienależnych im korzyści majątkowych, jako wg nich tzw. zadość uczynienie za rzekome zbrodnie Narodu Polskiego (czyli także i ich samych)… popełnione podczas okupacji niemieckiej, jaka miała miejsce podczas 2 Wojny Światowej, na obywatelach Rzeczypospolitej Polskiej pochodzenia tzw. żydowskiego.

Tak, czy siak, tzw. pedagogika wstydu, ani żadna inna próba piętnowania jak leci na oślep np. akurat mnie, czy stosowania odpowiedzialności zbiorowej, ani próba przerzucania odpowiedzialność z jednej osoby na drugą, itp… na mnie nie działa i działać nie będzie i zamierzam bezwzględnie bronić mojego zdania i dobrego imienia, oczywiście za pomocą dowodów i źródeł, jak zwykle!

Pragnę jeszcze raz wyjaśnić, że dla mnie NIE MA ŚWIĘTYCH LUDZKICH KRÓW, czy innych „WYBRANYCH”, KTÓRYM NIC NIE MOŻNA ZARZUCAĆ… BO COŚ TAM.. co oznacza, że KAŻDY CZŁOWIEK JEST DLA MNIE Z ZASADY RÓWNY, CZY TO KOBIETA, CZY MĘŻCZYZNA, CZY DZIECKO… I MA PRAWO BYĆ TRAKTOWANY ZGODNIE Z JEGO PRZEKONANIAMI, WIERZENIAMI, KULTURĄ I TRADYCJĄ…

…O ILE JEDNAK NIE NARUSZA TO PRAW INNYCH LUDZI… NP. NAS SŁOWIAN, KTÓRZY MAMY PRAWO, JAK INNI, JAK I NASZE PRZEKONANIA, WIERZENIA, KULTURA I TRADYCJA… BYĆ RÓWNIEŻ RÓWNIE TRAKTOWANI PRZEZ WSZYSTKICH INNYCH BEZ WYJĄTKU,.. A JEŚLI TAK NIE DZIEJE SIĘ, NO TO JEST TO DLA MNIE ZWYCZAJNIE ZWYKŁA DYSKRYMINACJA, A NAWET RASIZM…

Jeśli komuś to, co napisałem powyżej przeszkadza lub ma w tym temacie inne zdanie.. no cóż to jego problem, ale taka osoba jest dla mnie zwyczajnym intelektualnym tchórzem, żeby nie napisać dosadniej…

Chcę teraz przyjrzeć się wiarygodności osądów osób, i tej która w komentarzach wymienionych powyżej zarzuciła mi to, co mi zarzuciła, jak i tej osoby i jej książki, na którą ta pierwsza powołała się przy okazji bezpodstawnego oczerniania mnie…

Od teraz przytoczę jedynie źródła i obce opinie, tak by każda / każdy, kto przeczyta to, mogła / mógł sam wyrobić sobie swoje zdanie… Na pierwszy ogień pójdą te oficjalne i wszędzie upowszechniane… a potem… te inne… nie tak znane i mniej landrynkowe…

…..

http://www.rm.com.pl/product-pol-912-Miasta-smierci-Sasiedzkie-pogromy-Zydow.html

Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów
Poruszający i prawdziwy obraz wydarzeń, o których nie możemy zapomnieć.

Autor: Mirosław Tryczyk
Tytuł: Miasta śmierci
Liczba stron: 460
Format: 158×213 mm
Oprawa: Oprawa miękka
ISBN: 978-83-7773-086-7
Wydawnictwo: Wydawnictwo RM
Rok wydania: 2015

Książka, która wstrząśnie Polską.

Kilka lat temu dzięki głośnej książce Jana Tomasza Grossa w polskiej świadomości pojawił się temat Jedwabnego. Jednak był to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wąsosz, Radziłów, Szczuczyn czy Jasionówka to tylko niektóre miasteczka i wsie, w których dochodziło do pogromów ludności żydowskiej – tym tragiczniejszych, że dokonywanych przez sąsiadów.

Książka Mirosława Tryczyka wprowadza zupełnie nowe informacje na temat zbrodni dokonanych na obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego w latach 1941-1942. Na podstawie akt procesów toczących się w oparciu o tzw. Dekrety Sierpniowe, zeznań świadków żydowskich i polskich zebranych w latach powojennych, Żydowskich Ksiąg Pamięci spisanych przez ocalałych z Zagłady i rozmów przeprowadzonych podczas własnych badań autor buduje prawdziwy obraz wydarzeń, o których nie możemy zapomnieć. Analizuje również związki pomiędzy obecną w prasie i życiu społecznym ideologią narodową, nacjonalistyczną i antysemicką, a wystąpieniami antyżydowskimi z roku 1941. Wiele uwagi poświęca procesowi powojennego ukrywania i fałszowania prawdy o polskim udziale w holokauście.

Historyczne znaczenie opisywanych wydarzeń i analizowanej ideologii jest dla autora punktem wyjścia do pogłębionych rozważań nad źródłami oraz przejawami postaw antysemickich w Polsce z okresu drugiej wojny światowej, oraz szerzej – nad kondycją ludzką. Wydarzenia opisane przez autora to przerażający przykład tego, do czego zdolni są zwykli ludzie, jeśli uzbroi się ich w odpowiednią ideologię i da – choćby milczące – przyzwolenie na zbrodnię.

Patroni medialni:

Granice.pl Midrasz Jewish

O Autorze:
Dr Mirosław Tryczyk (ur. 1977) — doktor nauk humanistycznych. Autor książki Między imperium a świętą Rosją, a także artykułów i tekstów poświęconych problematyce historii myśli społeczno-politycznej, sztuce ikony oraz etyce. Laureat wielu nagród, w tym dla najlepszych absolwentów uczelni wyższych w VI konkursie pod patronatem Procter&Gamble Polska. Wielki miłośnik słowiańskiego wschodu.

O książce napisali:

Mirosław Tryczyk stworzył dzieło wielkie, jakie daremnie czekało od dziesięcioleci na historyków zdolnych a chętnych się jego podjąć.
prof. Zygmunt Bauman
Uniwersytet Leedski

Podkreślić należy, że autor, podejmując tak trudny i bolesny problem, wykazał się szczególną starannością w doborze i krytyce źródeł oraz znajomością warsztatu naukowego historyka.
dr hab. Piotr Rozwadowski
Społeczna Akademia i Nauk

Przedstawienie przez autora w sposób systematyczny i szczegółowy koszmarnego obrazu grzechów popełnianych przez Polaków wobec swych sąsiadów-Żydów jawi się jako warunek niezbędny ich odkupienia i zbawienia (…).
prof. dr hab. Aleksandra Jasińska-Kania
Uniwersytet Warszawski

…..


Pomnik poświęcony ofiarom mordu w Jedwabnem / Polska Agencja Prasowa / Michał Zieliski

http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ksiazki/artykuly/502071,miroslaw-tryczyk-miasta-smierci-sasiedzkie-pogromy-zydow-w-latach-1941-1942.html

Nie tylko Jedwabne… „Miasta śmierci” na Podlasiu. „Polacy stopniowo uczyli się zabijać Żydów”

05.10.2015, 06:25 | Aktualizacja: 17.07.2016, 22:23

Przemysław Średziński

Książka „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” autorstwa dr. Mirosława Tryczyka opisuje bestialskie mordy, których dokonano nie tylko w Jedwabnem, ale też w kilkunastu innych miastach i wsiach Podlasia. W swoich badaniach autor korzystał m.in. z materiałów zgromadzonych w IPN, zeznań świadków zbrodni złożonych w śledztwach, materiałów radzieckich, niemieckich i instytutu Yad Vashem.
(…)
Gdzie byli w tym czasie Niemcy? Jaka jest ich rola w tym wszystkim?

Na miejscu były pododdziały Einsatzgruppen B, ale z niemieckich raportów wynika, że ściągano też posiłki. Spod Olsztyna przyjeżdża np. naprędce sformowany pododdział, który ma za zadanie ogarnięcie tego terenu. Wtedy bowiem większość sił niemieckich pojechała na Mińsk. W zależności o tego, co działo się w danej miejscowości, Niemcy wyrażali zadowolenie i dawali Polakom „wolną rękę” w dalszym rozprawianiu się z Żydami. Potem pozostawiali ich samych i wyjeżdżali, by dokonywać podobnych pacyfikacji gdzie indziej. Bywało też, że wspierali mord (tak zdarzyło się np. w Rajgrodzie, gdzie wspólnie z Polakami rozstrzelali kilkudziesięciu mężczyzn w tzw. choinkach rajgrodzkich). Ich pojawienie się było też często sygnałem do przejścia przez polskich mieszkańców do ostatecznego aktu wymordowania wszystkich żydowskich sąsiadów – co Niemcy fotografowali (np. Jedwabne), by następnie zdjęcia te wykorzystać propagandowo, jako dowód na wrodzony antysemityzm występujący także u ludów słowiańskich.

Sprytny zabieg.

Trzeba bowiem podkreślić, że udział Niemców był oczywiście istotny, nie można jednak twierdzić, jak czyniono do tej pory w polskiej narracji historycznej, że miał wpływ i charakter całkowicie inicjatywny.

Co to dokładnie oznacza?

Gdy zjawiali się Niemcy, zbrodnie już trwały. Musimy pamiętać też o tym, że w Szczuczynie do pogromu mogło dojść już we wrześniu 1939 roku. Niemcy, którzy weszli tam wtedy, a potem się wycofali na mocy Paktu Ribbentrop-Mołotow, powstrzymali ten pogrom i nie pozwolili miejscowej ludności na jego dokonanie. Zastrzelili jednego żydowskiego chłopaka, co jakby zmniejszyło napięcie w mieście.

Niemcy powstrzymali Polaków przed pogromem Żydów? Naprawdę? To brzmi wręcz niewiarygodnie.

