547 Sejm ustanowił 12 lipca Dniem Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi – poprzez ustawę,.. ale o 11 lipca jako Narodowym Dniu Pamięci Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez OUN-UPA cisza…

Related image


Obłuda i kłamstwo jest zarazem i istotą tradycji pustynnej i jej jedyną podstawą. To dlatego dla jej wyznawców, choć nie tylko nich, jedna śmierć jest lepsza lub gorsza, zwłaszcza jeśli to dotyczy… no właśnie…

Mam takie pytanie do „prawych i sprawiedliwych”:

Czy 12 lipca, czyli Dzień Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi, zawiera w sobie nieuchwalone ustawą święto 11 lipca, czyli Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez OUN-UPA, czy raczej nie?

Czy chłopi z Kresów Polski mordowani przez OUN, UPA, czy swoich ukraińskich sąsiadów są gorsi i mniej godni upamiętnienia od chłopów np. z podlaskiego, lubelskiego, zamojskiego, przemyskiego, itd,.. których zresztą mordowali i Niemcy i UPAdlińcy?

Gdzie schowało się tu jakieś prawo i jakaś sprawiedliwość?

A zapomniałem dodać, że ani polskojęzyczne media niemieckie w GG, ani polskojęzyczne media „polskie” w „Polsce”, jakoś nie zauważyły powstania tego nowego święcia… Pewno zbyt wielu nofoczesnym Jewropejczykom, czy „Polakom” za bardzo uwiera świadomość i tego przekrętu i samo słowo „ludobójstwo”,.. by to przeszło komuś z nich przez gardło lub przez paluchy… No ale wiadomo, że ktoś tam przecież zawsze patrzy im na ręce, a może nawet i celuje w tył głowy…


franciszekk @franciszekk:
Kolaborujące PiS-iory ! !…. Skończycie PO-dobnie jak wasi kolaborujący PO+przednicy!

UPAdlina @UPAdlina:
zamiast po Akcji „Wisła” wyje*ać te nazi-ukry na wschód poza terytorium Polski, to niestety przenieśli to upowskie rozproszone szambo na inne tereny Polski, a dziś potomkowie tego syfu zasiadają na wysokich stołkach. I mamy to, co mamy. Zamiast polskich władz, władze nazi-ukro-banderowskie na smyczy faszyngtonu. Słowo „Ludobójstwo” w temacie ludobójstwa którego dokonali na Kresach nigdy nie przejdzie im przez pyski.

jazmig @jazmig:
Dopóki nie pozbędziemy się obcych sługusów z władz naszego kraju, dopóty będą polskie obozy koncentracyjne i nie będzie ludobójstwa banderowskiego.

franciszekk @franciszekk:
@jazmig —> oto cała PRAWDA w.g starego polskiego przysłowia cyt.” zamienił stryjek siekierkę na kijek”


sejm.gov.pl

http://kresy.pl/wydarzenia/sejm-ustanowil-12-lipca-dniem-walki-meczenstwa-polskiej-wsi/

Sejm ustanowił 12 lipca Dniem Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi – poprzez ustawę

15 września 2017|4 komentarze|w polityka, Polska, społeczeństwo, Ukraina, Wydarzenia |Przez Marek Trojan

Odpowiednią ustawę ws. ustanowienia Dnia Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi przyjął w piątek Sejm. Data nawiązuje m.in. do apogeum Rzezi Wołyńskiej, o której jest mowa w uzasadnieniu. – To pokazuje, że posłom PiS nie pasuje słowo „ludobójstwo” – mówi Kresom.pl Wojciech Bakun (K’15).

Projekt ustawy ws. ustanowienia 12 lipca Dniem Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi złożyli posłowie PSL. Wpłynął on do Sejmu w kwietniu br. Zgodnie z treścią ustawy, jest to święto państwowe. W piątkowym głosowaniu Sejm przyjął projekt ustawy jednogłośnie.

– Sejm Rzeczypospolitej Polskiej składa hołd mieszkańcom polskich wsi za ich patriotyczną postawę w czasie II wojny światowej – za pomoc udzielaną uciekinierom, osobom ukrywających się przed prześladowaniami i wysiedlanym, za walkę w oddziałach partyzanckich, za żywienie mieszkańców miast i żołnierzy ruchu oporu – napisano w treści ustawy.

– Sejm Rzeczypospolitej Polskiej z szacunkiem odnosi się do ogromu ofiar poniesionych przez mieszkańców wsi – rozstrzeliwanych, wyrzucanych z domostw, pozbawianych dobytku, wywożonych do łagrów i obozów koncentracyjnych oraz na przymusowe roboty – czytamy w dokumencie.

W uzasadnieniu, podkreślono, że w czasie II wojny światowej „polska wieś odegrała trudną do przecenienia rolę”, a już we wrześniu 1939 r. mieszkańcy polskich wsi udzielali pomocy wojennym uchodźcom i żołnierzom Wojska Polskiego. Przypomniano m.in. o represjach wobec cywilów pomagających Oddziałowi Wydzielonemu Wojska Polskiego majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”, które kosztowały życie ponad 700 ludzi. Zwrócono uwagę na masowe wysiedlenia prowadzone przez Niemców, przede wszystkim z Zamojszczyzny. Zaznaczono, że mieszkańcy wsi stanowili około 75-80% spośród 3 mln Polaków wywiezionych do przymusowych robót na terenie III Rzeszy.

– Wieś polska mimo grożących represji i prześladowań wykazywała się patriotyczną postawą przez cały okres wojny. Jej mieszkańcy wchodzili w skład wielu ugrupowań konspiracyjnych. Wieś żywiła mieszkańców miast i oddziały partyzanckie, udzieliła schronienia Polakom wysiedlonym ze swoich siedzib przez okupanta, przechowywała ukrywających się Żydów. Za tą patriotyczną postawę zapłaciła ogromną cenę – czytamy w uzasadnieniu.

W uzasadnieniu podkreślono także mieszkańców polskich wsi, wymordowanych przez ukraińskich nacjonalistów w ramach ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej:

– Krwawo w historii polskiej wsi zapisał się rok 1943 na Kresach Wschodnich. W lipcu w ramach tzw. Rzezi Wołyńskiej nacjonaliści ukraińscy z UON i UPA w bestialski sposób wymordowali kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców polskich wsi.

Ponadto, data wyznaczona na obchody Dnia Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi została wyznaczona na 12 lipca, nawiązując do ludobójstwa na Wołyniu:

– Dla ocalenia od zapomnienia i upamiętnienia zasług polskiej wsi w walce z okupantami, jej patriotycznej postawy i okrutnych cierpień w czasie II wojny światowej powinien zostać ustanowiony Dzień Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi. W sposób symboliczny powinien nim być 12 lipca – dzień pierwszej pacyfikacji Michniowa i apogeum mordów na Kresach Wschodnich.

Słowo „ludobójstwo” uwiera PiS

Przypomnijmy przy tym, że rok temu ws. ustanowienia Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP, za sprawą polityków PiS zrezygnowano z ustawy, ograniczając się jedynie do uchwały w tej kwestii. Teraz, święto narodowe dotyczące walki i męczeństwa polskiej wsi, bezproblemowo zostaje ustanowione w drodze ustawy. Politycy PiS nie oponowali, choć w uzasadnieniu znajdują się wyraźne odniesienia do Rzezi Wołyńskiej.

Zdaniem posła Kukiz’15 Wojciecha Bakuna, współautora ustawy o 11 lipca, to właśnie kwestia braku w przyjętej w piątek ustawie słowa „ludobójstwo” była tu decydująca.

– PiS nie chce ustanowienia święta 11 lipca w drodze ustawy, dlatego, że znajduje się tam słowo „ludobójstwo” – mówi Kresom.pl poseł Bakun. Zaznacza, że jest to termin prawny, niosący określone konsekwencje. – W ustawie ws. święta 12 lipca, Dnia Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi, nie ma takich słów, więc PiS nie oponowało, by przyjęcie nastąpiło w drodze ustawy. Nie było żadnych protestów z ich strony. A przecież faktycznie w przypadku ustawy przyjętej w piątek również mówimy o ludobójstwie na Kresach. To pokazuje, że rok temu wyraźnie posłom PiS nie pasowało słowo „ludobójstwo”.

PRZECZYTAJ: Ruch Kukiza składa projekt ustawy o dniu pamięci ofiar Wołynia. Ludobójstwo OUN-UPA nazwane po imieniu

Polityk pozytywnie ocenia to, że oba święta następują po sobie, a w przypadku 12 lipca w uzasadnieniu zwrócono uwagę również na ofiary ludobójstwa. – Zaznaczono, że m.in. to apogeum Rzezi Wołyńskiej na Kresach. To dobra inicjatywa PSL, dlatego ją poparliśmy.

Czytaj także: Bobołowicz: Kuchciński negocjował uchwałę ws. 11 lipca m.in. z synem zbrodniarza z UPA [+FOTO]

Poseł Bakun przypomina, że wciąż formalnie procedowana jest ustawa ws. 11 lipca, jednak jest ona „zamrożona” w komisji sejmowej. W praktyce, żadne prace nad nią jednak nie trwają. Tłumaczone jest to tym, że jest już odpowiednia uchwała ws. upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Kresach, więc procedowanie analogicznej ustawy jest bezprzedmiotowe.

CZYTAJ WIĘCEJ: Parubij: Kuchcińskie obiecał nam, że przed szczytem NATO nie będzie uchwały w sprawie 11 lipca

– To pokazuje, że opcja rządząca nie do końca pochyliła się nad tym problemem, w przypadku święta 11 lipca, wykorzystując to instrumentalnie.

Bakun dodał, że posłowie PSL wystąpili z własną inicjatywą, by jeszcze raz złożyć ustawę o 11 lipca i Dniu Pamięci Ofiar Ludobójstwa. Kukiz’15 chce poprzeć tę inicjatywę. – Rozmawiałem z posłem Piotrem Zgorzelskim na ten temat. Ich projekt jest łudząco podobny do naszego, ale to nic nie zmienia – jak najbardziej się pod tym podpiszemy, jeśli tylko komisja zdecyduje że mamy do tego formalnie prawo – mówi poseł K’15. Zwraca uwagę, że być może konieczne będzie tu konieczna opinia Biura Analiz Sejmowych, czy można to samo święto ustanowić w drodze ustawy.