Z perspektywy Szczuczyna tak to wyglądało. Mówiąc „Niemiec”, widzimy w naszym uproszczonym oglądzie historycznym z tamtego okresu, esesmana z trupią główką na czapce, ale ci Niemcy, o których mówimy, to były po prostu oddziały frontowe Wehrmachtu. Przyjeżdżały do miasteczka jak np. patrole żandarmerii frontowej, które w Goniądzu natknęły się na „krwawą łaźnię”. Próbowali więc zaprowadzić tam porządek, na dzień lub dwa. W Goniądzu rozstrzelali np. grupę Polaków za to, że ci nie chcieli podzielić się z nimi zrabowanymi dobrami. To jednak sprawiło, że pozostali Polacy na pewien czas dali Żydom spokój.
(…)

Czytaj więcej

Rzecznik Muzeum Holokaustu atakuje Polaków. „Pomagali Niemcom polować na Żydów”

Maciej Stuhr o ataku za „Pokłosie”: Ciosy od „hejterów” mnie śmieszą

Zarzuty za nawoływanie do nienawiści: Nie przepraszam za Jedwabne

Kwaśniewski o pytaniu o Jedwabne: Wstyd dla Dudy i jego rodziców

Awantura w studiu Radia ZET. „Komorowski też mówił, że Polacy są narodem sprawców”

~Ken 2015-10-05 07:31
„Niemcy powstrzymali Polaków przed pogromem Żydów” To cytat z tej książki. Jeszcze trochę czasu i się okaże, że to Niemcom z SS będą stawiali pomniki sprawiedliwych wśród narodów świata i będą im sadzić drzewka w Izraelu. Proponuję , aby doktor Josef Mengele został patronem któregoś ze szpitali w Polsce

~Robnad 2015-10-05 08:25
no to wam niezgadzające się morny przyPOmnę. „rewelacje” Grossa o Jedwabnym, ten szczuj oparł na zeznaniach świadka Żyda, który po wybuchu wojny niemiecko -ruskiej 22 VI 1941 r. dał z Jedwabnego drapaka, wiedzac dobrze co go tam może czekać, jako gorliwego budowniczego komuny. tenże to „naoczny” świadek z odległości paru kilometrów „dokładnie” widział cały koszmar. dalej juz wszystko POtoczyło sie utartym szlakiem z górki przez szczujnie antypolskie, zjechały sie cyngle TVP, TVN i Polsatu do Jedwabnego i do roboty. za flaszkę alpagi, czasem gorzały, miejscowy „patriotyczny” element roztaczał przed sPOnsorami wizje jakich oczekiwali, i jakie skrzętnie zapisywali.

~WWR 2015-10-05 07:28
Kolejny zaciekły atak na Polskę i Polaków. Sygnał dał niejaki GroSS i żydki z USA żądające od Polski 65 mld $ okupu. Akcja opluwania Polski przez żydków trwa. Zapewne niedługo NYT kolejny raz napisze o polskich obozach zagłady.

~Wer 2016-07-28 18:04
Potomkowie polskich morderców wolą iść w zaparte! Wstyd i hańba!

~hehe 2016-07-29 20:37
oj, prawda was w oczy kole

~mariusz 2015-10-05 09:16
kolejny który chce zrobic karierę. Napiszmy i my książkę o zdrajcach żydach w 1939 roku co witali Armię Czerwoną co z NKWD wydawali polskich patriotów na sybir lub strzał w tył głowy. NAPISZMY O ŻYDACH W APARACIE UB KTÓRZY ZABILI POLSKICH PATRIOTÓW PO WOJNIE . I O OBECNYCH

~CWP 2015-10-05 21:24
„Autot” Mirosław Tryczyk to lewicowy aktywista, współpracuje z GW, udzielał się w TwoimRuchu Palikota, wielki obrońca Prof. Zygmunta Baumana !!! I wszystko jasne !!! Czy można bardziej szkodzić Polsce ???

~WWR 2015-10-05 09:05
A oto recenzja „dzieła” z sierpnia br:
„Mirosław Tryczyk stworzył dzieło wielkie, jakie daremnie czekało od wielodziesięciu lat na historyków zdolnych a chętnych się jego podjąć. Wielkie: bowiem doniosłe dla przywrócenia świadomości narodowej wiedzy o przeszłości, której brak ciąży na jej teraźniejszości, a przyszłości gorzej jeszcze jej przedłużająca się nieobecność wróży. (…)”

Prof. Zygmunt Bauman

http://interia360.pl/ksi%C4%85%C5%BCki/artykul/miroslaw-tryczyk-miasta-smierci-sasiedzkie-pogromy-zydow-w-latach-1941-1942,74249

~Kocioł 2015-11-11 12:20
Bauman ma rację. Niestety…

~Poinformowany 2015-10-10 13:20
Kolejny atak na nas biednych, potulnych, niewinnych, kochanych, pomagających wszystkim i cierpiących za cały świat nieskazitelnych Polaków! To akcja antypolskia kierowana z Marsa. Jak sądzicie – po co te amerykańskie źydy wysyłają tam łaziki. Czy na Marsie mieszkają Polacy? Nie! Skoro nie Polacy, to antypolacy! Wszystkim kierują antypolacy z marsa!

~ana 2015-10-05 11:35
autor tego paszkwilu jak naprawdę się nazywa? Dlaczego przyjął nazwisko morderców jego braci?

~Patriota 2016-07-18 17:33
Jakie miał nazwisko rodowe ten Średziński przed jego zmianą, to wszystko wyjaśni. Polacy muszą stawić odpór tej bezczelności krajowych i zagranicznych czosnków. To będzie ciężka i długa walka ale nie możemy się poddawać. Na pewno zwyciężymy.

~dd 2015-10-14 21:26
Sam sposób jak wyrażasz się o Żydach świadczy o nienawiści do ludzi. A jakie masz, człowieku biedny, dowody na to, że ciemnogrodzkie chłopy spod Białegostoku używały wideł tylko do przerzucania siana i siekiery tylko do rąbania drzewa ? Masz? Jeśli tak, pozwolę Ci rzucić we mnie kamieniem.

~Alf 2015-10-05 07:15
Reżyserzy robiący filmy o „mordercach Polakach” , pisarze piszący o tym książki , aktorzyny grający w takich filmach to karierowicze dla których jest to mozliwość zaistnienie bo wiadomo że żydzi rozdmuchają temat na cały świat. A jak ktoś pomoże im oczerniać Polaków to może też liczyć na nominacje, nagrody itd. W naszym narodzie zawsze znajdowali się jacyś radziwiłowie , bieruty,… i inne zdradzieckie menty. Dla mnie ci plujący na Polskę , na własny naród ( o przepraszam rzeczywiście nie na własny bo to w większości scyzorykiem chrzczone) to zwykłe śmieci nie godne naszego obywatelstwa i naszego kraju. Spróbowali by tak na Rosję gadać w Rosji to by z łagdu za kilkanaście lat wyszli bo tam mimo że chory kraj i chora władza to na własny naród NIE POZWALA SIĘ pluć!!!

~zeta 2015-11-29 17:50
przy każdej okazji trąbi się o Wołyniu, zawsze miałam co do tego wydarzenia mieszane uczucia, po pierwsze zwiększona liczba pomordowanych bo tak naprawdę ok.60 tys, Ukraińców prawie drugie tyle, a tu widzimy Polaków również w roli oprawców, czyli widły, siekiery co było pod ręką.Straszne to wszystko razem, najbardziej okropne przełamywanie w sobie oporów moralnych, kim właściwie jesteśmy my ludzie??? Przykazanie mówi Nie zabijaj, więc o tym się wtedy nie pamięta???

~negev 2015-10-05 06:53
Znalazł doktorzyna temat wreszcie. Teraz ma okazję wybić się. Bez konsultacji z grossem pewnie się nie odbyło.

~misz 2015-10-05 07:21
Wystarczy pisać źle o Polakach, dobrze o Żydach i Niemcach a zdobywa się popularność i poparcie ” światłych tego świata.” U nas Michniki, Lisy już się postarają , aby głośno było o tym panu.Również światowe związki Żydów. Popularność i sprzedaż książki murowana, A za tym pieniądze.

~beton 2015-10-05 07:30
Kolejna publikacja na zlecenie . Po wywiadzie widać że autor nie przygotował materiału historycznego tylko dopasował wyjątki do tezy którą na dostał zlecenie .

~Robnad 2015-10-05 07:18
stek bredni. wychodzi na to, że od końca czerwca 1941 r do początków 1942 r.na terenach zagarniętych przez kacapów 17 IX 1939 r., Polacy rządzili się i mogli robic co chcieli. ciekawe z czego robił doktorat, gdzie i kto był jego promotorem. w sumie, kopa w doope tej mendzie.

~Maria 2015-10-05 22:46
Mój dziadek też pochodził z Podlasia na Lubelszczyźnie. Przed wojną miał handlowe kontakty z Żydami.Opowiadał, jak przed wybuchem wojny pytał jednego ze swoich kontrahentów, dlaczego Żydzi nie uciekają przed Niemcami i usłyszał, że Żydzi będą Niemcom potrzebni jako pośrednicy w kontaktach z Polakami, bo znają niemiecki i miejscowe stosunki.

~T 2015-10-05 08:57
Tak bo nikt nie opisuje skąd takie a nie inne nastroje tylko same nastroje i ich skutek:) Przydałby sięjakiś Polski pisarz coby opisał wreszcie jak się Żydki zachowywały na Podlasiu i zamknął mordy tym poprawnym szczekaczom

~INT 2015-10-05 21:44
Jeszcze niech ten napisze jak zachowywali się żydzi od 17.09.1939 do czerwca 1941 kiedy na tych ziemiach rządzili Rosjanie i NKWD. Ilu z nich było właśnie w NKWD i załatwiało swoje sprawy z Polakami „urzędowo”. Teraz ich zbrodnie spływają na Rosję a oni niewinni.

~belg5 2016-01-27 18:44
Ręce opadają. Dominują tu wypowiedzi wręcz wnuków tamtych morderców z łomżyńskiego. gotowych powtarzać tamte zachowania; należy smagać te narodowe przywary. Chwała Grossowi i Tryczykowi!

…..

I trochę więcej pochwalnych recenzji z oficjalnych źródeł. Nie przytaczam żadnych cytatów, bo pomijając prawa autorskie itd, wszystko to ten sam jeden wielki miut i makaron w uszach… Polecam zwłaszcza pierwsze artykuł, gdzie w dużym formacie wypowiedziały się „Polki”, jak np. BARBARA ENGELKING – kieruje Centrum Badań nad Zagładą Żydów Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Przewodnicząca Międzynarodowej Rady Oświęcimskie, jak i wypowiedzieli się „Polacy”, jak: Prof. dr hab. Andrzej Żbikowski, Żydowski Instytut Historyczny,.. i inni ale to już w komentarzach…

http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,19167293,nie-sluchaj-ojca-swego-rozmowa-z-autorem-ksiazki-miasta-smierci.html

http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ksiazki/artykuly/502071,miroslaw-tryczyk-miasta-smierci-sasiedzkie-pogromy-zydow-w-latach-1941-1942.html

http://wmrokuhistorii.blogspot.co.uk/2015/11/miasta-smierci-sasiedzkie-pogromy-zydow.html

http://www.newsweek.pl/historia/pogromy-zydow-w-polsce-miasta-smierci,artykuly,371176,1.html

http://www.newsweek.pl/plus/spoleczenstwo/pogromy-zydow-wywiad-z-autorem-szokujacej-ksiazki,artykuly,371231,1,z.html

…..

A teraz… a teraz „odrobina” dziegciu… do tego słoju lukrem…

…..


Mistrz szkalowania Polski Gross i jego uczeń Tryczyk

http://www.fronda.pl/a/mamy-kolejnego-grossa-ktory-szkaluje-dobre-imie-polski,58039.html

Jak Polacy uczyli się zabijać Żydów na Podlasiu. Paszkwil Tryczyka

Filozof dr Mirosław Tryczyk napisał książkę, w której oskarża Polaków o mordowanie Żydów w czasie wojny. Tryczyk jest znany ze wspierania postulatów lewicy i środowisk LGBT. Przedstawia się jako „miłośnik słowiańskiego wschodu”.

Książka nie trafiła jeszcze do księgarni, ale Mirosław Tryczyk opowiedział już w wywiadzie dla „Dziennika” o jej zawartości. Jak przekonuje, podczas wojny Polacy z Podlasia z własnej inicjatywy zaczęli masowo mordować Żydów, a do zbrodni podżegali księża i nauczyciele. Zdaniem filozofa zdarzało się, że Niemcy chronili Żydów przed Polakami. Tryczyk mówi, że impulsem do napisania książki były antysemickie poglądy jego ojca i dziadka. Traczyk mówi takie oto rzeczy: „Trzeba pamiętać o tym, że wschód II RP, a zwłaszcza tereny obecnego Podlasia zarówno po obecnej polskiej jak i białoruskiej stronie granicy, był zdominowany przez środowiska narodowe. To widać w statystykach, wynikach wyborów, składach rad gminnych i miejskich z lat 30. ubiegłego wieku z tego terenu. W Jedwabnem oraz miasteczkach wokół niego przeważały nastroje, które określiłbym jako skrajnie narodowe. We wsiach zwolennicy Obozu Narodowo-Radykalnego dokonywali zamachów bombowych na Żydów. Organizowano marsze antyżydowskie, bojkoty sklepów, oblewanie naftą produktów i bicie Polaków, którzy kupowali w sklepach żydowskich. Warto przypomnieć, że już w latach 30. policja powstrzymała pogrom w Radziłowie. Te akcje narodówki były powszechne. Do tego dochodziły tzw. akcje wychowawcze, ale w tym negatywnym znaczeniu tego słowa. Świadectwa, do których dotarłem, mówiły na przykład, że na lekcjach religii dzieciom kazano trzymać bułkę w zębach przez całą lekcję – za karę, bo ją kupiły w żydowskiej piekarni. Opowiadano dzieciom, że Żydzi są odpowiedzialni za śmierć Chrystusa”.

Podobnie jak Jan Tomasz Gross Mirosław Tryczyk nie jest z wykształcenia historykiem. Dotychczas występował w mediach jako zwolennik postulatów lewicowych partii (np. Twojego Ruchu Janusza Palikota) oraz środowisk homoseksualnych. Zabierał też głos w sprawie kibiców piłkarskich. Krytykował m.in. zorganizowane przez wrocławskich fanów futbolu obchody ku czci żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

Traczyk atakuje również polski kler: „Współcześni badacze historii Kościoła na tamtym terenie podkreślają nasycenie lokalnego kleru poglądami narodowymi i nacjonalistycznymi. Gdy już trwały rozciągnięte w czasie pogromy, tak jak np. w Radziłowie, ksiądz Aleksander Dołęgowski bardziej podsycał te nastroje niż je tonował. Chociaż nie należy przy tym zapominać o postawie księdza Bolesława Czarkowskiego z Brańska, który wyraził swój głęboki sprzeciw wobec nastrojów antysemickich i pogromowych, co chyba zadecydowało, że pogromu w Brańsku nie było. Ale to też pokazuje, jaki był wpływ miejscowego kleru na rozwój wydarzeń. Mógł on podsycać nastroje, ale mógł je też tonować. W 14 badanych przeze mnie miejscowościach dominowała niestety ta pierwsza postawa”.

Tryczyk przedstawia się jako „miłośnik słowiańskiego wschodu”. W kwietniu br., kiedy do Polski usiłowali wjechać członkowie rosyjskiego gangu motocyklowego „Nocne Wilki”, Tryczyk wyśmiewał na swoim blogu osoby blokujące przejazd. Twierdził, że w tej sprawie wybuchła „absurdalna medialna histeria”.

KJ/dziennik.pl/culturovo.pl/twitter.com

5.10.2015, 10:33

następca drożdżówki
Przykład idzie z góry. Skoro prezydent może szkalować swój kraj, to i pisarze mogą.

Eccehomo
Różne krzywdzące osądy postępowania Polaków względem Żydów w czasie wojny idą po linii niemieckiej polityki historycznej usiłującej wskazać tzw. „winowajcę zastępczego”. Tzw. „naziści” nie byli przecież kosmitami – prawda ?

optymista12345
Jako „miłośnik słowiańskiego wschodu” mający korzenie ze wschodu,twierdzę na podstawie opowiadań moich rodziców, krewnych /Nowa Wilejka, Wilno, Grodno, Szczuczyn,……,/ pojęcie antysemityzmu tam w owym czasie nie funkcjonowało………

betonowy_lolek

– wystarczy porównać – widać jaka jest skala antypolonizmu w Polsce oraz bezkarności Żydów. Co mamy w Polsce obecnie ? Mamy kontynuację napaści Żydów na Naród Polaków. Wy macie jąkanie w buzi, gdy chcecie powiedzieć prawdę o Żydach, a Żydzi mają brak skrupułów, aby wywieźć wagony Polaków do żydowskich gułagów zagłady. Dalej drodzy niewolnicy ignorujcie wasze rany, dalej mówcie, sobie „nie stwierdzę, że ten pan jest Żydem, bo to antysemityzm”. A tym czasem natura nam nakazuje bronienie swojego narodu – bezwzględne, gdy chodzi o nasz kraj – to też musi być położony kres skrępowania na jakiejkolwiek linii obrony naszego narodu. Jeżeli ktoś szkaluje Polaków i ten ktoś jest Żydem, to wręcz trzeba wskazać, że „on jest Żydem”. Trzeba wskazać, aby w następstwie szybko wezwać ambasadora Żydów do wytłumaczenia się. W rezultacie otrzymamy przybliżony stosunek reszty Żydów, czy pokrywa się on tym szkalowaniem.
No niestety, ale Polacy mają przetrącony kark i są na wyginięciu.

Monarchista
Kiedyś czytałem historię pewnego żyda – mieszkańca Jedwabnego, który nie zginął w pogromie bo wówczas wyjechał do innego miasta (postaram się poszukać źródła). A mnie to najbardziej dziwi, że po masakrze w Jedwabnem nadal żył sobie kilka lat wśród tych mieszkańców 🙂 Znał każdego mieszkańca tej wsi i nie bał się wśród nich mieszkać mimo, że doskonale wiedział co się tam wydarzyło. Czy gdyby to była sprawka wyłącznie Polaków tam mieszkających to zgodziłby się mieszkać z katami swoich współwyznawców?

kubamarc
Muszę się pochwalić że miałem wątpliwą przyjemność być, przez miesiąc, uczniem M. Tryczyka (zanim wydał książkę był nauczycielem etyki). Z lekcji tych można było wynieść wiedzę iż pan Tryczyk jest wojującym lewicowcem, co pokazywał twierdząc np. że islam jest religią miłości, w odróżnieniu od chrześcijaństwa (przykłady: Breivik i IRA). Na szczęście lekcje etyki/religi nie są już obowiązkowe wobec czego szybko zaprzestałem chadzania do Dr. Tryczyka

…..

http://www.mysl-polska.pl/668

Znowu sąsiedzi …

Książka „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów” autorstwa mało znanego dotąd doktora filozofii Mirosława Tryczyka pojawiła się w księgarniach. Autor opisuje w niej rzekomo nieznane dotąd mordy, dokonane nie tylko w Jedwabnem, ale też w kilkunastu innych miastach i wsiach Podlasia.

W swoich badaniach opiera się – tak przynajmniej promowany jest w mediach – na materiałach „zgromadzonych w IPN, zeznań świadków zbrodni złożonych w śledztwach, materiałów radzieckich, niemieckich i instytutu Yad Vashem”.

Można odnieść wrażenie, że Mirosław Traczyk odkrywa prawdę o faktach historycznych dotąd badaczom nieznanych. Ponadto stara się tendencyjnie udowodnić związki pomiędzy obecną w prasie i życiu społecznym ideologią narodową, nacjonalistyczną i antysemicką, a wystąpieniami antyżydowskimi na Podlasiu latem 1941 r.

W związku z powyższym Autorowi tej pracy i jej czytelnikom warto przypomnieć, że przed wielu laty ukazały się dwa opracowania: dr. Szymona Datnera „Eksterminacja ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim”” i dr. Andrzeja Żbikowskiego „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Obydwie prace zostały opublikowane na łamach „Biuletynu Żydowskiego Instytutu Historycznego””, wydawanego w Warszawie.

Z inspiracji Niemców

Przytaczam fragmenty tekstu dr. Szymona Datnera, który w latach 1944-1946 był dyrektorem oddziału białostockiego Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Tekst ten ukazał się na łamach wspomnianego „Biuletynu ŻIH” w 1966 r.:

„Pojęcie ‚Okręg Białostocki’ (Bialystoker Bezirk) zostało stworzone przez niemieckiego okupanta i było nazwą używaną do końca okupacji. (…) Wkraczaniu wojsk niemieckich do wielu miejscowości towarzyszyły okrutne i krwawe rzezie ludności żydowskiej. Niedobitki ocalałe z tych rzezi szukały schronienia w większych skupiskach. Tak np. do Łomży schroniły się niedobitki ocalałe z rzezi w m. Jedwabnem, dalej Żydzi z miast Miastkowo i Śniadów; do Knyszyna – uciekinierzy z rzezi w Szczuczynie, Radziwiłłowie, Trzciannem i Tykocinie (…).

Pierwsze masowe zbrodnie na ludności żydowskiej w Okręgu Białostockim były w większości wypadków najprawdopodobniej dziełem tzw. „grup operacyjnych”. (…) Niekiedy grając na najniższych instynktach, oddziały te organizowały wybuchy ‚gniewu ludu’, dostarczając przy tym broni, dając wskazówki, nie biorąc jednak same udziału w rzezi. Z reguły fotografowali rozgrywające się sceny, by mieć dowody, że Żydzi są znienawidzeni nie tylko przez Niemców. (…)

W Jasionówce, w czasie zajmowania miasta, żołnierze niemieccy razem z miejscową chuliganerią zorganizowali pogrom, którego ofiarą padły 74 ofiary. To samo wydarzyło się w Rajgrodzie, gdzie liczba ofiar wyniosła ok. 100 osób. W Kolnie elementy kryminalne ze wsi Czerwone i Ząbiele wykorzystały wkroczenie wojsk niemieckich dla urządzenia pogromu, którego ofiarą padło 30 osób. Gwałcono kobiety i rabowano mienie. W Goniądzu z rąk niemieckich i ich miejscowych wspólników zginęło 217 Żydów. W czasie pogromu w Szczuczynie padło 300 ofiar. (…) W lipcu 1941 r. Niemcy wymordowali ok. 800 Żydów z Zambrowa i ok. 2.000 w Łomży. Po (…) rzezi dokonanej w Wiznie, resztę Żydów Niemcy wygnali z miasteczka. Większość zbiegła do Jedwabnego, gdzie wkrótce wraz z wszystkimi Żydami padli ofiarą straszliwej masakry. (…)

Do zbrodni na tych obszarach Niemcy przyciągnęli męty spośród miejscowej ludności oraz tzw. granatową policję. Było to zjawisko raczej rzadkie w dziejach okupowanej Polski, jak również na pozostałych obszarach Okręgu Białostockiego, gdzie ludność miejscowa – zarówno Polacy, jak i Białorusini – nie dała się obałamucić niemieckiej prowokacji. (…)

Jako pierwsze padło ofiarą miasteczko Wąsosz (pow. grajewski), gdzie z wyjątkiem 15 Żydów, którzy zdążyli się ukryć, wymordowano okrutnie wszystkich pozostałych w liczbie ponad 1.000 ludzi. Zdarzyło to się 5 lipca 1941 r.