Sejm.gov.pl / Kresy.pl

https://www.wprost.pl/kraj/10075855/Bedzie-nowe-swieto-panstwowe-Sejm-jednoglosnie-poparl-projekt-PSL.html

http://www.rp.pl/Polityka/170919388-Sejm-12-lipca-Dniem-Walki-i-Meczenstwa-Wsi-Polskiej.html

https://kresy24.pl/sejm-ustanowil-12-lipca-dniem-walki-i-meczenstwa-polskiej-wsi/

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1854514,Nowe-swieto-panstwowe-ustanowione-przez-Sejm

http://wmeritum.pl/bedziemy-nowe-swieto-panstwowe-tym-glosowaniu-politycy-byli-wyjatkowo-zgodni/200595

http://www.mysl-polska.pl/1228

http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/PrzebiegProc.xsp?id=3B13F597338DA2DBC125811C0040E85C

…..


Demontaż nielegalnego upamiętnienia UPA w Hruszowicach. Fot. Jacek Borzęcki

Poznaniak74 @Poznaniak74:
A co tam słychać u niejakiego Kramka i „Ludmyly Kozlowsky” z tzw. fundacji ‚Otwarty Dialog” co to chcieli „antyPISowski majdan” w Warszawie organizować? Czyżby PISowszczyzna się ze.rała w galoty po jednym telefonie z ambasady Ukrainy żeby ich zostawić w spokoju?

Beresteczko1651 @Beresteczko1651:
Polskojęzyczne władze biją rekordy hańby!

bob @bob:
najzwyczajniej rządzą nami pisobanderowcy

franciszekk @franciszekk:
Słynne i popularne polskie przysłowie głosi cyt. ” jak świat światem, nigdy nie będzie zwyrodniały i prymitywny ukraiński bandyta cywilnej bezbronnej polskiej ludności: kobiet, starców, dzieci a nawet niemowląt Polakowi BRATEM!!!…..

zefir @zefir:
Nielegalne pomniki banderowców w Polsce,to właśnie naruszenie polskiego prawa.Zafajdani banderofile z tajnej „polskiej”policji i kontrwywiadu niech się zdecydują i w końcu opowiedzą,komu służą:Narodowi Polskiemu,czy banderowskim oprawcom?

UPAdlina @UPAdlina:
i kto kuwa rządzi tą Polską? Potomkowie nazi-banderowskich przesiedleńców z Akcji „Wisła”? V nazi-banderowska kolumna w Polsce pod postacią banderowca tymy? Pacynki uSSmańskiego zbira, który żąda „przyjaźni” między Polakami a zachodnimi bander-ukrami? Co za hańba, co za wstyd. Jak historia osądzi tych jeanych przedstawicieli „polskiej” władzy ? A setki tysięcy bestialsko pomordowanych przez ukro-ścierwa naszych rodaków nie mają nawet godnych pochówków.

http://kresy.pl/wydarzenia/polskie-sluzby-odwiedzaja-spolecznikow-usuwajacych-nielegalne-upamietnienia-upa/

Polskie służby „odwiedzają” społeczników usuwających nielegalne upamiętnienia UPA

15 września 2017|6 komentarzy|w bezpieczeństwo i obrona, Polska, społeczeństwo, Ukraina, Wydarzenia |Przez Marek Trojan

Wysocy rangą funkcjonariusze podkarpackiej policji i oficerowie kontrwywiadu oraz tzw. pośrednicy, „odwiedzają” osoby zaangażowane w usuwanie nielegalnych „pomników UPA”. Próbują wpłynąć na nich, by z tego zrezygnowali. Policja twierdzi, że jej działania są zgodne z prawem.

Jak informowaliśmy wcześniej, członkowie Społecznego Komitetu Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce (SKUBUwP) byli przedmiotem nacisków ze strony polskich służb. Próbowano wpłynąć na nich, by zaniechali rozbiórki nielegalnego obiektu ku czci band UPA w Hruszowicach lub przenieśli ją na inny termin. Jak się okazuje, sprawa nie tylko miała większy wymiar, ale ma również swój dalszy ciąg.

Przeczytaj: Społecznicy rozbiorą pomnik UPA w Hruszowicach. Polskie służby próbowały to zablokować

„Odwiedziny”

Według informacji, do których dotarliśmy, jeden z członków zarządu obecnego Komitetu został odwiedzony  przez „pośredników”, wysłanych przez wysokich urzędników państwowych. Jak wynika z uzyskanych przez nas informacji, „delegującymi” byli wysocy rangą oficerowie policji i kontrwywiadu. W rozmowach „pośrednicy” prosili, a czasem wręcz żądali, by do nie doprowadzać  do usuwania nielegalnych obiektów ku czci UPA.

Jak się dowiedzieliśmy, kilka miesięcy od rozbiórki, działania nieznanych  jak dotąd osób prowadzą do zdyskredytowania w środowisku narodowym działaczy komitetu. Dochodzi nawet do wykorzystywania osób ze środowisk patriotycznych i narodowych celem przekonywania członków Rady Komitetu do tego, by do sprawy obiektów UPA posadowionych w Polsce i ich ewentualnych rozbiórek podchodzić „normalnie”.  Działania takie są prowadzone mimo, że IPN oraz Ministerstwo Kultury potwierdziły wcześniej, że rozbiórka nielegalnego „pomnika UPA” w Hruszowicach była całkowicie legalna, a działania aktywistów i władz gminy – zgodne z prawem. Osoby te nie precyzowały jednak, co owo „normalne podejście” miałoby oznaczać.

Ponadto, analogiczne działania podejmowano wobec lokalnych samorządowców związanych z działalnością przyszłego Komitetu. Jeden z nich, zaangażowany m.in. w akcję rozbiórki obiektu w Hruszowicach, dzień przed zaplanowaną rozbiórką został osobiście „odwiedzony” przez Komendanta Miejskiego Policji w Przemyślu, któremu towarzyszył oficer ABW. Próbowali wpłynąć na niego, by organizatorzy rozbiórki  zrezygnowali  ze swoich działań.

Co więcej,  w działania te zaangażował się również Komendant Wojewódzki Policji w Rzeszowie, który próbował wywrzeć wpływ na aktywistów i działania Komitetu poprzez innego samorządowca. Przedstawiając „czarne scenariusze” dla gminy, która zbytnio zaangażowałaby się w likwidację banderowskich upamiętnień.

Powyższe informacje potwierdziliśmy w dwóch źródłach, pragnących zachować anonimowość. W tej sprawie wystosowaliśmy zapytanie do KWP w Rzeszowie i KMP w Przemyślu, jednak jak dotąd nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Ukraiński dyplomata wizytuje komendę

Przypomnijmy, że Komendant Wojewódzki Policji w Rzeszowie, nadinspektor Krzysztof Pobuta, był wcześniej szefem KMP w Przemyślu. W lipca 2015 roku, na jego zaproszenie Komendę w Przemyślu wizytował Konsul Generalny Ukrainy w Polsce, Wasyl Pawluk. Oficjalnie, przedmiotem spotkania była chęć poznania przez ukraińskiego dyplomatę „struktur i zadań przemyskiej Policji oraz omówienie warunków i zasad współpracy”.

Termin spotkania nie był jednak przypadkowy. Miało ono miejsce niespełna dwa tygodnie po tym, jak umorzono postępowanie dotyczące ukraińskich studentów, a zarazem posiadaczy Kart Polaka, którzy w rocznicę powstania UPA sfotografowali się na tle flagi OUN-UPA na terenie przemyskiej galerii handlowej. Według nieoficjalnych informacji, komendant Pobuta miał osobiście interesować się prowadzonym w tej sprawie postępowaniem. W rozmowie z Kresami.pl konsul Pawluk przyznał, ze jednym z wątków rozmowy była właśnie sprawa postępowania ws. zachowania młodych obywateli Ukrainy.

Wszelkie kwestie dotyczące współpracy na poziomie międzynarodowym generalnie nie leżą w gestii lokalnego komendanta policji. Odpowiada za nie komenda wojewódzka.

„Działania zgodne z prawem”

W związku ze sprawą zwróciliśmy się do KWP w Rzeszowie oraz KMP w Przemyślu. Jak poinformowała nasz rzecznik rzeszowskiej komendy wojewódzkiej, policja jest zobowiązana do przeciwdziałania naruszeniom prawa, a działania podjęte przez policję były zgodne z prawem. Nie odpowiedziano na pytanie, kto i jak wywierał presję na lokalnych działaczy.

Szukanie winnych?

Według nieoficjalnych informacji, istnieją podstawy do twierdzenia, że mogą zostać podjęte działania na rzecz publicznego zdyskredytowania Komitetu i jego członków. W tym, poprzez obarczenie ich winą za zablokowanie przez stronę ukraińską poszukiwań szczątków Polaków na Ukrainie. W wyniku tego, przedstawiciele Komitetu mieliby zostać wykluczeni z przestrzeni publicznej, odcięci od mediów, a ich działania – przynajmniej zahamowane.

– Przed rozbiórką nielegalnego obiektu ku czci UPA w Hruszowicach obawiałem się bardziej reakcji strony ukraińskiej, a konkretnie neobanderowców i negacjonistów ukraińskich. Nie przypuszczałem jednak , że będę musiał się obawiać działań ze strony polskich urzędników – mówi nam przewodniczący Rady Społecznego Komitetu Usuwania Banderowskich Upamiętnień w Polsce, Marek Kulpa.

– Wszelkie działania zmierzające do osłabienia działalności komitetu, oraz próby rozbicia go są pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia. Z wielu powodów.  Po pierwsze, nasze działania nie są żadnym zagrożeniem dla interesów Polski na wschodzie. Przedmiotem naszych działań są  nic nie warte nielegalne upamiętnienia ludobójców, którzy dokonali tysięcy mordów na naszych rodakach – mówi Kulpa.

– Działania, jakie podejmowane były w związku z demontażem upamiętnienia na cmentarzu w Hruszowicach, według naszych informacji, wzbudzały emocje i zainteresowanie społeczne. Istniały uzasadnione obawy, że może dojść w tym czasie do zakłócenia porządku publicznego. Działania Policji w tym zakresie były zgodne z prawem i adekwatne do sytuacji oraz ewentualnych zagrożeń poinformowała Rzecznik Prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, nadkom. Marta Tabasz-Rygiel. Dodając, że „podejmowane przez Policję przedsięwzięcia zapewniły spokój i porządek publiczny podczas rozbiórki”.

Do czasu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi ze strony Komendanta Miejskiego Policji w Przemyślu.