Zbrodnia ta otwarła serię innych w tymże rejonie. Nie ulega wątpliwości, że były one wszystkie inspirowane przez jedno i to samo ‚Einsatzkommando’, jeżdżące z osiedla do osiedla i podjudzające do zbrodni. Tam, gdzie Niemcy nie znaleźli powolnych wykonawców, tam krwawego dzieła dokonywali sami. Stwierdzono udział w zbrodniach przestępców, którym wojna otworzyła wrota więzienne lub też zażartych faszystów i elementów aspołecznych.

Dnia 7 lipca 1941 r. spalono żywcem zamkniętych w stodole niemal wszystkich Żydów miasteczka Radziłów (pow. Grajewo). Dn. 11 lipca [Datner myli się, 10 lipca – dop. A.C.] zginęło w ten sam okrutny sposób ok. 1500 mieszkańców m. Jedwabne, wśród nich uciekinierzy z uprzednich pogromów, np. w Wiznie (…).

Jeśli chodzi o odpowiedzialność prawną – w rozumieniu prawa międzynarodowego – to za wszystkie wymienione wyżej zbrodnie, popełnione do 1 sierpnia 1941 r., bezpośrednią odpowiedzialność ponosi Wehrmacht (administracja wojskowa), a po tym okresie władza cywilna (E. Koch i jego administracja) i podległe jej formacje policyjne”.

Spore wątpliwości

Ponad ćwierć wieku później ukazał się również na łamach „Biuletynu ŻIH” artykuł dr. Andrzeja Żbikowskiego, zatytułowany „Lokalne pogromy Żydów w czerwcu i lipcu 1941 r. na wschodnich rubieżach II Rzeczypospolitej”. Autor tego tekstu – opublikowanego w 1992 r. – słusznie przyznaje, że o sytuacji na Kresach wschodnich w latach 1939-1941 „skrótowo i w sposób generalizujący można powiedzieć, iż znaczny wzrost napięcia w nienajlepszych od połowy lat trzydziestych stosunkach polsko-żydowskich przyniosły dwa zjawiska:

1. powszechny entuzjazm ludności żydowskiej dla zajmujących polskie tereny wschodnie wojsk sowieckich, w oczywisty sposób niezrozumiały dla Polaków i uznawany za dowód zdrady polskiego państwa;

2. duża reprezentacja osób pochodzenia żydowskiego w sowieckim okupacyjnym aparacie państwowym oraz częste nadużywanie tych stanowisk na niekorzyść przedstawicieli innych nacji”.

Dalej w swoim opracowaniu dr Andrzej Żbikowski pisze:

„W bogatych materiałach wspomnieniowych w Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego natrafiłem na bardzo niewiele informacji o krwawych pogromach poza terenami zamieszkanymi przez Ukraińców.

Pogrom litewski w Kownie jest znany z literatury, rezygnuję więc z jego relacjonowania. O pogromie w Radziwiłowie koło Grajewa oraz o krwawych zajściach w sąsiednim Wąsoszu i Jedwabnem informuje jedynie relacja Menachema Finkielsztejna. Składał ją przed urzędnikami Komitetu Żydowskiego w Białymstoku w 1945 r. kilkakrotnie. Zapis wywiadu jest dosyć zniekształconym tłumaczeniem z języka jidisz. Całość zeznań Finkielsztejna jest wyraźnym doniesieniem na kilku czy też kilkunastu Polaków z Radziłowa, pomagających Niemcom w poszukiwaniu miejscowych komunistów i komsomolców. Osoby te zostały podobno przez Niemców uzbrojone i przez trzy dni terroryzowały całe miasteczko. Wiele danych przytoczonych przez autora relacji, przede wszystkim liczba ofiar pogromu (1.500 osób), budzi spore wątpliwości. Informacje dotyczące Jedwabnego są równie mało dokładne”.

Bez komentarza

Podobnie jak prof. Jan Tomasz Gross dr Mirosław Tryczyk nie jest z wykształcenia historykiem. Znany jest z wystąpień medialnych jako zwolennik postulatów lewicowych partii (np. Twojego Ruchu Janusza Palikota) oraz środowisk homoseksualnych.

dr Adam Cyra
Myśl Polska, nr 43-44 (25.10.1.11.2015)

…..

http://kulturaliberalna.pl/2016/01/19/zmarnowana-szansa-o-miastach-smierci-miroslawa-traczyka/

Zmarnowana szansa. O „Miastach śmierci” Mirosława Tryczyka

Natalia Aleksiun

Mirosław Tryczyk miał szansę poruszyć czytelnika. Ale sposób, w jaki zaprezentował materiały, i ich powierzchowna, często błędna analiza sprawiły, że „Miasta śmierci” nie spełniają pokładanych w tej książce nadziei.

Bardzo chciałam napisać entuzjastyczną recenzję książki Mirosława Tryczyka „Miasta śmierci”. Doceniam podjęcie tematu, z którym trudno się zmierzyć, i poczucie misji. Misji, bo jak autor pisze we wstępie: „Trzeba walczyć nie tylko z czasem, który przysłania wszystko, niweluje i niszczy, ale i z człowiekiem, który pragnie zapomnieć o smutnych wydarzeniach. Trzeba też walczyć i z naszą cywilizacją, zajmującą się dniem dzisiejszym, unikającą problemów zarówno przeszłości, jak i przyszłości” (s. 14).

W rozmowie opublikowanej na łamach „Gazety Wyborczej”, zatytułowanej przewrotnie „Nie słuchaj ojca swego”, Tryczyk opowiada poruszająco o historii swojej rodziny i o bolesnym odkrywaniu historii Podlasia z lat II wojny światowej, o twarzach żydowskich ofiar i ich prześladowców, od których nie mógł się uwolnić, oraz o losach, które miał nadzieję odtworzyć [1]. Mimo niewątpliwej pasji autora, który odważnie konfrontuje siebie i czytelnika ze wstrząsającym materiałem archiwalnym, nie można jednak tej książki ocenić jednoznacznie pozytywnie.

Wiedza jako antidotum

Z założenia pisał Tryczyk dla szerokiego grona czytelników – by nie mogli już zapomnieć o zbrodniach, których w czasie II wojny światowej dopuszczali się wobec Żydów polscy sąsiedzi. Przestrogą była dla niego postawa Zbigniewa Romaniuka, młodego historyka z Brańska, który w filmie Mariana Marzyńskiego „Sztetl”, nakręconym w 1996 r., mierzy się z bolesną przeszłością swojego rodzinnego miasta, gromadząc macewy z żydowskiego cmentarza – materialne ślady obecności Żydów. Tryczyk zapamiętał historię Romaniuka jako historię klęski moralnej: młody badacz pod wpływem nacisków ze strony społeczności lokalnej nie wspomniał o brańskich Żydach w okolicznościowym przemówieniu.

Porażkę Romaniuka Tryczyk widzi w kategoriach zbiorowej metafory, jest ona „antycypacją losów każdego urodzonego po Holokauście młodego Polaka, który odkrywał tragiczną przeszłość swojej rodziny, wspólnoty, swojego kraju, miasta czy swojej wsi. Każdego, kto musiał jak Zbigniew Romaniuk zderzyć się z niedowierzaniem, ale też wrogością wszystkich tych, którzy chcą tę historię ukryć” (s. 376). „Miasta śmierci” mają – jak pisze Tryczyk – uniemożliwić „kontynuowanie kłamstwa i ignorancji” (s. 15). W istocie można odnieść wrażenie, że autor chce czytelnika skonfrontować przede wszystkim z tym obrazem okupacji niemieckiej, w którym Polacy stają się sprawcami, a nie ofiarami czy choćby świadkami zbrodni dokonywanych na Żydach. Chodzi więc o przyswojenie trudnej pamięci, jak ujął to Michael C. Steinlauf [2]. Wiedza staje się w rozumieniu Tryczyka antidotum chroniącym przed nacjonalizmem, neonazizmem, a nade wszystko antysemityzmem.

Intuicja Tryczyka jest słuszna, szczególnie w odniesieniu do polskiej pamięci zbiorowej, w której wyobrażenia o miejscu Żydów w polskiej historii, a przede wszystkim pytania o losy polskich Żydów w czasie II wojny światowej i problem polskiej odpowiedzialności zdają się odporne na wiedzę historyczną. Pamięć ta trwa mimo zmian, jakie nastąpiły w polskiej historiografii, a czasem – mam wrażenie – tej historiografii na przekór.

W 1987 r. Jan Błoński wywołał burzę, gdy zabrał głos na łamach „Tygodnika Powszechnego” i wzywał do swoistego rachunku sumienia. Pisał przejmująco:

„Myślę, że w naszym stosunku do żydowsko-polskiej przeszłości winniśmy przestać się bronić, usprawiedliwiać, targować. Podkreślać, czego nie mogliśmy zrobić za okupacji czy dawniej. Zrzucać winę na uwarunkowania polityczne, społeczne, ekonomiczne. Powiedzieć najpierw: tak, jesteśmy winni. Przyjęliśmy Żydów do naszego domu, ale kazaliśmy im mieszkać w piwnicy” [3].

Prawie 30 lat później prace Barbary Engelking, Jana T. Grossa, Joanny Tokarskiej-Bakir, Jana Grabowskiego, Anny Bikont, Aliny Skibińskiej, Dariusza Libionki i innych pokazały skalę nie tylko obojętnego świadkowania, ale i bezpośredniego polskiego udziału w Zagładzie. Czy jednak ta wiedza może stać się antidotum wobec pokusy, którą niesie ze sobą polityka historyczna uwalniająca od niewygodnej pamięci za sprawą wyliczania włącznie polskich sprawiedliwych? Tryczyk miał chyba nadzieję, że materiały, które znalazł w teczkach archiwalnych, utrudnią powrót do mitu o niewinności.

W kolejnych rozdziałach autor odsłania szczegóły bestialskich mordów dokonywanych na bezbronnych mężczyznach, kobietach i dzieciach, rozgrywających się w miastach, miasteczkach i wsiach ziemi łomżyńskiej latem 1941 r. Większość tekstu stanowią relacje świadków – ocalałych z Zagłady i tych, którzy stanęli po wojnie przed polskimi sądami – przetykane pytaniami i komentarzami. Ta struktura jest nużąca, przewidywalna, ale cytowane przez Tryczyka fragmenty zeznań sądowych i świadectw porażają.

Głosy świadków i uczestników, czasem nieporadne, czasem próbujące zamazać odpowiedzialność oskarżonych, układają się w powtarzalny scenariusz. Widzimy młodych mężczyzn tworzących w momencie wycofania się sowieckiej administracji miejscową milicję, która upokarza, bije, gwałci i morduje Żydów już w pierwszych dniach i tygodniach nowej okupacji. Rola Niemców nie jest wszędzie jasna, natomiast zachowanie lokalnych polskich elit – sołtysów, burmistrzów – haniebne. Na ziemiach Białostocczyzny stają się oni inicjatorami albo wykonawcami ludobójstwa na miejscowych Żydach.

Autor przedstawia falę mordów na Żydach jako akcję samorzutną, a jednocześnie zorganizowaną, z udziałem szerokich rzesz ludności polskiej, a w każdym razie dokonywaną w obliczu powszechnego niemal przyzwolenia na zbrodnię, u podłoża której legła ideologia antysemicka i żądza wzbogacenia się. Podstaw tej pogardy i nienawiści w stosunku do Żydów, które doprowadziły do eskalacji antyżydowskiej przemocy jeszcze przed wojną, słusznie szuka Tryczyk w pracy propagandowej działaczy partii antysemickich, szczególnie Stronnictwa Narodowego, cieszącego się w okresie II Rzeczpospolitej popularnością na tym terenie, m.in. w kręgach tamtejszego duchowieństwa. Związki przyszłych sprawców z SN czy ONR sprawiają, że zbrodnie opisane przez świadków autor nazywa „zbrodniami antysemickimi”. Co więcej, trzon grup dokonujących mordów w Radziłowie, Wąsoczu, Jedwabnem, Wiźnie, Szczuczynie, Goniądzu, Jasionówce i innych miejscowościach „stanowili członkowie miejscowych prawicowych elit” (s. 49).

Oczywiście nie wszyscy uczestnicy zbiorowych mordów na miejscowych Żydach latem 1941 r. i nie wszyscy polscy świadkowie, którzy się temu obojętnie przypatrywali, prenumerowali w latach 30. antysemickie czasopisma. Jednak język pogardy, język otwarcie wzywający do przemocy, nie mógł pozostać bez echa, szczególnie gdy stawał się językiem codziennym.

Niedostatki warsztatu

Szkoda, że szlachetnym celom autora nie dorównał jego warsztat naukowy. W źródłach przytaczanych w kolejnych rozdziałach nie brak sprzeczności, ale Tryczyk nie zajmuje się ich żmudnym wyjaśnianiem. Niewiele jest interpretacji, zapowiadanych na początku każdego rozdziału. Tam, gdzie autor wyciąga wnioski, czyni to częstokroć bez oparcia w materiale źródłowym, szczególnie gdy stara się opisać szerszy kontekst polityki niemieckiej w okupowanej Europie.

Tryczyk z jednej strony korzysta z dorobku badaczy, którzy pracowali z aktami tzw. sierpniówek, procesów wytaczanych na podstawie dekretu wydanego w sierpniu 1944 r. przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który dawał podstawę prawną do ścigania osób oskarżonych o kolaborację w latach niemieckiej okupacji, z drugiej daje nam do zrozumienia, że odkrywa przed czytelnikiem coś, co historycy zaniedbali, i apeluje o prowadzenie badań. A przecież już podtytułem nawiązuje do książki Jana T. Grossa „Sąsiedzi”. Oskarża historyków polskich o zaniechanie tematu – dziwny to zaiste zarzut w obliczu listy opracowań, które przywołuje w swojej bibliografii. W istocie tematowi temu poświęcili badania zarówno różni historycy przywołani przez autora, jak i ci, których w zestawieniu brakuje, jak choćby Joanna Michlic i Witold Mędykowski [4].

Tryczyk opiera się w dużym stopniu na pracy innych badaczy, nie zawsze zresztą tylko na ich ustaleniach, czasem przepisuje wręcz fragmenty tekstu [sic!]. Ta strategia jest szczególnie uderzająca w ponadstustronicowym rozdziale o Jedwabnem, w którym korzysta z ustaleń i sformułowań Anny Bikont [5]. Podobnie przepisuje fragmenty artykułu Andrew Kornblutha, na którego zresztą powołuje się w przypisach i bibliografii [6]. Parafrazuje również nieporadnie dostępne w internecie tłumaczenia niektórych ksiąg pamięci, rzadko zaznaczając zdania będące w istocie cytatami.

Niby Tryczyk stara się zebrać dostępny materiał na temat przedwojennych relacji sąsiedzkich między polskimi i żydowskimi mieszkańcami Podlasia, ale te grupowe portrety są wtórne, niewiele wnoszą nowych ustaleń. Czytelnik nie dowie się wiele o życiu Żydów w miasteczkach opisywanych przez Tryczyka: mylą mu się pojęcia i organizacje. Pisze o Żydach z sympatią, ale jednocześnie nie udaje mu się przełamać dystansu – wciąż są oni obcy. Podoba mi się jednak decyzja autora, by dać głos świadkom, by źródła mówiły w dużym stopniu za siebie, by pozwolić czytelnikowi doświadczyć grozy, która się z tych źródeł wyłania. I w tym wypadku nie mamy jednak do czynienia z zupełnym novum, ale raczej inspiracją stylem zastosowanym przez Jana T. Grossa w „Sąsiadach”.

Wiele zostaje do zrobienia

Tryczyk zdecydował się napisać pracę popularyzacyjną, skierowaną do możliwie szerokiego grona czytelników, bo wtedy dopiero „można powiedzieć, że pamięć o tych, którzy zginęli, została należycie uczczona”. Wierzę, że taki cel mu przyświecał. Tym boleśniejsze jest jednak niedbalstwo, z jakim przekręca imiona ofiar lub całkowicie pozbawia je tożsamości, nie zamieszczając nazwisk. Kim byli Cahaja O. i Lejzorg O.? Dlaczego anonimowi pozostają uczestnicy mordu w Jedwabnem?

Żydowscy mieszkańcy „miast śmierci” pozostają dla autora niezrozumiali w swoich motywacjach. Ubolewa, że wobec eskalacji przemocy antysemickiej Żydzi „zdawali się nie zwracać uwagi na coraz bardziej radykalne postawy swoich polskich sąsiadów i z niesłychaną cierpliwością, a może nawet naiwnością pomieszaną z irracjonalną wiarą w poprawę ich zachowania, nie reagowali na nie” (s. 137). Co zdaniem Tryczyka mogli zrobić Żydzi z tamtych okolic? Mogli emigrować. Autor dziwi się, że z Radziłowa, Jedwabnego i innych miasteczek z regionu „nie wyjechali wszyscy”. Zdaje się traktować brak exodusu Żydów z okolic Łomży w latach 30., kiedy przed uchodźcami żydowskimi zamykały się wszystkie granice, jako wyraz… ich lokalnego patriotyzmu. Być może Tryczyk próbuje wyobrazić sobie w ten sposób scenariusz, w którym Żydzi nie staliby się w kilka lat później ofiarami okrutnej czystki etnicznej. To jednak ahistoryczne myślenie, w którym pobrzmiewa może nawet stereotyp żydowskiej bierności.

Tryczyk uważa „aspekt dokumentalny” za najważniejszy element swojej pracy. Tymczasem sposób, w jaki opublikował materiały archiwalne, jest trudny do zaakceptowania: bez dat, bez pełnych nazwisk, bez objaśnień. Fragmenty zeznań szokują, ale nie pozwalają na głębszą refleksję historyczną. Częścią dokumentacji są też w „Miastach śmierci” zdjęcia. Nie rozumiem jednak, dlaczego autor umieścił zdjęcie nagiej ofiary pogromu we Lwowie, opatrując je podpisem: „Pogrom na terenach Polski zajętych przez Niemców w 1941 r., miejsce nieznane, być może jest to Lwów” (s. 355). Do czego w tym wypadku potrzebne było mu zdjęcie nagiej Żydówki otoczonej przez tłum gapiów?

Niestety liczne uchybienia sprawią, że tezę autora o skali przemocy Polaków w stosunku do ich sąsiadów Żydów łatwo będzie odrzucić pod pretekstem potknięć i braków warsztatowych oraz licznych nieporadnych, naiwnych czy emocjonalnych sformułowań. Czytelnika, którego nie przekonały publikacje Jana T. Grossa, Anny Bikont, Jana Grabowskiego, Aliny Skibińskiej i Dariusza Libionki, trudno skłonić do refleksji. Tymczasem akta, na których Tryczyk się opierał, gdyby były lepiej opracowane, świetnie nadawałyby się do tego, żeby zadać trudne pytania. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Mimo że znam badania prowadzone na tych materiałach od kilkunastu lat, zdumiała mnie ukazana przez Tryczyka skala lekceważenia przez sądy obciążających zeznań składanych w śledztwie i niskie wyroki wydawane na ludziach, którzy pomagali w eksterminacji Żydów, których często znali osobiście.

Stosunek do powojennego aparatu (nie)sprawiedliwości dobrze ilustruje wybiórczość pamiętania. Przypomina się procesy polityczne wytaczane przez władze komunistyczne członkom polskiego państwa podziemnego, ale były też procesy, w których zeznawali żydowscy i polscy świadkowie, a w których ujawniała się niekiedy trudna prawdy o przemocy, której doświadczyli ze strony nieżydowskich sąsiadów obywatele polscy skazani przez niemieckiego okupanta na zagładę jako Żydzi. Na surowych wyrokach w tych procesach nie zależało ani nowym władzom, ani wymiarowi sprawiedliwości. Często nie zależało również polskim świadkom, współwinnym albo obawiającym się zemsty oskarżonych i ich rodzin. Silne fundamenty ma polska niepamięć.

Tryczyk ma rację – wciąż pozostało wiele do zrobienia w dziedzinie polsko-żydowskiej pamięci. Ma on też rację, że szansę na dokonanie zmian w polskim odbiorze dają właśnie takie materiały, jakie zamieścił obficie w „Miastach śmierci”: mówiące głosami ocalałych, sprawców i świadków.

Odruch racjonalizacji krzywd wyrządzonych ofiarom wciąż pozostaje trudną do odrzucenia pokusą. I dlatego publikacje, które mogą trafić do czytelnika, opowiedzieć przejmująco o polsko-żydowskich losach, wciąż są bardzo potrzebne. Tryczyk miał szansę poruszyć czytelnika, nie tylko dlatego że zgromadził setki stron sądowych zeznań, ale także dlatego że w tle archiwalnych poszukiwań była jego własna, poruszająca droga prowadząca do stopniowego poznawania prawdy o losie żydowskich sąsiadów. Ale sposób, w jaki zaprezentował materiały, ich powierzchowna, często błędna analiza, a zarazem brak osobistej narracji sprawiły, że książka nie spełnia pokładanych w niej nadziei.