– Po drugie, nasze działania są pomocne w ewentualnym przekonaniu Ukraińców przez polskich dyplomatów, że nie da się budować państwa na ludobójstwie. Ukraińcy nie tylko dzisiaj powinny potępić UPA i Banderę ale całkowicie się ich wyrzec. Nie ma innej drogi – zaznacza szef SKUBUwP. – Jeśli zaś chodzi o naciski to obecnie trudno nas będzie złamać. Jesteśmy coraz bliżej zrealizowania celów komitetu, zamierzamy więc działać dalej – dodaje.

Pojawiły się także zapytania m.in. ze strony IPN, w odpowiedzi na żądania strony ukraińskiej, czy w posiadaniu osób związanych z Komitetem znajdują się kamienie z rozebranego w Hruszowicach obiektu ku czci UPA. Wcześniej były sygnały, że Ukraińcy zamierzają wykorzystywać je m.in. jako swego rodzaju „relikwie” lub budulec do odbudowy „pomnika UPA”, czego domagała się strona ukraińska. Według naszych informacji, kamienie z rozbiórki zostały skruszone i wykorzystane w innym celu.

Przeczytaj: „Stop gloryfikacji banderyzmu w Polsce”. Podkarpaccy działacze szykują kolejne akcje

Niezależnie od tego, Komitet kontynuuje swoją działalność. Obecnie w jednej z prokuratur na Podkarpaciu, na wniosek jednej z organizacji patriotycznych z Polski zostało wszczęte postępowanie w sprawie postawienia w jednej z gmin nielegalnego upamiętnienia UPA. Najprawdopodobniej przedstawiciel Komitetu zostanie dopuszczony do udziału w postępowaniu. W związku z tym, jego władze czekają na możliwość złożenia wniosku o usunięcie tegoż upamiętnienia z przestrzeni publicznej. Po zakończeniu postępowania, mają zostać podjęte działania w celu usunięcia trzech obiektów w jednym dniu. Cały czas trwają również prace ws. usunięcia pozostałych nielegalnych upamiętnień.

Kresy.pl

6 thoughts on “547 Sejm ustanowił 12 lipca Dniem Walki i Męczeństwa Polskiej Wsi – poprzez ustawę,.. ale o 11 lipca jako Narodowym Dniu Pamięci Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez OUN-UPA cisza…

  1. http://www.rp.pl/Kukiz15/170929114-Pawel-Kukiz-o-politykach-PiS-Epatuja-miloscia-do-banderowskiej-Ukrainy.html#ap-1

    Paweł Kukiz o politykach PiS: Epatują miłością do banderowskiej Ukrainy

    publikacja: 27.09.2017 aktualizacja: 27.09.2017, 15:37


    Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

    Paweł Kukiz na swoim profilu na Facebooku ubolewa, że polskie władze nie skrytykowały nowej ukraińskiej ustawy oświatowej.

    25 września prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał nową ustawę oświatową, zgodnie z którą szkoły mniejszości narodowych, w których teraz większości przedmiotów naucza się w ich językach, będą musiały przejść na ukraiński. Oprócz Rosji przeciwko zmianom w ustawie oświatowej na Ukrainie zaprotestowały Węgry, Bułgaria i Rumunia.

    Polski resort dyplomacji zapowiedział, że „będzie uważnie obserwować proces wdrożenia ustawy w życie i podejmie wszelkie niezbędne działania, by zapewnić Polakom na Ukrainie dostęp do nauki w języku polskim”.

    Taka reakcja to, zdaniem Kukiza, za mało. „Jedynie władze Polski nie skrytykowały tej ustawy, choć w ogromnej mierze dotyczy ona Polaków zamieszkałych na Ukrainie” – zauważa lider Kukiz’15.

    Polityk wypomina następnie PiS-owi, ale też „PO-Nowoczesnej”, że „od ponad roku blokują nasz (tj. klubu Kukiz’15) projekt ustawy o penalizacji propagandy banderowskiej na terenie Polski”.

    Kukiz stwierdza również, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński i wicemarszałek Ryszard Terlecki „wręcz epatują miłością do banderowskiej dziś Ukrainy”.

    Andrzej z Balto 27.09.2017, 15:50
    Brawo Kukiz! Cała prawda o tych „naszych” pisiorskich neo-banderowcach. Trzeba o nich pamiętać przy następnych wyborach.

    Polubienie

  2. tagore @tagore:
    Pani prokurator nie musi pracować w IPN, zawsze może odejść.

    Beresteczko1651 @Beresteczko1651:
    Nagłaśniać, powielać, kolportować. Polacy muszą się dowiedzieć jak wygląda polska „pamięć narodowa” sterowana z Kijowa. Uległość polskich urzędników wobec Ukraińców przybiera coraz bardziej haniebne formy!

    General @General:
    Byłem tam tydzień temu. Piękna cerkiew, miła okolica, ale niestety strasznie skrwawiona polską krwią. Jawornik Ruski i pobliska Piątkowa to upowska kraina. To był rzeczywiście mały Wołyń (w sensie geograficznym). Byłem później w Morochowie. Tamtejsi uważają się za ukraińców. Jak to ładnie mi pani powiedziała na pytanie czy są Łemkami, że tu jest ukraińska świadomość. Tak sobie pomyślałem jaki oni mają raj w Polsce. Mają swoją cerkiew, mają możliwość czczenia operacji Wisła oficjalnie, mają swoje szkoły i zespoły folklorystyczne. Szerzą swoją kulturę m.in. a właściwie głównie za polskie pieniądze. Szkoda że nie ma symetrii wobec Polaków po drugiej stronie granicy……

    https://kresy.pl/wydarzenia/jawornik-ruski-ruszyly-poszukiwania-szczatkow-ofiar-upa-lokalni-badacze-niemile-widziani/


    Prace poszukiwawczo-ekshumacyjne IPN w Jaworniku Ruskim, 2 X 2017. Fot. przesłane redakcji, AZ

    JAWORNIK RUSKI: RUSZYŁY POSZUKIWANIA SZCZĄTKÓW OFIAR UPA. LOKALNI BADACZE NIEMILE WIDZIANI?

    3 października 2017|3 komentarze|w Polska, społeczeństwo, Ukraina, Wydarzenia |Przez Marek Trojan

    Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN rozpoczęło w Jaworniku Ruskim na Podkarpaciu poszukiwania szczątków ofiar UPA. Prace możliwe były dzięki wynikom badań grupy historyków, działaczy lokalnych i rodzin ofiar. Okazało się jednak, że mimo wydatnej pomocy, teraz nie są mile widziani przez prokuraturę IPN.

    W poniedziałek w miejscowości Jawornik Ruski w gminie Bircza w powiecie przemyskim, Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN rozpoczęło prace poszukiwawcze. Mają one na celu odnalezienie miejsca ukrycia szczątków siedmiu Polaków, którzy zostali zamordowani przez Ukraińską Powstańczą Armię w 1945 roku.

    IPN zaznacza, że odbywa się to w ramach śledztwa, prowadzonego przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie. Przy rozpoczęciu prac obecny był prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN, a także  prok. Beata Śmiechowska, p.o. naczelnika Komisji w Rzeszowie.

    Rozpoczęcie prac było możliwe dzięki pracy grupy historyków i działaczy, współpracujących z lokalnymi mieszkańcami, w tym również rodzinami osób zamordowanych przez banderowców. Wyniki prac przekazali IPN. Pomogli również przy kwestiach formalnych, koniecznych do rozpoczęcia prac poszukiwawczych na prywatnych terenach.

    W rozmowie z Kresami.pl dr hab. Andrzej Zapałowski, historyk i ekspert ds. bezpieczeństwa zaznacza, że działania IPN są wynikiem wieloletniej pracy całej grupy ludzi, która zaprezentowała owoce swojej pracy Instytutowi. – W jej skład wchodzą historycy, w tym m.in. ja, a także rodziny pomordowanych przez UPA żołnierzy AK z Pawłokomy – mówi prof. Zapałowski, dodając, że mord ten był bezpośrednim wynikiem akcji odwetowej AK na Pawłokomę. Członkowie grupy wskazali lokalizację studni, do której wrzucono zwłoki żołnierzy AK pomordowanych przez banderowców. W tym miejscu powinny z bardzo dużym prawdopodobieństwem powinny znajdować się ich szczątki.

    Przeczytaj: Odnaleziono zbiorowy grób Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA

    Takich miejsc jest jednak więcej – zarówno w gminie Bircza i w innych częściach Podkarpacia, jak i w bliskiej okolicy badanej lokalizacji. Kilkanaście metrów od miejsc, gdzie IPN prowadzi poszukiwania, znajduje się zasypany staw. Tam również, prawdopodobnie znajduje się dużo zwłok pomordowanych Polaków. Dotyczy to Jawornika Ruskiego, a także pobliskiej wsi Żohatyn.

    – Z tych wiosek mamy informacje, pozwalające wskazać z nazwiska 60 zamordowanych osób, których wrzucano do studni. Były one później zasypywane.Część z tych studni wskazaliśmy IPN i oczekujemy, że znajdą się pieniądze na ich ekshumacje – mówi historyk. Według naszych informacji, Instytut nie planuje jednak żadnych szerzej zakrojonych prac, tłumacząc się m.in. brakiem środków.

    – Nie może być takiej sytuacji, że IPN będzie odkrywał jedną studnię rocznie – podkreśla prof. Zapałowski. – Teren ten do 1947 roku znajdował się pod upowskim terrorem. Tam masowo mordowano ludność cywilną, w tym pochodzenia ukraińskiego, która nie w pełni utożsamiała się z banderowcami. Południowa część powiatu przemyskiego jest takim „mikro-Wołyniem”. Z jakiś powodów do teraz nie podejmowano żadnych działań, przy przeprowadzić ekshumacje ofiar. Nie wiem dlaczego – może przez „poprawność polityczną”?

    – 70 lat po wojnie, mimo istnienia instytutów historycznych na Podkarpaciu, poprawność polityczna doprowadzała do tego, że w zasadzie nie prowadzono prawdziwych badań na ten temat – podkreśla prof. Zapałowski. – Dużą pracę wykonywali regionaliści, a profesjonaliści tylko pisali ogólne syntezy. Nie ma badań przyczynkowych, które teraz, choć w ograniczonym zakresie, prowadzą regionalni historycy.

    Niemile widziani

    Przy okazji rozpoczęcia prac poszukiwawczych doszło jednak do mocno nieprzyjemnej sytuacji. Grupa osób, która wcześniej zbierała informacje i pomagała IPN w zainicjowaniu i rozpoczęciu prac, nie mogła w nich uczestniczyć.Początkowo na miejsce nie chciała dopuścić ich policja. Dopiero po dłuższym czasie pozwolono im podejść. Prok. Śmiechowska nie była zadowolona z ich obecności i wprost dała im do zrozumienia, że nie są tu przez nią mile widziani. Do tego stopnia, że na koniec powiedziała im, żeby już więcej nie przychodzili na miejsce prowadzenia prac.

    – Dla nas to była trochę żenująca sytuacja, ze strony niektórych pracowników IPN – że ludzi, którzy przez lata prowadzili badania, dokumentowali i dzięki którym IPN ma wszystkie wyniki, traktuje się jak osoby niepożądane. Do tego „łaskawie” na chwilę dopuszcza się do prac przy ekshumacji. A potem mówiąc nam, że nie życzą sobie, byśmy przychodzili. Ludzie, którzy przez lata prowadzili prace, badali, są traktowani bardzo obcesowo – mówi prof. Zapałowski.

    Historyk zaznacza, że w tej grupie osób byli również dwaj bracia, których zamordowany brat prawdopodobnie leży tam, gdzie trwają prace. – Oni czekali na to kilkadziesiąt lat. I są tak samo, bardzo obcesowo traktowani. Dla mnie to skandaliczne, bo IPN nie zrobi nic, jeżeli nie będzie pełnej współpracy. Niektórzy chyba uważają, że w takich sytuacjach można postępować jak prokurator w stosunku do przestępców. My tak się właśnie czujemy.

    Prof. Zapałowski dodał, że świadkowie tamtych wydarzeń nic nie powiedzą komuś, komu najwyraźniej pomyliły się kwestie przesłuchiwania przestępcy a współpracą z ofiarami i osobami, które działają na rzecz odkrywania prawda. – Dla mnie to kompletne nieporozumienie.

    Kresy.pl

    Polubienie

  3. tagore @tagore:
    Uwagi redakcji do tekstu nadesłanego przez polski MSZ są interesujące ,ale ich ocena jest niemożliwa bez zapoznania się z tekstem samego pisma MSZ.

    Gaetano @Gaetano:
    Wydarzenie było „niezgodne z żywotnymi interesami państwa polskiego”, chyba upaińskiego, to jakiś nonsens i to pieprzenie o rozkładzie państwa, które samo się rozkłada. Coś się ubzdurało tym szujom z msz, kierowanym przez tego tłustego wieprzka z San Escobar. Wcale mnie nie zdziwi, jak góra postanowi jakoś uciszyć dra Popka.

    JanK @JanK:
    Ten co pisał to coś z MSZ nie bardzo się wysilił. Dobrze, że choć przyznali się, że naciskali w sprawie uczestników konferencji bo weryfikacja to w tym znaczeniu zwykły nacisk, no może rzeczywiście nie naciskali, po prostu usunęli niektórych uczestników. Co do działań w sprawie Ukrainy, dotyczy to zresztą Litwy, Białorusi i innych, to oni rzeczywiście cały czas działają. Cały czas walą łbem w ścianę, z uporem maniaka. Ale działają tak aby broń Boże nic nie zrobić. Przecież wszyscy widzą, że walenie głową nic nie daje. Można wziąć kilof lub inne narzędzie, których mają mnóstwo, ale wtedy będą efekty, które dla MSZ są jak widać niepotrzebne. Wychodzi na to, że dalej będą walić łbem w ten mur, muszą tylko pamiętać, że w końcu się rozwali ale nie mur tylko głowa.

    https://kresy.pl/publicystyka/opinie/msz-tlumaczy-sie-ocenzurowania-debaty-o-stosunkach-polsko-ukrainskich/


    Siedziba MSZ. Fot. ee.pw.edu pl

    MSZ TŁUMACZY SIĘ Z OCENZUROWANIA DEBATY O STOSUNKACH POLSKO-UKRAIŃSKICH

    3 października 2017|3 komentarze|w Opinie |Przez Marek Trojan

    W oświadczeniu przesłanym nam przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych resort przekonuje, że nie cenzurował składu panelistów debaty o stosunkach polsko-ukraińskich, która miała odbyć się w Lublinie, a jedynie poddał ją „weryfikacji”. Na tej podstawie zarzuca portalowi Kresy.pl opublikowanie szeregu „nieprawdziwych” i „fałszywych”  informacji. Pismo jest odpowiedzią na artykuł, w którym ujawniliśmy, że po naciskach MSZ ze składu prelegentów mających brać udział w debacie wykreślono prof. Włodzimierza Osadczego i dra Leona Popka.

    Pismo, które otrzymaliśmy od resortu spraw zagranicznych 30-go września nosi tytuł: Wyjaśnienia MSZ w związku z nieprawdziwymi doniesieniami portalu Kresy.pl  w artykule pt. „Polskie MSZ naciskało na usunięcie zasłużonych naukowców z listy prelegentów konferencji polsko-ukraińskiej” z 28 września 2017 r. Czytamy w nim między innymi: Artykuł opublikowany przez portal internetowy Kresy.pl zawiera szereg nieścisłości i nieprawdziwych tez odnoszących się do udziału wiceministra spraw zagranicznych Bartosza Cichockiego w debacie „Pojednanie polsko-ukraińskie? Wymiana doświadczeń”, która odbyła się w Lublinie w dniu 26 czerwca br. Materiał zawiera też nieprawdziwe stwierdzenia dotyczące rzekomych ostatnich działań Ministerstwa Spraw Zagranicznych wobec Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej (RODM) w Lublinie w związku z organizowaną przez ośrodek konferencją w Klubie Inteligencji Katolickiej.

    Po tym wstępie MSZ przedstawia tytułowe „wyjaśnienia”, zaczynając od kwestii przywołanej w naszym tekście debaty pod patronatem RODM w Lublinie 26 czerwca br., pt. „Pojednanie polsko-ukraińskie? Wymiana doświadczeń”.

    Zachowanie wiceministra

    W ocenie MSZ przebieg przywołanej w artykule debaty, odbywającej się pod patronatem RODM w dniu 26 czerwca, przeczył zapowiedzianej w jego nazwie idei pojednania, a posłużył propagowaniu poglądów posuwających się do aprobaty rozpadu państwa ukraińskiego. MSZ RP nie może firmować takich wydarzeń, niezgodnych z żywotnymi interesami polskiej polityki zagranicznej. Należy przy tym podkreślić, że podczas spotkania wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki nie uchylał się od odpowiedzi na trudne pytania, a wyjście ze spotkania przed jego zakończeniem było wcześniej ustalone z organizatorami i wynikało z kolejnych zobowiązań wiceministra. Nieprawdziwe jest zatem padające w artykule stwierdzenie, jakoby „wiceminister Cichocki demonstracyjnie opuścił salę”.

    Taka, zgodnie z początkiem akapitu, jest „ocena” debaty z perspektywy MSZ. Jest ona oczywiście rażąco odmienna od oceny innych uczestników debaty, którzy poczuli się zbulwersowani zachowaniem wiceministra Cichockiego. Jako, że MSZ odmówił nam komentarza w tej sprawie, nie mogliśmy przedstawić opinii ministerstwa w naszym pierwotnym artykule, mimo to, wyraźnie zaznaczyliśmy wówczas, że „w oficjalnym komunikacie biuro prasowe MSZ krytycznie odniosło się do debaty i tego, jak wypowiadali się prelegenci”.

    Naszą uwagę przykuł jednak fakt, że w przesłanym nam obecnie piśmie, MSZ pierwszy raz otwarcie stwierdza, że debata z udziałem badaczy zajmujących się tematyką stosunków polsko-ukraińskich, a także Kościoła i posłów na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, służyła propagowaniu poglądów ocierających się o „aprobatę rozpadu państwa ukraińskiego”. Podkreśla też, że całe wydarzenie było „niezgodne z żywotnymi interesami państwa polskiego”. Taka ocena wydaje się w pełni zrozumiała, biorąc pod uwagę ogólny „giedroyciowski” rys polskiej polityki zagranicznej na kierunku wschodnim, czego praktycznym przejawem jest m.in. tradycyjne nadawanie możliwie najniższego priorytetu kwestiom takim, jak prawa polskiej mniejszości, gloryfikacja banderyzmu na Ukrainie, czy godny pochówek ofiar ukraińskiego ludobójstwa. We wszystkich tych kwestiach MSZ przejawia bądź rażący brak zainteresowania bądź też charakterystyczny imposybilizm. Najdobitniej świadczy o tym wypowiedź ministra Waszczykowskiego, który zapytany na antenie TV Trwam o to dlaczego Polska nie broni polskich szkół na Ukrainie w tym samym stopniu co Rumunia czy Węgry argumentował, że zagrażająca szkołom mniejszości narodowych nowa ukraińska ustawa oświatowaw mniejszym stopniu dotyczy naszych szkół, bo mamy ich tylko kilka, w stosunku do Węgrów, którzy mają ich osiemdziesiątwięc narzucenie im z dnia na dzień praktycznie języka ukraińskiego znaczy olbrzymią zmianę. Jak widać fakt upośledzenia polskiej mniejszości na Ukrainie w stosunku do mniejszości węgierskiej czy rumuńskiej nie tylko nie stanowi wyrzutu sumienia dla szefa polskiej dyplomacji, ale można odnieść wrażenie, że jest wręcz wymówką dla dalszej bierności w tej sprawie, bo skoro „mamy ich tylko kilka” to przecież nie ma o co kruszyć kopii.

    Tłumaczenie MSZ, że opuszczenie spotkania przez wiceministra Cichockiego było zaplanowane, wraz z zapewnieniami, że „nie uchylał się od odpowiedzi na trudne pytania” (resort najwyraźniej nie bierze pod uwagę faktu, że jego odpowiedzi nie uznano za wystarczające), to oczywiście opinia ministerstwa. Faktycznie, sprzeczna z relacjami innych uczestników debaty, co nie znaczy, że obiektywnie prawdziwa.

    Co z pomocą MSZ?

    Za bezpodstawne uważamy stawiane przez portal Kresy.pl insynuacje, jakoby służby dyplomatyczno-konsularne nie podejmowały interwencji w związku z odmową przez władze ukraińskie wjazdu obywateli RP na terytorium tego kraju. Pragniemy wyjaśnić, że MSZ podejmuje działania w przypadku każdego obywatela polskiego, któremu odmówiono wjazdu na terytorium Ukrainy i który zwrócił się do Ministerstwa z taką prośbą. Świadczy o tym choćby interwencja w sprawie prof. Czesława Partacza. Nie zwalnia to obywateli RP, którzy otrzymali decyzję o zakazie wjazdu na Ukrainę, z obowiązku wyczerpania przysługującej im drogi prawnej, czyli wniesienia odwołania do odpowiedniego organu państwowego Ukrainy.