„Miasta śmierci” zawodzą, sądzę jednak, że autor powinien do tematu wrócić. Mam nadzieję, że lepiej opracuje zgromadzony materiał – przede wszystkim rozmowy, które sam przeprowadził ze świadkami, a których w tej publikacji nie zamieścił.

Przypisy:

[1] Marcin Kącki, „Nie słuchaj ojca swego. Rozmowa z autorem książki »Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów«”.
[2] Michael C. Steinlauf, „Pamięć nieprzyswojona. Polska pamięć Zagłady”, tłum. Agata Tomaszewska, Cyklady, Warszawa 2001.
[3] Zob. Jan Błoński, „Biedni Polacy patrzą na getto”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1994; Michał Głowiński, „Esej Błońskiego po latach”, „Zagłada Żydów” 2006, nr 2, s. 12–20.
[4] Joanna Beata Michlic, „Obcy jako zagrożenie. Obraz Żyda w Polsce od roku 1880 do czasów obecnych”, tłum. Anna Switzer, ŻIH, Warszawa 2015; Witold Mędykowski, „W cieniu gigantów. Pogromy Żydów w 1941 r. w byłej sowieckiej strefie okupacyjnej. Kontekst historyczny, społeczny i kulturowy”, ISP PAN, Warszawa 2014.
[5] Anna Bikont, „My z Jedwabnego”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2004. U Bikont czytamy: „Konflikt polsko-żydowski, czy raczej endecko-żydowski, nie wyczerpywał całej splątanej sieci waśni sąsiedzkich. Również konflikt polsko-polski rozpalały ogromne namiętności” (s. 40). U Tryczyka zachowała się tylko pierwsza część zdania. „Konflikt polsko-żydowski, czy raczej endecko-żydowski, trwał jednak w Jedwabnem w najlepsze” (s. 31).
[6] Tryczyk pisze, że „orzeczenia sądów z okresu powojennego w sprawie mordów popełnianych na Żydach przez osoby narodowości polskiej wyglądały jak apologie zbrodni, w których pomniejszano perfidię i negowano premedytację, z jakimi zbrodnie te popełniano, sceptycznie traktowano dowody obciążające oskarżonych, a sprzyjające im wątpliwe świadectwa uznawano za wiarygodne” (s. 3). W artykule Andrew Kornblutha czytamy „Niemniej orzeczenia sądów z tego okresu wyglądają często jak apologie, w których pomniejsza się perfidię i premedytację, z jakimi popełniano zbrodnie, sceptycznie traktuje dowody obciązające oskarzonych, a sprzyjające im wątpliwe zeznania bierze za dobrą monetę i tworzy alternatywną historię okupacji, w której oskarzeni nie mają właściwie wpływu na wydarzenia”. Zob. A. Kornbluth, „Jest wielu Kainów pośród nas.” A. Kornbluth, Polski wymiar sprawiedliwości a Zagłada, 1944–1956”, „Zagłada Żydów. Studia i materiały”, nr. 9 (2013), s. 167.

Książka:
Mirosław Tryczyk, „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”, Wydawnictwo RM, Warszawa 2015.

Natalia Aleksiun
profesor Graduate School of Jewish Studies Touro College w Nowym Jorku, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i Nowojorskiego. Autorka „Dokąd dalej? Ruch syjonistyczny w Polsce 1944–1950”, jej nowa książka „Conscious History. Polish Jewish Historians before the Holocaust” ukaże się latem 2017 r.

…..

http://pamiec.pl/pa/tylko-u-nas/15362,PSEUDONAUKOWO-O-POGROMACH-recenzja-dr-Marcina-Urynowicza.html

PORTAL EDUKACYJNY PAŃSTWOWEGO INSTYTUTU PAMIĘCI NARODOWEJ

PSEUDONAUKOWO O POGROMACH – recenzja dr. Marcina Urynowicza

Eksterminacja ludności żydowskiej w okresie II wojny światowej to, po długich latach zaniechania, wreszcie jeden z najważniejszych tematów współczesnej polskiej historiografii. Rezultatem takiego stanu rzeczy jest jednak nie tylko coraz większa liczba publikacji, lecz także (naturalne poniekąd) obniżenie dotychczasowego ich poziomu. W coraz liczniejszym gronie autorów zdarzają się bowiem osoby nieznające podstawowych zasad warsztatu historyka, mało obyte z literaturą i źródłami, piszące w sposób imitujący pracę naukową, zastępujące samodzielne badania wnioskami innych autorów, a treść – przepisywanymi dokumentami. Modelowym przykładem piśmiennictwa tego rodzaju może być wydana w tym roku książka Mirosława Tryczyka Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów. Nie jest to publikacja naukowa, choć może sprawiać takie wrażenie. Autor mimo wielkiej liczby deklarowanych źródeł nie umie ich odpowiednio wykorzystać; nie uwzględnia dorobku dotychczasowej historiografii, choć ją zna i częściowo przywołuje; nie informuje o alternatywnych hipotezach, mimo że dokumenty i literatura o nich mówią; głosi jedną tezę, choć nawet przytaczany materiał archiwalny nie zawsze ją potwierdza, a czasami wręcz jej zaprzecza; nie martwi się sprzecznościami, bo sam ich nie dostrzega albo wierzy w niską inteligencję czytelnika (nie wiadomo, co gorsze). Około 80 proc. tekstu to relacje świadków. Z blisko pięciuset stron zaledwie 46 można interpretować jako tekst pochodzący od Mirosława Tryczyka, 27 zaś jako teksty dotyczące spraw technicznych, jak np. bibliografia czy źródła zdjęć. Reszta materiału to źródła, niejednokrotnie cytowane w sposób ciągły, na kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu stronach, przetykane dłuższymi lub krótszymi komentarzami. W sumie, zarówno pod względem merytorycznym, konstrukcyjnym, jak i źródłoznawczym, publikacja ta jest jednym wielkim nieporozumieniem.

Podejmuje ona temat udziału Polaków w pogromach ludności żydowskiej latem 1941 roku na ziemiach Białostocczyzny, po wybuchu wojny miedzy III Rzeszą a Związkiem Sowieckim oraz po wkroczeniu na ten teren Wehrmachtu. Jak wskazuje podtytuł, książka nawiązuje do publikacji Jana Tomasza Grossa Sąsiedzi (2000), która wywołała swego czasu długotrwałą dyskusję naukową i publicystyczną oraz zainspirowała już niejedną publikację.

Autor (choć należałoby raczej mówić o osobie opracowującej lub redagującej wybrane źródła) forsuje tezę o samorzutnej i masowej akcji eksterminacyjnej z udziałem szerokich rzesz ludności polskiej, wymierzonej w ich sąsiadów narodowości żydowskiej, u której podstaw w pierwszej kolejności leżała ideologia antysemicka, a przy okazji, choć nie zawsze, także chęć rabunku. Dopasowane do tezy materiały źródłowe nie zostały poddane jakiejkolwiek krytyce, a ich treść nie jest konfrontowana z informacjami z innych źródeł. Zabieg taki, konieczny z punktu widzenia standardów naukowych, ujawniłby bowiem sporo wątpliwości i obnażył słabość argumentacji. Ale nawet bez tego prezentowana teza jest trudna do podtrzymania. I tak np. wielokrotnie mówi się o bandach czy grupach tych samych ludzi mordujących w kolejnych miejscowościach, podkreśla się zastraszenie, a nawet sterroryzowanie przeciętnych Polaków, mieszkańców tych terenów. Przeciekają informacje o życzliwie nastawionych Polakach, którzy ostrzegają swych żydowskich sąsiadów, pomagają oraz są z tego powodu, przez wyżej wymienione bandy, zabijani. Dokumentacja potwierdza też udział Niemców w zbrodniach, wykorzystywanie przez nich grup miejscowej ludności do akcji antyżydowskich, m.in. dla celów propagandowych, oraz otrzymanie przez Niemców rozkazu niepozostawiania żadnych śladów, „aby lokalne koła samoobrony nie mogły później powoływać się na [niemieckie] zarządzenia lub dane im polityczne zapewnienia”.

Uwiarygodnienie tezy o powszechnym, masowym i ideowym udziale ludności polskiej w eksterminowaniu żydowskich sąsiadów wymagało odpowiedniej konstrukcji przygotowującej czytelnika na takie wieści. Miały temu służyć dwa początkowe rozdziały mówiące o tym, jak pisano niegdyś historię, oraz o nacjonalizmie w przedwojennej Polsce, a także komentarze wprowadzające do każdego rozdziału poświęconego historii danego miasteczka (w sumie dziesięć miejscowości głównych plus okolice Szczuczyna). Także tutaj jednak mało udana kompilacja myśli innych autorów miesza się z konkluzjami, których materiał źródłowy nie udowadniał, lub takimi, które są zaprzeczeniem całego dotychczasowego dorobku naukowego. Przykładem jest oryginalna myśl, jakoby Niemcy decydowali się na tzw. akcje oczyszczające (Reinigungsaktionen) z uwagi na zachętę ze strony Polaków. To dzięki entuzjastycznemu przyjęciu – jak twierdzi Tryczyk – uwierzyli oni w możność wykorzystania ludności polskiej do akcji eksterminacyjnych. Sam Reinhard Heydrich, szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, na wieść o antysemickiej postawie Polaków miał wydać zgodę na podjęcie tych akcji. Niemcy, jak sugeruje autor, mieli wręcz występować w roli obrońców Żydów, a do mordów dochodziło tam, gdzie zastraszona żandarmeria niemiecka nie mogła powstrzymać wielokrotnie liczniejszych od niej zastępów ludności polskiej.

Taka publikacja nie powinna była się ukazać. Autor, zamiast iść na skróty po monografię, której nie był w stanie napisać, winien był zająć się rzetelnym opracowaniem źródeł. Nawet gdyby były to jedynie dokumenty koncentrujące się na udziale Polaków w pogromach antyżydowskich, stanowiłoby to nadal cenny wkład w historiografię, a przy okazji ciekawą lekturę dla wszystkich zainteresowanych. Bez wątpienia bowiem głosy świadków i uczestników tamtych tragicznych wydarzeń powinny być lepiej znane, a ich punkt widzenia i osobiste doświadczenie bardziej zrozumiałe. Taki zbiór, poprzedzony wstępem i opatrzony aparatem naukowym uwzględniającym dotychczasowy stan badań, mógłby być pomocny w nauczaniu o zagładzie trzech milionów polskich obywateli. Powstała zaś książka nie tylko nikomu się nie przyda, ale też będzie szerzyć wypaczony obraz przeszłości.

Recenzja pochodzi z numeru 11/2015 miesięcznika „Pamięć.pl”, który wkrótce w sprzedaży.

…..

http://blogmedia24.pl/node/72486

http://kompromitacje.blogspot.co.uk/2012/04/zyd-lejbus-przez-polskie-chlopstwo.html

http://kompromitacje.blogspot.co.uk/2012/06/alina-cala-na-tropie-antysemitow.html

…..

To tyle ile na szybko udało mi się odszukać materiałów dotyczących opinii na temat książki „Miasta śmierci. Sąsiedzkie pogromy Żydów”, autorstwa Mirosława Tryczyka, Wydawnictwo RM, Warszawa 2015.

Na zakończenie mam pytanie do pana Włodzimierza Skupnia:

I co pan na to? Nadal pełza pan pełen wstydu, jak niegodny robak, albo klęczy w kącie i samobiczuje się za nieswoje przewinienia? Niech pan da spokój… bo nie warto,.. ale ja niczego panu nie narzucam,.. zresztą i tak zrobi pan, to co będzie panu wygodniej zrobić…

Mógłbym naiwnie zapytać pana:

A ile „Polek” i ilu „Polaków”  i ich nie-polskich współplemieńców, poczuwa się do odpowiedzialności, za zbrodnie ich współplemieńców popełniane na wszystkich „nie-ich”, jak np. Słowianie itd… i gdzie i kiedy dali temu wyraz… ale zostawię to na kiedy indziej…

Jeśli nadal postanawia pan być naiwnym i pełen poczucia wstydu, tarzać się w cudzych nieudowodnionych zbrodniach, jak i pewno z tego powodu rzucać w innych niewinnych ludzi projekcjami swoich strachów, leków i jakichś nieodpokutowanych win… no to krzyż na drogę..

A i niech pan pamięta, że i ja i C”eLuS’C’/T’ czyhamy i czujnie czekamy… mimo, że i jej i mnie tu nie widać… także proszę zaniechać głoszenia tu jakichkolwiek bezpodstawnych oszczerstw, wymierzonych nie ważne w kogo… no ale zresztą sam już pan stąd uciekł, jak pan sam napisał…

W następnym wpisie upowszechnię wiedzę (oficjalną i nie tylko), na temat tzw. drugiego Jedwabnego… czyli tzw. pogromu w Gniewczynie, ale zresztą nie tylko tego…

Reklamy

7 thoughts on “337 O językoznawstwie i nie tylko, czyli podsumowania i wyjaśnienia do przygotowań przed Wielkim Marszem… w nieznane 06

  1. http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/308473-mswia-uspokaja-przestepstwa-z-nienawisci-stanowia-znikomy-procent

    MSWiA uspokaja. Przestępstwa z nienawiści stanowią znikomy procent

    opublikowano: 2 godziny temu

    Z policyjnych danych wynika, że przestępstwa z nienawiści stanowią zaledwie 0,1 proc. wszystkich odnotowywanych przestępstw; ich wykrywalność wynosi ponad 46 proc. i jest najwyższa w ciągu ostatnich czterech lat – poinformował w czwartek minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak.

    Od stycznia do sierpnia tego roku w Polsce odnotowano 496 tzw. przestępstw z nienawiści. Przestępstwa te stanowią zaledwie 0,1 proc. z ogólnej liczby ponad 500 tys. wszystkich przestępstw odnotowanych w tym czasie w naszym kraju — poinformował minister Mariusz Błaszczak, cytowany w komunikacie resortu.

    Jak podano, w 2015 roku odnotowano 794 tzw. przestępstwa z nienawiści, natomiast w 2016 roku od stycznia do sierpnia – 496. Przestępstwa te stanowią zaledwie 0,1 proc. wszystkich przestępstw, ktorych odnotowano ogółem 518 tys. Podkreślono, że wykrywalność w tej grupie wynosi ponad 46 proc. i jest najwyższa w ciągu ostatnich czterech lat (w ubiegłym roku było to 39,8 proc.).

    Resort informuje także, że działa Policyjna Platforma Przeciw Nienawiści, która ma integrować działania i wymianę dobrych praktyk między różnymi środowiskami. Powołano również sieć policyjnych pełnomocników ds. ochrony praw człowieka – to pełnomocnik komendanta głównego Policji, jego odpowiednicy w Komendzie Stołecznej Policji oraz komendach wojewódzkich, Centralnym Biurze Śledczym Policji i szkołach policji. Pełnomocnicy zajmują się ochroną praw człowieka, realizacją zadań równego traktowania oraz przestrzeganiem zasad etyki zawodowej przez funkcjonariuszy. Wśród zadań pełnomocników znajdują się m.in. problemy związane z zapobieganiem i zwalczaniem przestępstw z nienawiści; pełnią oni również rolę „oficerów środowiskowych” ds. kontaktów z mniejszościami.

    Podkreślono również, że Biuro Kryminalne Komendy Głównej Policji prowadzi monitoring postępowań wszczętych i zakończonych dotyczących przestępstw popełnionych z nienawiści; w każdej komendzie wojewódzkiej oraz w Komendzie Stołecznej Policji wyznaczono koordynatorów wspomagających zwalczanie przestępstw z nienawiści.

    Dziś słyszymy o pojedynczych incydentach, którymi oczywiście zajmuje się policja. Ale nie pamiętamy, że w październiku 2010 r. doszło do morderstwa z nienawiści w Łodzi. 62-latek z Częstochowy zastrzelił wtedy Marka Rosiaka, asystenta europosła PiS oraz ciężko zranił nożem inną osobę — stwierdził szef MSWiA.

    Minister Błaszczak podkreślił, że policja prowadzi bieżący monitoring internetu w zakresie ujawniania „mowy nienawiści” w treściach zamieszczanych na portalach społecznościowych, forach internetowych, serwisach internetowych grup narodowościowych oraz innych stronach. We wszystkich komendach wojewódzkich utworzono komórki organizacyjne do walki z cyberprzestępczością, które również stale monitorują kwestie związane z „mową nienawiści” – zaznaczono w komunikacie.

    PAP/mall

    picus 79.191.32.*
    Rzad Polski mowi w mediach,ze nie przyjmie”migrantow”bo to terrorysci, lenie, mlode byczki, zlodzieje, roszczeniowi, brudasy, analfabeci i zgadazam sie z tym, ale obywatele juz nie moga tego powiedziec.TAK?

    Warrior 80.219.63.*
    UE jak „1984” Orwella: mówienie prawdy to mowa nienawiści

    Polubienie

  2. http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/308462-presja-ma-sens-sprawa-pracownika-drukarni-ktory-odmowil-wykonania-uslugi-homoseksualistom


    fot.pixabay.com

    Presja ma sens! Sprawa pracownika drukarni, który odmówił wykonania usługi homoseksualistom

    opublikowano: 4 godziny temu · aktualizacja: 2 godziny temu

    Na koniec listopada Sąd Rejonowy dla Łodzi Widzewa wyznaczył termin rozprawy w sprawie o wykroczenie przeciw pracownikowi drukarni. Odmówił on – z powodu własnych przekonań – wykonania usługi zleconej przez jedną z fundacji LGBT.

    W czerwcu tego roku w tej sprawie zapadł wyrok nakazowy. Sąd uznał wówczas m.in., że kto „umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny” i nakazał pracownikowi zapłacić 200 zł na rzecz Skarbu Państwa. Obwiniony wniósł od niego sprzeciw, a to oznacza, że wyrok przestaje obowiązywać, a postępowanie będzie toczyć się od początku.

    Polski sąd w służbie LGBT?! Zapadł pierwszy w Polsce, skandaliczny wyrok za odmowę wykonania usługi homoseksualistom. Oczywiście w imię wolności…

    Głos w sprawie czerwcowego wyroku zabrał minister sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro. W końcu lipca ocenił, że wyrok nakazowy łódzkiego sądu jest niebezpiecznym precedensem.

    Burzy wolność myśli, przekonań i poglądów, a także swobodę gospodarczą, polegającą na dowolności transakcji. Stawia w uprzywilejowanej pozycji Fundację reprezentującą środowiska mniejszości seksualnych, a łamie wolność sumienia pracownika, który ma prawo nie popierać homoseksualnych treści —uznał minister.

    Według ministra „sądy są zobowiązane strzec konstytucyjnej wolności sumienia, a nie ją łamać”.

    Mają stać na straży praw i wolności obywateli, w tym także wolności działalności gospodarczej, a nie narzucać im przymus. Żadne ideologiczne racje nie uzasadniają naruszania tych fundamentalnych zasad —dodał.

    Dlatego, ze względu na „konieczność ochrony interesu społecznego i podstawowych wolności obywatelskich”, Ziobro zdecydował o przystąpieniu przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi do postępowania przed sądem w Łodzi. Celem jest:

    obiektywne rozpatrzenie złożonego wniosku o ukaranie, mając na względzie zasady wolności sumienia i zdrowego rozsądku —napisał.

    Po tym Prokuratura Okręgowa w Łodzi zgłosiła udział w tym postępowaniu.

    Oświadczenie ministra, które opublikowano na oficjalnej stronie MS, Helsińska Fundacja Praw Człowieka uznała za próbę wywierania nacisku na chronioną konstytucyjnie niezawisłość i niezależność sądownictwa. Krytycznie o oświadczeniu wypowiedziały się również – Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.

    W liście do ministra Adam Bodnar przypomniał m.in., że zgodnie z art. 32 ust. 2 konstytucji „nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny”.

    Zdaniem RPO zakaz dyskryminacji jest bardzo szeroki i obejmuje zakaz nierównego traktowania ze względu na jakąkolwiek przesłankę i we wszystkich obszarach życia politycznego, społecznego i gospodarczego. Według RPO, z uwagi na tak szeroki zakres zakazu dyskryminacji, nie ma powodu, dla którego ochrona prawna, której polskie sądy udzielają ofiarom dyskryminacji ze względu na niepełnosprawność i pochodzenie etniczne, miałaby nie przysługiwać ofiarom dyskryminacji ze względu na orientację seksualną.

    Z kolei według „Iustitii”, oświadczenie ministra „budzi wyraźny sprzeciw sędziów, którzy w zakresie wykonywanych obowiązków orzeczniczych pozostają niezawiśli”; stanowi też „próbę publicznego wywierania presji na sądy, które zgodnie z konstytucją RP są władzą odrębną i niezależną od innych władz”.

    Według Stowarzyszenia o ile zrozumiałe jest wypowiadanie się Prokuratora Generalnego, jako strony toczącego się postępowania o jego przebiegu, o tyle nie do zaakceptowania jest publiczne komentowanie i ocenianie nieprawomocnych wyroków niezawisłego sądu.