    Taka deklaracja ze strony MSZ cieszy i dziwi jednocześnie. Cieszy, gdyż potwierdza wcześniejsze nieoficjalne informacje, do których dotarły Kresy.pl, a które wskazywały, że MSZ podjęło działania ws. prof. Partacza (nota bene, uczestnika czerwcowej debaty, którego wypowiedzi resort ocenił krytycznie). Informacja resortu dziwi natomiast, gdyż trudno zrozumieć dlaczego MSZ pytane w trakcie debaty o sprawę zatrzymania przez ukraińskie służby Zdzisława Koguciuka (kresowego działacza z Lublina), chwali się interwencją w sprawie prof. Partacza? Przy okazji warto zauważyć, że resort przemilcza skuteczność swoich zabiegów także w tej sprawie. Wbrew oskarżeniom ministerstwa, należy wyjaśnić naszym służbom dyplomatycznym, że niczego nie insynuowaliśmy. Poinformowaliśmy jedynie naszych Czytelników, że minister Cichocki nie udzielił satysfakcjonującej odpowiedzi na postawione mu pytanie o działania MSZ podjęte ws Zdzisława Koguciuka,  któremu zakazano wjazdu na Ukrainę. Taka postawa ministerstwa jednoznacznie sugeruje, że resort nie podjął żadnych działań w sprawie zasłużonego kresowego działacza.

    Przede wszystkim zdumiewa jednak otwarte przyznanie przez MSZ, że co najmniej w części przypadków Polacy z Kresów, jak również obywatele polscy, którzy spotkali się z sankcjami ze strony służb innego państwa, nie mogą liczyć na pomoc polskiej dyplomacji. Oświadczenie, że mają oni (szczególnie obywatele RP) obowiązek w pierwszym rzędzie dochodzić swoich praw samemu (co w praktyce oznacza długą i skazaną na niepowodzenie przeprawę z jedną z najbardziej skorumpowanych administracji na świecie), a nie liczyć na pomoc MSZ, powinno budzić daleko idące zaniepokojenie polskich wyborców.

    Sprzeczności ws. Kościoła

    Za nieprawdziwe należy uznać również sugestie zawarte w materiale portalu o braku reakcji MSZ na problemy Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie. Chcemy zapewnić, że MSZ z wnikliwą uwagą monitoruje sytuację Polaków na Ukrainie oraz Kościoła, do którego należą zarówno wierni narodowości polskiej, jak i ukraińskiej. Wspieramy wysiłki abpa Mieczysława Mokrzyckiego w odzyskaniu katolickich świątyń, w tym kościoła pw. św. Marii Magdaleny we Lwowie.

    W naszym artykule nie opublikowaliśmy żadnych sugestie, a jedynie przytoczyliśmy opinie osób będących znawcami tematu i uczestnikami debaty (obecny był tam m.in. bp Marian Buczek, pracujący przez lata na Ukrainie – nota bene, publicznie zwyzywany i zaatakowany przez ukraińskich szowinistów podczas promocji książki – wspomnień bł. bpa Grzegorza Chomyszyna w siedzibie kurii lwowskiej). Niedawno pouczający reportaż na temat łamania praw kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie wyemitowała Telewizja Trwam, zaś sam problem dyskryminacji KRK na Ukrainie znany jest co najmniej od ćwierćwiecza. Natomiast obecna deklaracja MSZ o tym, że wspiera abpa Mieczysława Mokrzyckiego w odzyskaniu katolickich świątyń jest dla nas niemałym zaskoczeniem, gdyż w niedawnych „Rozmowach Niedokończonych” szef MSZ Witold Waszczykowski na ponowne postawienie pytania przez prof. Osadczego odpowiedział, że nic na ten temat nie wie:

    – (…) my takich sygnałów nie otrzymywaliśmy. Do tej pory nie otrzymywaliśmy ani od służb konsularnych, a w końcu mamy parę konsulatów rozrzuconych po całej Ukrainie, bardzo duży konsulat we Lwowie, więc te sygnały nie dochodziły do nas, mamy przecież kontakty z organizacjami polonijnymi [sic!], też sygnały nie dochodziły i nie dostałem do tej pory żadnego sygnału od hierarchów kościelnych, ani polskich, ani ze strony naszych księży pracujących na Ukrainie. Więc jest to dla mnie nowa sytuacja.

    Dodajmy, że podczas drugiej części programu w Radiu Maryja, gdy jeden z słuchaczy zadał ponownie pytanie o dyskryminację Kościoła katolickiego na Ukrainie, minister odpowiedział, że… sprawa ta jest mu znana i ministerstwo interweniuje w kwestii zwrotu kościołów. 

    Przy tej okazji, w kontekście sprzecznych informacji płynących z MSZ w tej sprawie, chcemy zwrócić się do ministerstwa, aby przedstawiło podjęte działania oraz efekty owego „wspierania wysiłków” Metropolity Lwowskiego ws. odzyskiwania świątyń i przeciwstawiania się dyskryminacji Kościoła katolickiego na Ukrainie. Oświadczenie takie, oprócz koniecznego poinformowania polskiej opinii publicznej o działaniach w tej bulwersującej sprawie, będzie korzystne również dla wizerunku samego MSZ. Pozwoli jednoznacznie rozwiać mogące pojawiać się wątpliwości, czy bliższe prawdy są słowa ministra Waszczykowskiego „my takich sygnałów nie otrzymywaliśmy (…) jest to dla mnie nowa sytuacja”, czy też Biura Rzecznika Prasowego MSZ „wspieramy wysiłki abpa Mieczysława Mokrzyckiego w odzyskaniu katolickich świątyń”.

    Są rozmowy – gdzie efekty?

    Nawiązując do mijających się z prawdą informacji portalu, jakoby polskie MSZ nie podejmowało żadnych interwencji dot. ochrony miejsc pamięci i spoczynku Polaków na Ukrainie zwracamy uwagę, że kwestia poszukiwań, ekshumacji i godnego upamiętnienia miejsc pochówku ofiar Rzezi Wołyńskiej niezmiennie pozostaje jednym z najważniejszych wątków rozmów wiceministra Bartosza Cichockiego z przedstawicielami władz ukraińskich. Strona polska jasno przedstawia także władzom Ukrainy swoje oczekiwania w kwestii konieczności postępu w polsko-ukraińskim dialogu historycznym. Były to główne tematy rozmów ministra w trakcie jego ostatniej wizyty w Kijowie 19 września br.

    Raz jeszcze, konsekwentnie trzeba przypomnieć: to nie informacje Kresów.pl, ale przytoczenie pytania, które zadano wiceministrowi Cichockiemu. Natomiast mocno podkreślamy, że podobne opinie wyrażali na łamach Kresów.pl eksperci i działacza kresowi, m.in. prof. Włodzimierz Osadczy, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski czy dr hab. Andrzej Zapałowski.

    Cieszy oświadczenie MSZ, że „kwestia poszukiwań, ekshumacji i godnego upamiętnienia miejsc pochówku ofiar Rzezi Wołyńskiej niezmiennie pozostaje jednym z najważniejszych wątków rozmów wiceministra Bartosza Cichockiego z przedstawicielami władz ukraińskich”. Budzi jednak naturalnie pytanie o ich wymierne efekty, które – być może – MSZ obawia się publicznie przedstawić. Dr Leon Popek wskazywał, że możliwości dialogu IPN z Ukraińcami w tej sprawie uległy wyczerpaniu m.in. z tego względu, że po drugiej stronie prowadzą go takie osoby, jak ukraiński szowinista Światosław Szeremeta, któremu bardziej zależy na żądaniu od polskich władz odbudowy legalnie rozebranego, nielegalnego upamiętnienia band UPA, niż na restauracji np. grobów ukraińskich żołnierzy w Polsce. Dr Popek oświadczył wprost, że teraz wszystko zależy od polskiego rządu, szczególnie od MSZ. Tymczasem resort, jak do tej pory nie chce pochwalić się najmniejszymi chociażby efektami swych zabiegów.

    Dialog z banderowcami?

    Nieprawdziwe jest także stwierdzenie o rzekomej akceptacji polskiego MSZ dla uczestnictwa w Polsko-Ukraińskim Forum Partnerstwa osób gloryfikujących OUN/UPA. Forum skupia ważnych przedstawicieli instytucji państwowych, środowisk naukowych i gospodarczych, których celem jest działanie na rzecz zbliżenia obu narodów. MSZ nie ingeruje w wypowiedzi członków Forum.

    Skoro MSZ zdecydowanie twierdzi, że nie akceptuje gloryfikatorów OUN/UPA w ramach Polsko-Ukraińskiego Forum Partnerstwa, to jak w tak razie odnosi się do obecności w jej ukraińskim segmencie np. szefa UIPN Wołodymyra Wiatrowycza, czołowego gloryfikatora OUN-UPA i samego Stepana Bandery a zarazem „negacjonisty wołyńskiego” czy Ołeksandra Zinczenki, bliskiego współpracownika Wiatrowycza, byłego wiceszefa UIPN, który m.in. ostro krytykował uznanie rzezi wołyńskiej za ludobójstwo i nazywał „kretynizmem” plany penalizacji banderyzmu w Polsce?

    Jaki stosunek do tej kwestii ma MSZ, skoro nawet tak zadeklarowany, prounijny liberał jak Witalij Portnikow, szef ukraińskiej części Forum stwierdza otwarcie, że Polacy powinni zrozumieć stosunek Ukraińców do OUN-UPA, bo choć historia UPA i postać Bandery związane są ze sprzeciwem wobec państwa polskiego”, to „powinniśmy też znać przyczyny obecnego zainteresowania Ukraińców tym ruchem i tą osobą”. „Dobrze byłoby, gdyby Polacy też to zrozumieli i sobie z tym poradzili” – to słowa Portnikowa, który dodaje, że obecna pamięć narodowa Ukrainy „jest fortecą, która ochrania samą Polskę”.

    Czy w takim razie MSZ, który jak sam oświadcza – nie akceptuje uczestnictwa w Forum osób gloryfikujących OUN-UPA – rzeczywiście podtrzymuje to stanowisko? Czy też zamierza zasłonić się formułą o „nieingerowaniu w wypowiedzi członków Forum”?

    Pomijamy już w tym miejscu fakt, że gros członków polskiego segmentu Forum stanowią w zasadzie wyłącznie ideowi giedroyciowcy czy wręcz osoby jawnie broniące ukraińskiej narracji i racji stanu (jak np. ambasador Jan Piekło, który publicznie dezawuował zbrodnie OUN-UPA na Polakach). Sami otwarcie określający się nie znawcami, ale „miłośnikami Ukrainy”.