    W sierpniu na list Bodnara odpowiedział Zbigniew Ziobro. Minister przypomniał, że drukarz początkowo przyjął zlecenie; odmówił dopiero wtedy, gdy zapoznał się treścią materiałów. W odpowiedzi do RPO, Ziobro zwrócił uwagę, że do naruszenia zakazu dyskryminacji doszłoby wtedy, gdyby odmowa związana była z nie z treścią, lecz z tym, jakie środowisko reprezentuje zleceniodawca. Podkreślił, że lipcowe oświadczenie:

    nie dotyczyło orientacji seksualnej klientów łódzkiej drukarni, a tym bardziej ograniczania dostępu do usług osobom nieheteroseksualnym.

    Jak poinformowała Grażyna Jeżewska z biura prasowego Sądu Okręgowego w Łodzi termin rozprawy zaplanowano na 29 listopada.

    ann/PAP

    Dreak@Dreak
    Wg tego lewackiego „sendziego” wolność sumienia obowiązuje tylko w jedną stronę! Katolik nie może mieć swoich racji, ma siedzieć cicho i ….

    Polakzly 37.47.139.*
    Mniejszość nie ma prawa zmuszać innych do wykonywania jej zachcianek. Niech sobie poszukają drukarza pedała.!!!!!

    Emma@Emma
    „Nikt nie może być prześladowany z powodu przekonań'” . A drukarza prześladować można?

    Johnny 178.36.18.*
    Każdy powinien mieć prawo odmówienia usługi komukolwiek, bez uzasadnienia, nie na bazie wolności sumienia, a wolności gospodarczej, jeśli osobiście wykonuje tę usługę. RPO do dymisji. Prawo do d…

    Polubienie

  3. Panie Skrobha !

    Do ataków ad persona nie będę się odnosił . Przeczytałem część recenzji przytoczonych powyżej z zainteresowanien i przytoczę fragment jedenej z nich:

    „Tryczyk ma rację – wciąż pozostało wiele do zrobienia w dziedzinie polsko-żydowskiej pamięci. Ma on też rację, że szansę na dokonanie zmian w polskim odbiorze dają właśnie takie materiały, jakie zamieścił obficie w „Miastach śmierci”: mówiące głosami ocalałych, sprawców i świadków.”

    Z tą oceną zgadzam się w 100% . I to tyle. Z głebi czeluści więcej nie mam siły pisać .

    PS. Kiedys biskupi polscy i niemieccy potrafili sobie wybaczyć i prosic o wybaczanie .

    Polubienie

    • (…)
      Do ataków ad persona nie będę się odnosił .
      (…)

      Robi pan, co pan uważa… Pytam i proszę już czwarty raz… Umie pan zacytować do czego pan odnosić się nie będzie, tak żeby pokazać tu, o co panu chodzi, czy znów będzie pan bawił się w obrażoną wróżkę?

      (…)
      Przeczytałem część recenzji przytoczonych powyżej z zainteresowanien i przytoczę fragment jedenej z nich:

      „Tryczyk ma rację – wciąż pozostało wiele do zrobienia w dziedzinie polsko-żydowskiej pamięci. Ma on też rację, że szansę na dokonanie zmian w polskim odbiorze dają właśnie takie materiały, jakie zamieścił obficie w „Miastach śmierci”: mówiące głosami ocalałych, sprawców i świadków.”
      (…)

      Wybrał pan oczywiście ten fragment, który najbardziej pasuje panu i nie tylko panu, jako podstawę do dalszego grzebania się w tym. I bardzo dobrze! No i co z tego wynika?

      Pomyślał pan sobie choć raz, o tym gdzie i kiedy te wypadki miały miejsce… hm? Czy 17.09.1939r mówi panu coś? A czy NKWD mówi panu coś również? Rozróżnia pan przyczynę od skutku…? Ma pan odwagę, żeby sięgnąć dalej niż tylko czas od 22.06.1941r? Nie twierdzę, że tych wypadków nie było, czy że były itd, bo ja nie badam tego, bo od tego są ci, którzy zajmują się tym. Ja twierdzę, że skrzętnie omija się drugie głębsze dno, dlaczego te wypadki (zwał jak zwał) w ogóle miały miejsce… Ja stawiam na oczywistą zdradę środowisk tzw, żydowskich, czy też może bardziej żydokomunistycznych i ich magicznie jakoś nie podnoszona masową współpracę z oboma okupantami w 1939r, zarówno niemieckim, jak i sowieckim… i mordowanie, aresztowanie, wywózki itd Polek i Polaków…

      Umie pan odnieść się do tego zarzutu? Przypomnę panu trochę źródeł, żeby nie było, że jestem gołosłowny…

      https://skribh.wordpress.com/2016/05/24/302-zydzi-w-historii-polski-dr-ewa-kurek-historyk-o-stosunkach-polsko-zydowskich-na-przestrzeni-wiekow/

      https://skribh.wordpress.com/2016/05/13/297-rebelia-na-kresach-bialorusini-ukraincy-zydzi-i-polscy-komunisci-witali-bolszewikow-kwiatami/

      (…)
      Z tą oceną zgadzam się w 100% .
      (…)

      I ja też zgadzam się z tym… patrz powyżej…

      (…)
      I to tyle. Z głebi czeluści więcej nie mam siły pisać .
      (…)

      Domyślam się, że to wszystko na co pana stać, bo nawet nie jęczy pan… Pragnę zwrócić pańska uwagę, że nie znajduje się pan w Czeluści i nie pisze pan tam, a pod nowym artykułem, który z szacunku dla pana i pańskiej opinii i prośby napisałem, tak szybko jak mogłem… Ma tu pan pełne pole do popisu… ale nic nie zmieniło się, jeśli chodzi o ZASADY UMIESZCZANIA UWAG… bo o ogólnych zasadach już pan raczył był przeczytać… Proszę o tym pamiętać… bo albo dowody i źródła, albo… wie pan co…

      (…)
      PS. Kiedys biskupi polscy i niemieccy potrafili sobie wybaczyć i prosic o wybaczanie .
      (…)

      To prawda i co z tego? Co mnie obchodzi opinia biskupów „polskich” i „niemieckich”? Jaki związek ma to, co tu pan właśnie napisał, np. z tą recenzowaną książką? Wie pan, że np. Słowianie , jak i tzw. żydzi nie mają swoich biskupów?

      Jeśli ma pan odwagę jestem gotów podjąć dyskusję z panem, ale na zasadach jak już pan wie. A ja teraz żeby panu ułatwić podjęcie decyzji zacytuję też jeden wybrany fragment innej recenzji….

      (…)
      Do zbrodni na tych obszarach Niemcy przyciągnęli męty spośród miejscowej ludności oraz tzw. granatową policję. Było to zjawisko raczej rzadkie w dziejach okupowanej Polski, jak również na pozostałych obszarach Okręgu Białostockiego, gdzie ludność miejscowa – zarówno Polacy, jak i Białorusini – nie dała się obałamucić niemieckiej prowokacji.
      (…)

      Za http://www.mysl-polska.pl/668

      I znów zapytam: I co pan na to? Czyje się pan współodpowiedzialny również i za tych i za to co zrobili? A dlaczego nie czuje się pan odpowiedzialny za wszystkich innych przestępców czy też „męty”… hm? Czy nie jest to jakaś wybiórcza odpowiedzialność zbiorowa i przenoszenie cudzej odpowiedzialności na inne niewinne osoby w czasie i przestrzeni?

      Polubienie

    • Nie podpinam… Tłumaczę co myślę, żeby potem nikt nie miał wątpliwości, że „jestem jaki jestem”… Pomyśl o tym co teraz zrobię, jak o przygotowaniu artyleryjskim przed operacją berlińsko-jerozolimską… 😉

      Napisałem już kilkukrotnie, że wszystko nowe ruszy tu od końca tego miesiąca i tak będzie. Do tego czasu chcę wyczyścić, co postanowiłem i tak będzie… Potem zacznie się na dobre…

      Polubienie

  4. Nie kajajcie się… zaprawdę powiadam Wam!!!

    http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/308483-zapamietaj-15-pazdziernika-na-jasnej-gorze-wielka-pokuta-modlitwa-przeblagalna-za-grzechy-calego-narodu

    Zapamiętaj! 15 października na Jasnej Górze Wielka Pokuta – modlitwa przebłagalna za grzechy całego Narodu

    opublikowano: za 32 minuty

    „Wielka Pokuta” – pod takim hasłem 15 października br. na Jasnej Górze odbędzie się modlitwa przebłagalna za grzechy całego Narodu Polskiego.

    Polacy różnych stanów i w różnym wieku u stóp Królowej Polski spotkają się, by wyprosić dla Polski przebaczenie i uzdrowienie oraz zburzyć mury zła i grzechu budowane w naszej Ojczyźnie przez wieki i pokolenia. Mszę świętą będzie celebrował abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.

    Spotkanie poprowadzą ojcowie Antonello Cadeddu i Henrique Porcu, misjonarze z Brazylii, przełożeni wspólnoty Przymierze Miłosierdzia oraz ks. Piotr Glas, egzorcysta.

    Dzisiaj, kiedy jesteśmy świadkami największego grzechu odwrócenia się i odejścia od Boga na całym świecie, ale również w naszym kraju, musimy stanąć do walki duchowej w przebłagalno-uwalniającej modlitwie. Modlitwie tak potężnej, jak Trąby Jerycha. Chcemy to zrobić na Jasnej Górze, przy boku Tej, która zawsze nas broniła i zada ostateczny cios szatanowi; chcemy zburzyć mury zła i grzechu, budowane w naszej ojczyźnie przez wieki i pokolenia – tłumaczy sens Wielkiej Pokuty ks. Piotr Glas i dodaje:

    Pokuta i przebłaganie są nieodzownym warunkiem, aby otrzymać Boże Miłosierdzie.

    Wielka Pokuta rozpocznie się o godzinie 11.00 pod murami Jasnej Góry. W pierwszej części zaplanowane jest uwielbienie Boga, po południu odbędzie się modlitwa pokutna, przygotowana specjalnie na to wydarzenie. Data wydarzenia została wybrana nieprzypadkowo. Obchodzimy bowiem Jubileuszowy Rok Miłosierdzia, 1050. rocznicę Chrztu Polski, a 15 października to wigilia wyboru Jana Pawła II, a także Dzień Dziecka Utraconego.

    „Inicjatywa Wielkiej Pokuty doskonale wpisuje się w ten proces – stwierdza abp Stanisław Gądecki w liście do organizatorów wydarzenia – w sakramencie pokuty i pojednania człowiek może doświadczyć pełnego miłosierdzia, przebaczającego spojrzenia Boga, który w Jezusie Chrystusie przyjmuje na siebie grzech i płynącą z niego śmierć, aby przywrócić człowiekowi życie”.

    KAI/Sil

    Polak 92.105.81.*
    A MOZE: ZA GRZECHY PRZESTEPSTWA I UNICESTWIENIE i MARTYROLOGIE POLAKOW POLSKI I NASZEGO NARODU przez BANDYCKICH SASIADOW LAJDAKOW ktorzy dokonali ZBRODNI DEWASTACJI POLSKI I POLSKIEGO HOLOCAUSTU.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s