    Język dyplomacji

    Chcemy przy tej okazji odnieść się do fałszywych informacji publikowanych przez Kresy.pl dotyczących rzekomych nacisków MSZ na RODM Lublin w zakresie realizacji konferencji w Lublinie. Wyjaśniamy,  że umowa dotacji, jaka została zawarta między resortem spraw zagranicznych a RODM Lublin, jest dobrowolnym zobowiązaniem organizacji prowadzącej RODM do realizacji przewidzianych umową działań. Nadzór merytoryczny ze strony MSZ nie polega na cenzurowaniu poszczególnych działań RODM, jak wskazano w  publikacji portalu Kresy.pl, a jedynie na weryfikacji, czy Dotowani realizują projekty zgodnie z założeniami i celami priorytetów polskiej polityki zagranicznej wskazanymi w regulaminie konkursu dotacyjnego oraz zgodnie z propozycjami  zawartymi w ofercie, stanowiącej załącznik do umowy dotacji, będącej odpowiedzią na konkurs. Taki rodzaj monitoringu to standardowy sposób monitorowania realizacji umowy dotacji przewidziany nie tylko dla wszystkich RODM, ale dla pozostałych organizacji realizujących projekty dofinansowane ze środków MSZ.

    Należy bezsprzeczne docenić uzdolnienia polskiego MSZ w zakresie sprawnego posługiwania się tzw. „językiem dyplomacji” – umiejętnością opisywania rzeczywistości w taki sposób, by nie nazwać niczego po imieniu. Ministerstwo zapewnia, że nikogo nie cenzuruje, po czym stwierdza, że „nadzór merytoryczny ze strony MSZ” polega na „weryfikacji, czy Dotowani realizują projekty zgodnie z założeniami i celami priorytetów polskiej polityki zagranicznej wskazanymi w regulaminie konkursu dotacyjnego” oraz zgodnie z propozycjami  zawartymi w odpowiedniej ofercie. Profesor Osadczy oraz doktor Popek z pewnością poczują się uspokojeni, gdy dowiedzą się, że polskie MSZ ich nie ocenzurowało, a jedynie troskliwie „zweryfikowało”.

    Zaznaczmy też, że niedługo przed publikacją, Kresy.pl wysłały w kwestii cenzurowania (pozwolimy sobie pozostać przy tym terminie) zapytanie do MSZ z prośbą o komentarz. Odpowiedzi, w zasadzie do dzisiaj, nie otrzymaliśmy. Powyższe pismo nie dotyczy bowiem niemal w ogóle tego, o co MSZ pytaliśmy. Nasze dotychczasowe doświadczenie w tej kwestii, jak również terminów dostarczania odpowiedzi na zadawane przez nas pytania sprawiają, że akurat ten aspekt zbytnio nas nie dziwi. Pozostaje pytanie, kiedy (i czy w ogóle) doczekalibyśmy się odpowiedzi, gdyby nie interpelacja posła Tomasza Rzymkowskiego oraz pytania prof. Osadczego zadane ministrowi Waszczykowskiemu na żywo w trakcie audycji.

    Poniżej zamieszczamy tekst oświadczenia przesłanego naszej redakcji przez Biuro Prasowe MSZ, które później zostało opublikowane również na stronie ministerstwa:

    Wyjaśnienia MSZ w związku z nieprawdziwymi doniesieniami portalu Kresy.pl  w artykule pt. „Polskie MSZ naciskało na usunięcie zasłużonych naukowców z listy prelegentów konferencji polsko-ukraińskiej” z 28 września 2017 r.

    Artykuł opublikowany przez portal internetowy Kresy.pl zawiera szereg nieścisłości i nieprawdziwych tez odnoszących się do udziału wiceministra spraw zagranicznych Bartosza Cichockiego w debacie „Pojednanie polsko-ukraińskie? Wymiana doświadczeń”, która odbyła się w Lublinie w dniu 26 czerwca br. Materiał zawiera też nieprawdziwe stwierdzenia dotyczące rzekomych ostatnich działań Ministerstwa Spraw Zagranicznych wobec Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej (RODM) w Lublinie w związku z organizowaną przez ośrodek konferencją w Klubie Inteligencji Katolickiej.

    W ocenie MSZ przebieg przywołanej w artykule debaty, odbywającej się pod patronatem RODM w dniu 26 czerwca, przeczył zapowiedzianej w jego nazwie idei pojednania, a posłużył propagowaniu poglądów posuwających się do aprobaty rozpadu państwa ukraińskiego. MSZ RP nie może firmować takich wydarzeń, niezgodnych z żywotnymi interesami polskiej polityki zagranicznej. Należy przy tym podkreślić, że podczas spotkania wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki nie uchylał się od odpowiedzi na trudne pytania, a wyjście ze spotkania przed jego zakończeniem było wcześniej ustalone z organizatorami i wynikało z kolejnych zobowiązań wiceministra. Nieprawdziwe jest zatem padające w artykule stwierdzenie, jakoby „wiceminister Cichocki demonstracyjnie opuścił salę”.

    Za bezpodstawne uważamy stawiane przez portal Kresy.pl insynuacje, jakoby służby dyplomatyczno-konsularne nie podejmowały interwencji w związku z odmową przez władze ukraińskie wjazdu obywateli RP na terytorium tego kraju. Pragniemy wyjaśnić, że MSZ podejmuje działania w przypadku każdego obywatela polskiego, któremu odmówiono wjazdu na terytorium Ukrainy i który zwrócił się do Ministerstwa z taką prośbą. Świadczy o tym choćby interwencja w sprawie prof. Czesława Partacza. Nie zwalnia to obywateli RP, którzy otrzymali decyzję o zakazie wjazdu na Ukrainę, z obowiązku wyczerpania przysługującej im drogi prawnej, czyli wniesienia odwołania do odpowiedniego organu państwowego Ukrainy.

    Za nieprawdziwe należy uznać również sugestie zawarte w materiale portalu o braku reakcji MSZ na problemy Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie. Chcemy zapewnić, że MSZ z wnikliwą uwagą monitoruje sytuację Polaków na Ukrainie oraz Kościoła, do którego należą zarówno wierni narodowości polskiej, jak i ukraińskiej. Wspieramy wysiłki abpa Mieczysława Mokrzyckiego w odzyskaniu katolickich świątyń, w tym kościoła pw. św. Marii Magdaleny we Lwowie.  

    Nawiązując do mijających się z prawdą informacji portalu, jakoby polskie MSZ nie podejmowało żadnych interwencji dot. ochrony miejsc pamięci i spoczynku Polaków na Ukrainie zwracamy uwagę, że kwestia poszukiwań, ekshumacji i godnego upamiętnienia miejsc pochówku ofiar Rzezi Wołyńskiej niezmiennie pozostaje jednym z najważniejszych wątków rozmów wiceministra Bartosza Cichockiego z przedstawicielami władz ukraińskich. Strona polska jasno przedstawia także władzom Ukrainy swoje oczekiwania w kwestii konieczności postępu w polsko-ukraińskim dialogu historycznym. Były to główne tematy rozmów ministra w trakcie jego ostatniej wizyty w Kijowie 19 września br.

    Nieprawdziwe jest także stwierdzenie o rzekomej akceptacji polskiego MSZ dla uczestnictwa w Polsko-Ukraińskim Forum Partnerstwa osób gloryfikujących OUN/UPA. Forum skupia ważnych przedstawicieli instytucji państwowych, środowisk naukowych i gospodarczych, których celem jest działanie na rzecz zbliżenia obu narodów. MSZ nie ingeruje w wypowiedzi członków Forum.

    Chcemy przy tej okazji odnieść się do fałszywych informacji publikowanych przez Kresy.pl dotyczących rzekomych nacisków MSZ na RODM Lublin w zakresie realizacji konferencji w Lublinie. Wyjaśniamy,  że umowa dotacji, jaka została zawarta między resortem spraw zagranicznych a RODM Lublin, jest dobrowolnym zobowiązaniem organizacji prowadzącej RODM do realizacji przewidzianych umową działań. Nadzór merytoryczny ze strony MSZ nie polega na cenzurowaniu poszczególnych działań RODM, jak wskazano w  publikacji portalu Kresy.pl, a jedynie na weryfikacji, czy Dotowani realizują projekty zgodnie z założeniami i celami priorytetów polskiej polityki zagranicznej wskazanymi w regulaminie konkursu dotacyjnego oraz zgodnie z propozycjami  zawartymi w ofercie, stanowiącej załącznik do umowy dotacji, będącej odpowiedzią na konkurs. Taki rodzaj monitoringu to standardowy sposób monitorowania realizacji umowy dotacji przewidziany nie tylko dla wszystkich RODM, ale dla pozostałych organizacji realizujących projekty dofinansowane ze środków MSZ.

    Biuro Rzecznika Prasowego

    Ministerstwo Spraw Zagranicznych

    Marek Trojan, Kresy.pl

    https://kresy.pl/wydarzenia/kultura/ksiazki-o-kresach-konkursie-ksiazka-historyczna-roku/

    Polubienie

    • zefir @zefir:
      To wszystko dlatego,że w MSZ-cie, Polaków za głupszych od siebie mają!

      jaro7 @jaro7:
      @zefir Zdziwiłbyś się ile pisowskiego ciemnego luda łyka ta propagandę i kłamstwa.

      jaro7 @jaro7:
      MSZ pod kierownictwem Waszczykowskiego vel San Escobar’ to siedlisko pro banderyzmu w rządzie (choć tego plugastwa jest dużo więcej) ,a prym wiedzie poza Waszczykowskim wyjątkowa gnida nawet jak na banderofila przystało czyli Przemysław Żurawski vel Grajewski vel Bnaderowski. Cichocki, Soloch , Dziedziczak, szczerski to ta sama szkoła. Polskojęzyczni politycy.

      https://kresy.pl/wydarzenia/prof-osadczy-dla-kresow-pl-cenzura-najgorszym-wydaniu-podawana-msz-jako-weryfikacja/


      Prof. Włodzimierz Osadczy. Fot. youtube.com

      PROF. OSADCZY DLA KRESÓW.PL: CENZURA W NAJGORSZYM WYDANIU JEST PODAWANA PRZEZ MSZ JAKO „WERYFIKACJA”

      4 października 2017|3 komentarze|w polityka, Polska, Rosja, społeczeństwo, Ukraina, Wydarzenia |Przez Marek Trojan

      MSZ twierdzi, że nie cenzurował składu panelistów debaty o stosunkach polsko-ukraińskich, która miała odbyć się w Lublinie, a jedynie poddał ją „weryfikacji”. – Cenzura w najgorszym wydaniu jest podawana jako „weryfikacja” – mówi Kresom.pl prof. Włodzimierz Osadczy, jeden z negatywnie „zweryfikowanych” przez MSZ badaczy.

      W oświadczeniu przesłanym nam przez MSZ resort przekonuje, że nie cenzurował składu panelistów debaty o stosunkach polsko-ukraińskich, która miała odbyć się w Lublinie, a jedynie poddał ją „weryfikacji”. Na tej podstawie zarzuca portalowi Kresy.pl opublikowanie szeregu „nieprawdziwych” i „fałszywych”  informacji. Pismo jest odpowiedzią na artykuł, w którym ujawniliśmy, że po naciskach MSZ ze składu prelegentów mających brać udział w debacie wykreślono prof. Włodzimierza Osadczego i dra Leona Popka. Spotkało się ono z odpowiedzią z naszej strony.

      PRZECZYTAJ: MSZ tłumaczy się z ocenzurowania debaty o stosunkach polsko-ukraińskich

      Z „wyjaśnieniami” MSZ zapoznał się m.in. jeden z „negatywnie zweryfikowanych” badaczy, prof. Włodzimierz Osadczy z KUL, dyrektor Centrum Ucrainicum, który udzielił nam w tej sprawie obszernego komentarza.

      Prof. Osadczy przypomniał, że pytanie dotyczące dyskryminacji Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie zadane wiceministrowi Bartoszowi Cichockiemu zostało powtórzone ministrowi Witoldowi Waszczykowskiemu w programie „Rozmowy Niedokończone” na antenie Radia Maryja i TV Trwam.

      – To są pytania retoryczne, skoro od początku funkcjonowania tej ekipy w MSZ widzimy pewną logikę działania, pewne priorytety i pewne przeoczenia, które wkomponowują się w konkretną politykę. Polegającą na tym, że sprawy dotyczące relacji polsko-ukraińskich mają być ujmowane tylko w kategoriach jednostronnych. A wszystkie zgrzyty mają być zrzucane na tzw. trzecią stronę. Natomiast jakiś obiektywnych, trudnych kwestii tu nie ma – mówi prof. Osadczy.

      Historyk zwraca uwagę, że w tej retoryce pojawia się kwestia pamięci o ludobójstwie na Wołyniu, ale w formie pewnej ogólnej, niewiążącej deklaracji. – Pan Waszczykowski powtarza tylko wcześniejsze wypowiedzi szefa PiS, że „Ukraina z Banderą do Europy nie wejdzie”. Takie ogólne metafory, o niczym nieświadczące i nie przekładające się na konkretną działalność – zaznacza.

      Prof. Osadczy przypomniał, że podczas czerwcowej konferencji w Lublinie, skrytykowanej przez MSZ, jej uczestnikom zależało na wyartykułowaniu pewnych spraw, które „z definicji musiałyby się znaleźć w obszarze zainteresowaniem resortu spraw zagranicznych kraju suwerennego”. – Widzimy, jak teraz naruszenie praw mniejszości węgierskiej czy rumuńskiej wywołało niesamowitą reakcję Węgier i Rumunii. Nie tylko na szczeblu MSZ, ale najwyższych osób w państwach. Mamy do czynienia z wyraźnymi restrykcjami, przy czym nie są one aż tak drastyczne, jak sytuacja z pogwałceniem wszystkich cywilizowanych zasad w relacjach polsko-ukraińskich – mówi profesor. Zwraca tu uwagę na fakt niepogrzebania ponad 100 tys. szczątków ludzkich na Ukrainie.

      Prof. Osadczy przywołał wypowiedź przedstawicieli kościołów ukraińskich, abpa Światosława Szewczuka, zwierzchnika Kościoła Greckokatolickiego i patriarchy Filareta, zwierzchnika Ukraińskiej Cerkwii Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego. W związku z ekshumacją szczątków ukraińskich kapłanów podpisali oni wspólne oświadczenie, zaczynające si ę od sformułowania, że „uważa się,  iż wojna nie jest zakończona dopóty, dopóki szczątki ostatniej ofiary nie zostaną pogrzebane”.

      – Ta zasada obowiązuje w całym cywilizowanym świecie – mówi profesor, przypominając o szczątkach nawet 130 tys. osób na Ukrainie, które są nie tyle niepogrzebane, co wręcz profanowane. – W oświadczeniu MSZ podano, że rzekomo tymi sprawami zajmuje się wiceminister Cichocki. Podczas gdy na spotkaniu w Lublinie powiedział, że to są kompetencje IPN. Czyli podkreślił „branżowość” tej sprawy, że nie dotyczy ona priorytetów polityki Polski.

      Profesor przypomina, że w sprawie dyskryminacji Kościoła Rzymskokatolickiego na Ukrainie od dłuższego czasu mówią również jego hierarchowie. Zaznaczył, że w 2016 roku mówił o tym wprost na KUL metropolita lwowski, abp Mieczysław Mokrzycki. Informacja ta była opisywana przez media i była powszechnie znana. – To, że szef MSZ Polski nic o tym nie wie, jest czymś, co trudno wytłumaczyć. To, że biskupi się nie skarżą, jak powiedział minister Waszczykowski może oznaczać, że prawdopodobnie nie mają zaufania do MSZ i nie widzą w nim instytucji, która pochyliłaby się nad sytuacją KRK na Ukrainie – uważa prof. Osadczy. Zwraca też uwagę na mocny reportaż pt. „Dyskryminacja Kościoła katolickiego na Ukrainie”.

      – Jeżeli po takich udokumentowanych sytuacjach dla MSZ sprawa nie istnieje, to nie istnieje w wymiarze rzeczywistym, a nie w duchu takiej retoryki, którą w kategoriach „weryfikacji” czy innej nowomowy próbuję się stosować. Kraj suwerenny w sprawach fundamentalnych zajmuje stanowisko stanowcze, jednoznaczne, niepozwalające na poniewieranie jego interesów. Natomiast to co się obecnie dzieje na tym odcinku świadczy o tym, że urzędnicy reprezentujący polską dyplomację najprawdopodobniej nie zdają sobie sprawy ze skali problemów, bądź też celowo to bagatelizują.

      Zwraca uwagę również na sprawę inż. Zdzisława Koguciuka, któremu zakazano wjazdu na Ukrainie. Miał on możliwość przedstawić ją wiceministrowi Cichockiemu. –Odpowiedź była dość dziwna: że jest to suwerenna decyzja władz Ukrainy, w którą polskie władze nie ingerują – mówi prof. Osadczy. W jego opinii, trudno sobie wyobrazić, by taka sytuacja zaistniała np. między USA a którymś z ich strategicznych partnerów. – Tutaj z pewnością byłaby interwencja. Natomiast pan wiceminister Cichocki, który chętnie spotyka się np. z przedstawicielami emigracji ukraińskiej, bardzo zżytej z ideologią [banderowską], z którą to rzekomo Ukraina nie wejdzie do Europy, nie znalazł czasu żeby pochylić się nad sprawą np. pana Koguciuka. A ten incydent pociągnął za sobą kolejne przykre sytuacje, np. ws. prof. Partacza – mówi historyk. Jego zdaniem, lista ta nie jest zamknięta, zaś osoby, które próbują wynosić sprawy polsko-ukraińskie na odpowiedni, rzeczowy poziom, mogą w takiej sytuacji czuć się zagrożone.

      – Traktowanie represji wobec polskiego obywatela ze strony Ukrainy jako suwerenne prawo tego kraju świadczy o tym, że pan wiceminister zapomina, że sam reprezentuje kraj suwerenny mający swoje interesy –mówi prof. Osadczy. Dodaje, że „nowomowa” ministerstwa, mówiąca o „weryfikacji” uczestników jednej z debat, jest zdumiewająca:

      – To jest żenujące. Nie wiem, czy w kategoriach weryfikacji będą też przedstawiali np. kolejne poczynania autorytarnych władz rosyjskich, które ograniczają dostęp do mediów tym czy innym siłom politycznym, z racji na to, że ich „weryfikują”. Czy Putin też ich „weryfikuje”, no bo chyba ma prawo ich „weryfikować” jako osoba odpowiadająca za rację stanu? Czyli jedne „weryfikacje” są dobre, a inne złe. Takie bezprecedensowe wtrącanie się w sprawy merytoryczne, nie dając możliwości oceny ani mojej działalności, ani dra Leona Popka, sprawiło, że znaleźliśmy się na liście osób ocenzurowanych, czy „zweryfikowanych”. Ta nowomowa jest nie tylko nieuczciwa, ale i żałosna. Jeżeli zaczniemy w tym duchu, tak jak poprzednie ekipy tłumaczyły się, że „sorry, taki mamy klimat”, dodawać do języka codziennego także „weryfikację”, to będziemy mieli do czynienia z przykrą kompromitacją polskiej polityki zagranicznej.

      Prof. Osadczy zwraca też uwagę na deklarację MSZ ws. forów polsko-ukraińskich, który nie dostrzega tam osób gloryfikujących banderyzm. – Jeżeli  w składzie takich oficjalnych, „niezweryfikowanych” forów znajdują się osoby bezpośrednio gloryfikujące ideologię nacjonalizmu ukraińskiego, to jest to czymś, co w kontekście poprzednich wypowiedzi i logiki działań MSZ jest czymś zupełnie zrozumiałym. Oczywiście, nie mamy żadnych wymagań od resortu, no bo nie możemy ich mieć jako ludzie krytycznie i analitycznie myślący, którzy z ubolewaniem to obserwujemy i z niesmakiem widzimy kolejne wpadki i kroki, które dyskredytują polską rację stanu i Polskę jako kraj suwerenny.

      – Bogu dzięki, nie jesteśmy do końca „zweryfikowani” na wszystkich forach, możemy swoje zastrzeżenia zgłaszać i na pewno będziemy to robić. Na pewno będą powstawały też inne fora, pod patronatem środowisk, które posiadają inne „kryteria weryfikacji” – dodaje profesor. – Ta „weryfikacja” w wykonaniu MSZ jest czymś kuriozalnym i absolutnie kolidującym z powagą urzędu, który stosuje takie słownictwo. Cenzura w najgorszym wydaniu jest podawana jako „weryfikacja”.

      Profesor zaznacza, że mówił ministrowi Waszczykowskiemu o oczekiwaniach ze strony środowisk kresowych, które chcą „dobrej zmiany”. – Kibicujemy temu i oczekujemy „dobrej zmiany”, widzimy co się dzieje w kraju, widzimy pęknięcia i podziały, a także solidaryzowanie się środowisk wrogich rządowi. Tworzenie w takiej sytuacji kolejnych podziałów jest bardzo krótkowzroczne. Podejrzewam, że jest to polityka wymuszona – mówił prof. Osadczy. W tym kontekście zwrócił m.in. na inicjatywę PSL dotyczącą upamiętnienia ofiar Wołynia. – Ten temat będzie nurtował polskie społeczeństwo. Szkoda, żeby MSZ uporczywie się dyskredytowało w sytuacji nieuniknionych zmian. Pewnych procesów nie można powstrzymać. Środowiska przychylne rządowi ubolewają, że tworzy się podział tam, gdzie ich być nie powinno.

      – Stąd wyrażam swoje ogromne ubolewanie i zniesmaczenie z takiej sytuacji –podsumowuje prof. Osadczy. Dodał na koniec, że „wyjaśnienia” MSZ ws. artykułu Kresów.pl świadczą o tym, że ministerstwo nas dostrzega i czytuje. – To pokazuje, że Kresy.pl są medium dostrzegalnym także przez MSZ.

      Kresy.pl

      Polubienie

  4. tagore @tagore:
    I jak tu nie wierzyć w instynkt przetrwania PSL.

    sternik1 @sternik1:
    To już tylko łabędzi śpiew tych …..tutek sejmowych. Absolutnie niczego to nie zmieni w postrzeganiu ich jako współtwórców (a co najmniej popierających) tym samym współwinnych razem z bandytami peowskimi ruiny ekonomicznej kraju, dziesiątek afer idących w miliardy czy totalnej zależności od szwabów-morderców i złodziei, że wymienię tylko tyle. Powielaniem pomysłów Kukiza już nie zatrą swojej sprzedajnej natury, każdy o otwartym umyśle wie czym ta partia „pachnie”. A ustawa już dawno powinna wejść w życie i chociaż kukizowcy to nie moja bajka, tu popieram ich w 100%. Ale na razie szemrzące dziady, które jak na ironię mają najwięcej do powiedzenia w formacji PIS, bronią się nogami i rękami przed wprowadzeniem tego aktu. Aktu, który byłby dużym krokiem (wreszcie) naprzód ze strony ekipy rządowej w kierunku Kresowiaków, ale tak naprawdę oznaczałby bardzo ważny zwrot rządu na + dla WSZYSTKICH Polaków.

    Gaetano @Gaetano:
    Faktem jest, że ZSL chce wypłynąć na szersze wody, proponując tą ustawę forsowaną przez K’15, tyle tylko, że mieli ze 20 lat, żeby ją przepchnąć. Ustawę, która powinna obowiązywać od wczesnych lat 90-tych i która zakończyłaby wszelkie dywagacje. Abstrahując, że to partia sprzedawczyków, to dobrze jest, że już dwie formacje głoszą potrzebę wprowadzenia ustawy penalizującej banderyzm. Ale droga daleka, już widzę jazgot znacznej części zaprzańców z Pis i wtórujących im bałwanów z po, że to popsuje tak dobre stosunki z upainą i że to wyjdzie na dobre Putinowi. Pewnie będą się trząść ze strachu, że ukry nie będą już do nas przyjeżdżać.

    https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/polska-regiony/psl-chce-zakazu-banderyzmu-ustawy-o-dniu-pamieci-11-lipca/


    Władysław Kosiniak-Kamysz. Fot. wikimedia.org

    PSL CHCE ZAKAZU BANDERYZMU I UCHWALENIA USTAWY O DNIU PAMIĘCI 11. LIPCA

    3 października 2017|3 komentarze|w polityka, Polska, Wydarzenia |Przez Krzysztof Janiga

    Propozycje PSL obejmują uchwalenie ustawy o dniu pamięci 11. lipca, penalizację propagowania ideologii banderowskiej i wymienienie zbrodni ukraińskich nacjonalistów w ustawie o IPN.

    Posłowie PSL złożyli dzisiaj w Sejmie projekt ustawy o ustanowieniu 11. lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II RP oraz inne propozycje zmian w prawie dotyczące zbrodni ukraińskich nacjonalistów.

    Jak podkreślał na konferencji prasowej prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, Sejm w zeszłym roku przyjął uchwałę o ustanowieniu takiego dnia pamięci, jednak jego zdaniem powinien on być wprowadzony aktem wyższego rzędu czyli ustawą. Szef PSL podkreślał, że ustawa przechodzi przez wszystkie szczeble legislacyjne i jest aktem „bardziej trwałym” niż uchwała. Dodał także, że postulat, by ten dzień pamięci był wprowadzony ustawą, spełnia oczekiwania środowisk kresowych.

    W swoim projekcie ludowcy założyli także zmianę ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Chcą oni dopisania do katalogu zbrodni wymienionych w ustawie zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów. Ustawa w obecnym kształcie wymienia jedynie zbrodnie nazistowskie, zbrodnie komunistyczne oraz „inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne”. Wymienienie zbrodni banderowskich expressis verbis ułatwi ściganie tzw. kłamstwa wołyńskiego.

    Kosiniak-Kamysz powiedział także, że ludowcy domagają się wprowadzenia zakazu propagowania w Polsce ideologii banderowskiej. Proponują, by takie złamanie zakazu podlegało karze grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

    Jednocześnie prezes PSL zastrzegł, że ustawa nie jest wymierzona w relacje polsko-ukraińskie. „Kontynuujemy walkę o prawdę historyczną, w żaden sposób nie chodzi tutaj o zaostrzanie emocji polsko-ukraińskich i żeby nikt w ten sposób tego nie odczytywał” – mówił lider ludowców. W uzasadnieniu projektu napisano, że „bez prawdy nie da się zbudować pojednania i przebaczenia”.

    Za wniesiony projekt ustawy podziękował ludowcom prezes Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich Witold Listowski.

    PiS blokuje penalizację banderyzmu

    Przypomnijmy, że od listopada ub. roku w sejmowej „zamrażarce” zalega podobny projekt ustawy autorstwa Kukiz’15. W maju informowaliśmy, że PiS po raz kolejny zablokował prace nad projektem ustawy zakazującej propagowania banderyzmu w Polsce. Nieoficjalnie wiadomo, że stoją za tym czołowi politycy PiS, o proukraińskiej orientacji, którzy obawiają się pogorszenia relacji z Ukrainą.

    Paweł Kukiz zaznaczał, że PiS w żaden sposób nie argumentował swoich działań w tej sprawie:

    – Nie ma żadnej argumentacji, żadnych argumentów. Nie i koniec. Po prostu kręcenie, kołowanie i ściema jak zawsze.

    PRZECZYTAJ: Rzymkowski dla Kresów.pl: blokowanie przez PiS ustawy o penalizacji banderyzmu w Polsce ma drugie dno

    W czerwcu br. Sejm przyjął nowelizację ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Wcześniej senatorowie wycofali projekt, który precyzował, że za inny ustrój totalitarny uważa się m.in. nacjonalizm ukraiński i litewski.

    PRZECZYTAJ: Sejm przyjął nowelizację zakazującą propagowania komunizmu – ale nie banderyzmu

    Kresy.pl / dzieje.pl

    Polubienie

  5. Gaetano @Gaetano:
    Dostaną banderowscy zwyrodnialcy pieniądze za torturowanie polskich kobiet, dzieci, mężczyzn i starców, a część tej kasy będzie płynąć z NASZYCH podatków. Te tępe rezuny już dawno powinny sczeznąć za Workutą.

    https://kresy.pl/wydarzenia/ukraina-we-lwowie-weterani-upa-dostana-specjalne-zapomogi/


    Kobratant UPA, zdjęcie ilustracyjne, foto:uapatriot.org

    UKRAINA: WE LWOWIE WETERANI UPA DOSTANĄ SPECJALNE ZAPOMOGI

    4 października 2017|1 Komentarz|w polityka, społeczeństwo, Ukraina, Wydarzenia |Przez Piotr Łapiński

    Weterani UPA otrzymają zapomogi z okazji siedemdziesiątej piątej rocznicy powstania tej organizacji, w dzień obrońcy Ukrainy.

    Specjalne jednorazowe zapomogi otrzymają weterani UPA, inwalidzi wojenni oraz wdowy po weteranach UPA. Łącznie Lwów przeznaczy na nich 587 tysięcy hrywien (równowartość niemal 81 tysięcy złotych). Pieniądze otrzymają także inwalidzi wojenni po walkach w Donbasie. Wydatki zostały zaplanowane w Departamencie Spraw Socjalnych lwowskiego ratusza.

    Przed świętem 75. rocznicą powstania UPA, od miasta pieniądze uzyska 213 weteranów UPA, po 1,5 tys. hrywien (równowartość około 205 złotych), 4 inwalidów UPA po 2,5 tys hrywien (równowartość ok. 344 złotych) i 78 wdów weteranów UPA po – po 1000 hrywien (równowartość ok. 137 zł). Łącznie weterani UPA i ich najbliżsi otrzymają 407,5 tysięcy hrywien.

    CZYTAJ TAKŻE: Ukraina: weteran UPA zmarł podczas przemówienia pod pomnikiem Szuchewycza [+VIDEO]

    Pozostałe środki otrzymają ukraińscy inwalidzi wojenni, których niepełnosprawność wynika z powodu uczestnictwa w wojnie w Donbasie. W zależności od stopnia inwalidztwa otrzymają od 1 do 1,3 tysiąca hrywien (równowartość od 137 do 179 złotych). Łącznie na ich potrzeby przeznaczono 179,8 tys. hrywien.

    Komentująca sprawę Natalia Demkowycz z lwowskiego ratusza stwierdziła, że ważne jest, abyśmy pamiętali o tych, którzy poświęcili swe życie w walce za naszą wolność. Tak samo musimy pamiętać o tych, którzy bronią naszej niezależności dzisiaj – weteranów operacji antyterrorystycznej.

    ZOBACZ TAKŻE: Ukraińcy uczcili pamięć SS Galizien: w mundurach Waffen-SS i pod flagami OUN-UPA [+VIDEO / +FOTO]

    14 października na Ukrainie obchodzony jest dzień ukraińskich Kozaków i Dzień Obrońcy Ukrainy. We obchodzone będą również rocznica stulecie ukraińskiej rewolucji 1917-1921 oraz 75. rocznica powstania UPA.

    Kresy.pl / zaxid.net

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.